niedziela, stycznia 22, 2017

Zarówno kino jak i literatura przez lata dostarczały przeróżnych historii na temat Księżyca - a to, że jest zrobiony z sera, albo ma wielką twarz, albo jego "ciemną stronę" zamieszkuje nieznana dotąd rasa istot. Ba, Pan Twardowski pewnie też mógłby dorzucić od siebie trzy gorsze na temat Księżyca. Nie wspominając już o tych hultajach, Jacku i Placku.

To właśnie Księżyc staje się miejscem niezwykłego odkrycia w najnowszej książce Mikołaja Pasińskiego i Gosi Herby. W pewnym małym miasteczku mieszka sławna astronomka. Codziennie, przez swój teleskop obserwuje powierzchnię Księżyca. Spokojnie można powiedzieć, że zna każdy skrawek, każdy krater, każdy kamyczek srebrnego globu, ale czy na pewno? Jednego wieczora, ku jej własnemu zaskoczeniu astronomka odkrywa, że na Księżycu mieszka słoń. Ale jak to jest możliwe? Jak mogła tego nie zauważyć wcześniej? No i co właściwie robi słoń na Księżycu? Wieść o tym odkryciu szybko się rozchodzi wśród członków Towarzystwa Księżycowego, tylko czy uwierzą astronomce?

Słoń na Księżycu to kolejna po Fertility ilustrowana publikacja duetu Pasiński i Herba. Tym razem jednak skierowana do szerszego grona czytelników, zarówno do tych małych jak i dużych. Tych drugich powinien zainteresować fakt, że książka Słoń na Księżycu zainspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Podobno w XVII wieku sir Paul Neal – jeden z astronomów Towarzystwa Królewskiego miał zaobserwować obecność słonia na Księżycu. Już wtedy jego odkrycie wywołało sporo zamieszania, co z kolei rozpaliło wyobraźnię wielu literatów, którzy spisali owo wydarzenie niekoniecznie w formie poważnej literatury, a bardziej w formie bajek i satyry.

Nie umniejszając roli Mikołaja, nie da się ukryć, że siłą książki Słoń na Księżycu są przepiękne ilustracje Gosi Herby. W przeciwieństwie do wspomnianego albumu Fertility, tutaj Gosia operuje zgoła odmiennym stylem - prostą, geometryczną ilustracją zamkniętą w mocno ograniczonej kolorystyce. Chciałoby się powiedzieć, że dominujące w ilustracjach odcienie koloru niebieskiego idealnie korespondują z terminem "ciało niebieskie" jakim niewątpliwie jest Księżyc.

Nie wiem czy muszę to pisać za każdym razem, ale w ramach formalności napiszę - polecam!

Napisał: Mikołaj Pasiński
Narysowała: Gosia Herba
Wydało: Wydawnictwo Centrala
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

środa, stycznia 18, 2017

Tomasz Kaczkowski (ur. 1978) - ilustrator, grafik, komiksiarz, wokalista zimnofalowego zespołu "Wieże Fabryk".

Urodził się i pracuje w Łodzi. Tu też ukończył Akademię Sztuk Pięknych z wyróżnieniem za kolekcję dywanów z Batmanem i płonącymi samolotami. Po koncertach rysuje książki dla dzieci, projektuje plakaty i dalej rysuje.

Wraz z Bartoszem Sztyborem zdobył drugie miejsce w konkursie Na Komiks Dla Dzieci im. Janusza Christy, co zaowocowało superbohaterską serią komiksową Niezła draka, Drapak!. Jako ilustrator książkowy zadebiutował ilustracjami do książki Mat i świat Agnieszki Suchowierskiej, uhonorowanej Nagrodą Literacką - Książka Roku 2015 Polskiej Sekcji IBBY.

Ma psa Kiwi

poniedziałek, stycznia 16, 2017

Jest taki rodzaj książek, które budują własny alternatywny świat, a ich autorzy są w stanie stworzyć wręcz mapę tego nowego miejsca. Kojarzycie tę mapę Śródziemia we Władcy Pierścieni? Albo mapę Doliny Muminków? W Czarach na białym też otrzymujemy na wstępie taką mapę. Na początku trochę tajemniczą i intrygującą, ale wraz z lekturą coraz bardziej przydatną. Osobiście uwielbiam takie mapy, jak te we wspomnianych książkach, ale także te z filmów, choćby z Moonrise Kingdom Wesa Andersona. Taka mapa to swoisty punkt odniesienia i piękny ilustratorski smaczek.

Ale dość o mapach. ;)

Początek tej opowieści jest dość niewinny i bardzo łatwy do wyobrażenia: dziewczynka, szkolna świetlica, ciepłe kakao... Ale potem dzieją się rzeczy jak najbardziej zaskakujące i fantastyczne. Wraz z kożuchem (czy też Kożuchem, bo zotsaje on głównym bohaterem) z wspomnianego kakao lądujemy w przedziwnym świecie, na plaży z preparowanego ryżu, z morzem mleka, gadającą rybą w surducie i innymi niesamowitymi postaciami. Sama nie wiem czy powinnam Wam więcej zdradzać, bo mi czytało się tę książkę wyśmienicie właśnie dlatego, że zaskakiwała mnie co chwilę. Może napiszę tylko tyle, że postacie są bardzo zróżnicowane charakterologicznie, są przygody, tajemnice, przyjaźnie i mnóstwo wymyślnych potraw (ślinka Wam pocieknie). Nie wiem też, czy to tylko moje skojarzenie, ale mam nieodparte wrażenie, że oprócz mapki Czary na białym łączy o wiele więcej z Muminkami. Nie chodzi mi o jakieś zapożyczenia czy bezpośrednie inspiracje, ale o taki ogólny klimat opowieści. Jest trochę sennie, trochę dziwnie, ale tak naprawdę bardzo życiowo. Dobre książki dla dzieci (a może i te dla dorosłych) to takie, które trochę na okrętkę, w zawoalowany sposób mówią nam o życiowych prawdach, uniwersalnych uczuciach i wyborach.

Do tej poetyckości i niezwykłości bardzo pasują ilustracje Marii Dek – trochę kredek, trochę akwareli. Podoba mi się przede wszystkim połączenie tekstu i ilustracji. To, że trzymają się razem, że tworzą całość, a nie tylko „leżą” obok siebie. Wszystko spójne i przemyślane.

Maria Dek za ilustracje do książki Czary na białym została wyróżniona w kategorii ilustracje w konkursie Książka Roku 2016 Polskiej Sekcji IBBY.

Napisała: Magdalena Mrozińska
Narysowała: Maria Dek
Wydało: Wydawnictwo Warstwy
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

niedziela, stycznia 08, 2017

Wojtek AKUMA Polak -  Grafik i ilustrator z Warszawy, specjalizujący się w identyfikacji wizualnej drużyn sportowych oraz tworzeniu postaci. Cały czas eksperymentuje oraz szuka nowych dróg ekspresji. Zaczynał od surowych ilustracji wektorowych, a teraz ma bzika na punkcie rysunku odręcznego. Interesuje się kulturą i sztuką Japonii, złotą erą amerykańskiej kreskówki oraz ilustracją książkową.

niedziela, grudnia 18, 2016

W poprzednim wpisie pokazaliśmy Wam wyśmienitą anglojęzyczną pozycję opartą o alfabet – dziś także zaczniemy od A i skończymy na Z, ale będzie już po polsku. Po lekturze "Alfabetu polskiego" miałam natychmiastową refleksję, że ta pozycja powinna zostać przetłumaczona na wszystkie języki świata, bo jest to fajne skompresowane kompendium wiedzy o Polsce i pomogłoby nie jednemu obcokrajowcowi zapoznać się z naszą historią i dokonaniami.

Zaraz potem pomyślałam, że to jednak ma sens, że napisano i wydano ją po polsku, bo to książka dla nas wszystkich, Polaków. Nie ma co ukrywać - jesteśmy narodem pełnym sprzeczności. Z jednej strony bardzo lubimy czuć się najlepsi, wygrywać turnieje sportowe i zbawiać świat na przeróżne sposoby, z drugiej zaś mamy całą masę kompleksów i na wielu polach czujemy się gorsi od innych narodów. A wcale nie powinno tak być - mamy niesamowicie ciekawą historię, wielu nieprzeciętnych naukowców, super zdolnych artystów i przepiękną naturę. Anna Skowrońska próbuje nam to udowodnić i pokazuje wprost, na konkretnych przykładach, czym możemy się pochwalić i z czego być dumnymi. Wraz z graficzkami z Acapulco Studio, po trochę przypomina nam o naszych naukowcach, muzykach, plastykach, pisarzach, ale także o pięknych miastach, górach, budynkach. Nie zapomina też o historii i tradycjach oraz legendach. Wszystkie te skarby narodowe zostały dość niesztampowo dobrane, zgrabnie opisane i ułożone wg kolejności alfabetycznej. Wybór haseł musiał być bardzo trudny, bo publikacja nie jest ogromnym almanachem, a jedynie czymś w rodzaju wykrzyknika zwracającego uwagę na sprawę. I tak przykładowo pod C znajdziemy czekoladę i historię fabryki Wedla, pod K - Koziołka Matołka, a pod U - Uniwersytet Jagielloński. Przyznacie, rozpiętość tematyczna imponująca.

To na pewno fajna pozycja dla starszych dzieci, która rozbudzi ich ciekawość i uświadomi różnorodność z jaką mamy do czynienia mówiąc, że coś jest polskie. Bo polskie jest i morze, i powieści Sienkiewicza, i sól w Wieliczce. Idealny sposób na nienachalne podkręcenie patriotyzmu :)

Jeszcze słówko o warstwie graficzno-edytorskiej. Ilustracje przeplatają się tu z ikonkami i bardzo jestem ciekawa w jaki sposób dziewczyny z Acapulco Studio podzieliły pracę nad tą książką.
Na stronie wydawcy widnieje informacja, że za ilustracje odpowiada Dudek, a za opracowanie graficzne Nowak, ale do której kategorii zaliczymy ikonki, których jest całkiem sporo i ilustrują wiele z haseł? Ale to tylko takie moja zawodowa ciekawość, bo w sumie nie ma to większego znaczenia – ważne, że wyszło bardzo ładnie i spójnie. Dziewczyny udowodniły, że można zrobić książkę patriotyczną, która będzie nowoczesna, kolorowa i przyjemna w odbiorze.

Tekst: Anna Skowrońska
Opracowanie graficzne: Agata Dudek i Małgorzata Nowak
Wydawnictwo: Muchomor
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

środa, grudnia 14, 2016

Muszę przyznać, że zapowiedź komiksu Emily Carroll w ofercie wydawnictwa Entliczek była dla mnie miłym zaskoczeniem. Z jednej strony to, o ile mnie pamięć nie oszukuje, pierwszy komiksowy tytuł oferowany przez to wydawnictwo. Z drugiej jest to pozycja, którą bardzo chciałem przeczytać. Through the Woods, bo tak brzmi oryginalny tytuł komiksu, przewijał mi się wielokrotnie na różnego rodzaju podsumowaniach, topach, bestach i innych zestawieniach najlepszych z najlepszych, skutecznie podsycając mój apetyt na jego lekturę. Teraz ja spróbuję podsycić Wasz apatyt na tę pozycję.

Przez las to zbiór pięciu opowieści grozy, których wspólnym łącznikiem jest tytułowy las, a dokładniej to co co skrywają leśne ciemności. Strach przed ciemnością jest jednym z tych pierwotnych lęków, który towarzyszy nam całe życie. Nie jest jednak tak, że od czasu do czasu, w kontrolowanych warunkach nie lubimy być straszeni, czy to w książce, filmie czy właśnie komiksie. Trochę jakbyśmy chcieli poigrać z tym uczuciem lęku w nas samych, bo w głębi wiemy, że i tak się go nie pozbędziemy. Emily Carroll mistrzowsko odpowiada na to zapotrzebowanie, serwując czytelnikom przeraźliwą przechadzkę polnymi i leśnymi ścieżkami pełnymi mrocznych tajemnic.

Autorka w swoich historiach wyznaje zasadę, że lęk przed nieznanym podsycany ludzką wyobraźnią to idealna kombinacja na dobre straszydło. Dobrze to ukazuje pierwsza z historii Dom sąsiada i zarazem jedna z moich ulubionych, w której nie mamy do czynienia z jasno zarysowanym i nazwanym złem. Opowiadanie buduje napięcie i narastające uczucie lęku stopniowo z kartki na kartkę, po to by zakończyć się z nutką niedopowiedzenia i dać szanse by wyobraźnia czytelnika pociagnęła go głębiej w mroczne zakątki historii.

Moją drugą ulubioną historią jest opowiadanie - Rodzinne gniazdo, które konstrukcyjnie jest trochę inne niż Dom sąsiada. Tutaj samo zło jest już mocno zarysowane, ale sam pomysł na nie, oraz na samą fabułę jest po prostu genialny i wywołuje autentyczne uczucie niepokoju. Dostarczy Wam, podobnie zresztą jak pozostałe historie sporej dawki grozy.

Ale i tak, dla mnie najstraszniejszą z całego zbioru historii było króciutkie opowiadanie zamykające album. W dużej mierze przez rysunki Carroll i to co tam narysowała, ale to musicie zobaczyć sami.
No właśnie, obok formuły opowiadań, w których niepodpowiedzenie gra dużą rolę mamy jeszcze niesamowite, klimatyczne ilustracje. Emily bardzo mocno eksperymentuje graficznie w swoim albumie. Przede wszystkim zaciera granicę między komiksem a picturebookiem - nie utrzymując jakiejkolwiek reguły w kwestii kadrowania czy umieszczania dialogów w dymkach. Zabawa typografią jest tu bardzo istotna, ponieważ autorka używa jej nie tylko do opowiadania treści, ale także jako element graficzny. Jak w przypadku historii Dłonie pani są zimne, w której treść wkomponowana jest w długi, wijący się przez kilka plansz dymek. Swobodnie są także potraktowane ilustracje i paleta kolorów.
Brak jednolitej formy wizualnej w żadnym stopniu nie jest zarzutem, to wbrew pozorom przemyślany styl Emily Carrol, idealnie współgrający z niosącymi niepokój historiami.

Polecam wszystkim, którzy mają ochotę na trochę grozy. Publikacja w moim odczuciu idealnie nada się dla nastolatków i dorosłych.

Autorka: Emily Carroll
Wydawnictwo: Entliczek
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

niedziela, grudnia 11, 2016

Gdy zbliża się koniec roku w głowie kłębią się myśli - co jeszcze obiecywałem sobie, że zrobię w tym roku, a czego do tej pory nie zrobiłem. Wiem! Mieliśmy kupić książkę Alphabetics, z ilustracjami Dawida Ryskiego, zanim jej nakład się wyczerpie i będziemy sobie przysłowiowo pluli w brodę. Jako, że było to zadanie najłatwiejsze z listy zadań do zrealizowania,to z dumą możemy powiedzieć - zrobione! Teraz pozostaje jedynie polecić Wam byście szybko dopisali zakup tej książki do swojej listy rzeczy do zrobienia. Dlaczego? Powinny Wam wystarczy tylko dwa słowa: Dawid Ryski.

Dla berlińskiego wydawnictwa Little Gestalten, do tekstu Patricka i Traci Concepción, Dawid zilustrował estetycznie niesamowity, aliterowany alfabet. Tak, polskie tłumaczenie nie jest już tak imponujące jak oryginalne. Szczególnie, że zabawa z aliteracją jest w tej publikacji najważniejsza.
Każdej literze alfabetu towarzyszy ilustracja, którą z kolei opisuję zdanie skonstruowane wyłącznie ze słów zaczynających się lub akcentujących tę właśnie literę. Brzmi skomplikowanie? Poniższy przykład z literą "z" Wam wszystko wyjaśni.

Zooey the zonked zombie
gazes at zany zeppelins
with Zig-Zags in Zürich

Książka została wydana w języku angielskim, w dodatku słownictwo w niej zawarte nie zawsze należy do najprostszych. Dlatego publikację sugeruję raczej starszym odbiorcom, którzy po prostu kochają ładne książki. Alphabetics, pomijając genialne ilustracje Dawida Ryskiego, jest też wzorowo zaprojektowany. W prosty sposób ujęta strona tekstowa wzbogacona minimalistycznymi ilustracjami. Ważnym smaczkiem (dla mnie przynajmniej) jest zamknięta paleta kolorów, ALE co jest najfajniejsze, każda ilustracja składa się równo z trzech kolorów. Przy każdej ilustracji, w prawym górnym rogu znajduje się legenda użytych kolorów. Miód. Takie smaczki kocham. Wy też pokochacie. Serio. Kupcie sobie tę książkę zanim jej nakład się wyczerpie i będziecie sobie przysłowiowo ... oj, już sami wiecie co.

Tekst: Patrick & Traci Concepción
Ilustracje: Dawid Ryski
Wydawnictwo: Little Gestalten
-
Kup tutaj

niedziela, listopada 20, 2016

Nie chcę wywierać presji, ale mamy nadzieję, że nasz Szymon pokocha dinozaury tak jak my je kochamy. Szczególnie, że już teraz czeka na niego masa dino-zabawek i niespodzianek. Jedną z takich dinozaurowych atrakcji jest prezent od warszawskiej księgarni Jak Wam się podoba w postaci śliczniej, ilustrowanej książki dla dzieci Dinoblock.

Dinoblock jak sama nazwa wskazuje to istna kartonowa cegła pełna kolorowych ilustracji dinozaurów. Opowiada o dwójce przyjaciół (a może rodzeństwie), którzy wybierają się do muzeum by poznać i dowiedzieć się czegoś więcej o tych prehistorycznych gadach. Razem z naszymi młodymi odkrywcami poznajemy ponad 20 różnych rodzajów dinozaurów, które w niebanalny sposób uchwycone są na wyciętych, kartonowych stronach. Co ciekawe, wycięcia na kartach książki nie są przypadkowe i podążają wzdłuż charakterystycznych sylwetek poszczególnych dinozaurów. Żeby tego było mało, przerzucając kartkę z jednej strony na drugą młodzi czytelnicy będą mogli zobaczyć do czego sylwetka, lub charakterystyczna cecha danego dinozaura jest podobna w naszym, współczesnym świecie. Tak Diplodocus jest długi jak wieloryb, a Brachiosaurus może wyciągnąć swoją szyję wysoko niczym drabina strażacka.

Książka jest wydana w języku angielskim, ale słownictwo w niej zawarte jest na tyle proste i z pomocą rodzica może posłużyć jako fajna okazja by, poznając dinozaury, pouczyć się z dzieckiem angielskiego.

Dinoblock to kolejna książka w serii po Alphablock and Countablock, czyli książkach o alfabecie i cyfrach tych samych autorów. Niedługo będziemy mieli okazje przekonać jak wypadają dwie poprzednie książki z serii, ponieważ Dinoblock tak nam się spodobał, że chcemy skompletować młodemu te cegły. :)

Za stronę graficzną albumu odpowiada małżeństwo z Wielkiej Brytanii działające pod nazwą Peskimo. Razem tworzą różnego rodzaju ilustracje, plakaty oraz książki dla dzieci. Co ciekawe (szczególnie dla nas), również mają własną pracownię sitodruku gdzie drukują ręcznie swoje projekty. Już ich lubimy.

Jeszcze raz dziękujmy księgarni Jak Wam się podoba w imieniu Szyma, za fajowy prezent, a Was zachęcamy do odwiedzenia tej pełnej fajnych i ładnych publikacji księgarni.
Autor: Christopher Franceschelli
Ilustracje: Peskimo

niedziela, listopada 13, 2016

Galeria dzikich zwierząt. Południe to siostrzany album zaprezentowanej w poprzednim wpisie Galerii dzikich zwierząt. Północ. Oba albumy zostały wydane w tym samym czasie w ramach artystycznej linii wydawniczej Art-Egmont z wydawnictwa Egmont. Tak jak w przypadku albumu Południe, album Północ również został w całości zilustrowany przez Dietera Brauna. Mamy identyczny format, identyczną formułę - przepiękne, ogromne ilustracje oraz uzupełniające je ciekawostki na temat 88 zwierząt zamieszkujących południową półkulę ziemską.

Nie wyobrażam sobie powodu, dla którego ktoś mógłby nie chcieć mieć obu albumów. :)
-
Zobacz oba albumy z serii Galeria dzikich zwierząt tutaj.

Ilustracje: Dieter Braun
Wydawnictwo: Egmont
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

Wiem, że zabrzmię staro, ale "za moich czasów takich albumów nie było". Atlas zwierząt miał mieć przede wszystkim charakter edukacyjny, forma i część wizualna miała, delikatnie mówiąc, drugorzędne znaczenie. Cieszy więc fakt, że obecnie mamy tak szeroki wybór publikacji nie tylko ciekawych treściowo, ale też przyjemnych dla oka. Właśnie takie książki mają znaleźć się w oferowanej przez wydawnictwo Egmont linii wydawniczej - Art Egmont. Jak czytamy na ulotce - książki wydawane w ramach Art Egmont skierowane są zarówno do młodych, jak i starszych czytelników. Z jednej strony są to piękne książki obrazkowe, a z drugiej aktywizujące publikacje dla młodych i starszych. Jedną z takich publikacji jest prezentowana poniżej Galeria dzikich zwierząt. Północ oraz prezentowana w osobnym wpisie, siostrzana Galeria dzikich zwierząt. Południe.

Galeria dzikich zwierząt. Północ - to wyjątkowy atlas wybranych zwierząt zamieszkujących północną półkulę Ziemi. To niesamowita galeria 80 gatunków uchwyconych w postaci dużych, plakatowych ilustracji. Co ciekawe, za sportretowanie zwierząt odpowiedzialny jest Dieter Braun, ilustrator operujący dość charakterystycznym stylem. Nie znajdziecie tutaj portretów zwierząt wykonanych w fotorealistycznym, malarskim stylu, jak to często ma miejsce w innych, ilustrowanych atlasach zwierząt. Dieter tworzy swoje ilustracje w większości w oparciu o geometryczne, ostre kształty, ale z tak szczegółową dbałością o detal, że całość daje imponujący efekt. Uwierzcie mi, będziecie walczyć ze sobą, żeby nie wyciąć kartek z tej książki, oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Na szczęście nie będziecie musieli posuwać się do tak drastycznych kroków. Obwoluta książki to też ogromny plakat z jedną, wybraną z książki ilustracją. W Galerii dzikich zwierząt. Północ znajdziecie plakat pandy rudej.

Zdaję sobie sprawę, że strona wizualna tej publikacji przyćmi jej wartość informacyjną, ale żeby nie być gołosłownym, po moim przydługim wstępie, warto nadmienić, że książka jest pełna ciekawostek na temat prezentowanych w niej zwierząt. Dowiecie się z nich np. ile może ważyć niedźwiedź kodiacki, albo jakim zwierzęciem jest lodówka, czy to, że milusie pandy to w zasadzie drapieżniki.

Kupicie sobie albo dziecku - nie pożałujecie. :)
-
Zobacz oba albumy z serii Galeria dzikich zwierząt tutaj.
Ilustracje: Dieter Braun
Wydawnictwo: Egmont
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

niedziela, listopada 06, 2016

Nie wiem jak to wygląda aktualnie, ale kiedy ja byłam dzieckiem, to wszyscy znali przynajmniej trzy legendy o Warszawie: tę o Warsie i Sawie, tę o złotej kaczce i tę o Bazyliszku. Jak się okazuje nie tylko legend o naszej stolicy jest znacznie więcej, ale też niektóre mają więcej niż jedną wersję. Muzeum Warszawy wydało właśnie sporą (624 strony), a także piękną graficznie i edytorsko antologię tych legend. Pewnie nie są to wszystkie legendy związane z tym miastem, ale i tak mamy tu aż 61 różnych tekstów, dotyczących różnych miejsc, wydarzeń i powstałych w bardzo różnych okresach.

niedziela, października 09, 2016

Lena Hebenstreit - Absolwentka projektowania szkła na wrocławskim ASP, aktualnie stacjonuje w Krakowie. Z zawodu graficzka, po godzinach ciągle coś rysuje. Jej wielką pasją są książki dla dzieci oraz komiksy. Skrycie kocha się w Batmanie. 

niedziela, października 02, 2016

Wiecie jak wygląda gil, albo jerzyk, albo turkawka? Pytam ponieważ ja nie byłbym w stanie rozpoznać tych ptaków, nawet gdyby mi siadły na nosie. W zasadzie lista ptaków, które jestem w stanie nazwać jest bardzo krótka i ogranicza się do minimum.Tak, jest na niej wróbel i gołąb.

Jeżeli więc, podobnie jak mnie, kłuje Was w dumę ta niewiedza, albo po prostu kochacie ptaki, to polecam Wam fajny (i ładny, wiadomo) atlas ptaków - 52 tygodnie. Publikacja zabiera nas z ukrytą kamerą na tytułowe 52 tygodnie, na gałąź pewnej jabłoni, gdzie przez cały rok przylatują, żerują lub zakładają gniazda różne gatunki ptaków. Dokładnie jest ich 52. Część z nich to ptaki dzienne, część z nich preferuje nocy tryb życia, część z nich zostaje w Europie, a część migruje. Wszystkie jednak w pewnym monecie odwiedzają naszą gałąź jabłoni.

Nie jest to typowy atlas ptaków ze zdjęciami. Zamiast tego mamy, ładne, płaskie, ale bardzo szczegółowe ilustracje ptaków autorstwa Anne Crausaz. Każdy tydzień to dwu-stronicowa ilustracja, co daje w sumie 104 strony zamknięte w grubej, albumowej okładce. Zwieńczeniem albumu jest podsumowująca lista wszystkich zawartych w książce gatunków ptaków.

Z taką publikacją pozostaje już tylko życzyć sobie wiele szczęścia, chwilkę czasu i nieco cierpliwości w odkrywaniu nowych gatunków ptaków w okolicznym parku lub lasku.

Autorka: Anne Crausaz
Wydawnictwo: Widnokrąg
-
Zobacz gdzie kupisz najtaniej

środa, września 14, 2016

Monika Wnęk o sobie -  ilustrator, choć tak właściwie architekt z wykształcenia. Miłośniczka pingwinów i książek dla dzieci. Zawieszona między Krakowem a Barceloną.

wtorek, września 13, 2016

Chyba z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że uwielbiam dinozaury od dziecka. Od pierwszych odcinków Denwera - ostatniego dinozaura, Dinosaucers Cadillacs and Dinosaurs oglądanych przez satelitę, po Park Jurajski, który widziałem w wieku 11 lat w kinie. Nie ważne w jakiej formie - książki, filmy, plakaty, figurki, biorę wszystko! Nadal! Jedynie wyczucie estetyki mi się zmieniło z wiekiem i stałem się bardziej wybredny, ale gdy trafia się okazja by kupić ślicznie zilustrowane leporello z dinozaurami, jedyną słuszną reakcją jest rzucić w sprzedawcę zwiniętymi banknotami euro.
Behold! The dinosaurs! to kolejne leporello od Nobrow na naszej półce i pierwsze w całości poświęcone dinozaurom (!!!). Część z Was może kojarzyć, że te wymarłe, przerośnięte gady pojawiły się już w jednej z rozkładanych publikacji tego wydawcy, a mianowicie Rise and Fall: A picture of life. Jednak, o ile Rise and Fall traktuje o ewolucji życia na Ziemi, tak Behold! The dinosaurs! całą swoją uwagę poświęca wyłącznie dinozaurom. Nie mam pojęcia czy wszystkim, do tej pory odkrytym gatunkom, pewnie nie, ale czy bylibyście w stanie nazwać z pamięci 50 dinozaurów? Albo 100? Albo powiedzieć, który z dinozaurów był największy, a który najdłuższy, które pojawiły się najwcześniej, a której najpóźniej? Tak? Nie? Z pomocą przychodzi pan Dustin Harbin, który wziął sobie do serduszka by odpowiedzieć na te i jeszcze kilka innych pytań w postaci dwu-metrowej, bogato ilustrowanej, rozkładanej i dwustronnej publikacji, którą za chwilę Wam zaprezentuję.

Leporello spokojnie można czytać jak książkę, kartka za kartką lub walnąć się na podłodze, rozłożyć publikację na pełną długość i zanurzyć się w świat dinozaurów od późnego dewonu do późnej kredy.

Jedynym, drobnym mankamentem publikacji jest używany system metryczny - stopy. Więc fajnie jest znać przelicznik na centymetry, jeżeli chce się dokładnie wiedzieć ile mierzyły dane dinozaury.

Autor: Dustin Harbin
Wydawnictwo: Nobrow
-
Do kupienia tutaj

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined