niedziela, listopada 20, 2016

Nie chcę wywierać presji, ale mamy nadzieję, że nasz Szymon pokocha dinozaury tak jak my je kochamy. Szczególnie, że już teraz czeka na niego masa dino-zabawek i niespodzianek. Jedną z takich dinozaurowych atrakcji jest prezent od warszawskiej księgarni Jak Wam się podoba w postaci śliczniej, ilustrowanej książki dla dzieci Dinoblock.

Dinoblock jak sama nazwa wskazuje to istna kartonowa cegła pełna kolorowych ilustracji dinozaurów. Opowiada o dwójce przyjaciół (a może rodzeństwie), którzy wybierają się do muzeum by poznać i dowiedzieć się czegoś więcej o tych prehistorycznych gadach. Razem z naszymi młodymi odkrywcami poznajemy ponad 20 różnych rodzajów dinozaurów, które w niebanalny sposób uchwycone są na wyciętych, kartonowych stronach. Co ciekawe, wycięcia na kartach książki nie są przypadkowe i podążają wzdłuż charakterystycznych sylwetek poszczególnych dinozaurów. Żeby tego było mało, przerzucając kartkę z jednej strony na drugą młodzi czytelnicy będą mogli zobaczyć do czego sylwetka, lub charakterystyczna cecha danego dinozaura jest podobna w naszym, współczesnym świecie. Tak Diplodocus jest długi jak wieloryb, a Brachiosaurus może wyciągnąć swoją szyję wysoko niczym drabina strażacka.

Książka jest wydana w języku angielskim, ale słownictwo w niej zawarte jest na tyle proste i z pomocą rodzica może posłużyć jako fajna okazja by, poznając dinozaury, pouczyć się z dzieckiem angielskiego.

Dinoblock to kolejna książka w serii po Alphablock and Countablock, czyli książkach o alfabecie i cyfrach tych samych autorów. Niedługo będziemy mieli okazje przekonać jak wypadają dwie poprzednie książki z serii, ponieważ Dinoblock tak nam się spodobał, że chcemy skompletować młodemu te cegły. :)

Za stronę graficzną albumu odpowiada małżeństwo z Wielkiej Brytanii działające pod nazwą Peskimo. Razem tworzą różnego rodzaju ilustracje, plakaty oraz książki dla dzieci. Co ciekawe (szczególnie dla nas), również mają własną pracownię sitodruku gdzie drukują ręcznie swoje projekty. Już ich lubimy.

Jeszcze raz dziękujmy księgarni Jak Wam się podoba w imieniu Szyma, za fajowy prezent, a Was zachęcamy do odwiedzenia tej pełnej fajnych i ładnych publikacji księgarni.
Autor: Christopher Franceschelli
Ilustracje: Peskimo

niedziela, listopada 13, 2016

Galeria dzikich zwierząt. Południe to siostrzany album zaprezentowanej w poprzednim wpisie Galerii dzikich zwierząt. Północ. Oba albumy zostały wydane w tym samym czasie w ramach artystycznej linii wydawniczej Art-Egmont z wydawnictwa Egmont. Tak jak w przypadku albumu Południe, album Północ również został w całości zilustrowany przez Dietera Brauna. Mamy identyczny format, identyczną formułę - przepiękne, ogromne ilustracje oraz uzupełniające je ciekawostki na temat 88 zwierząt zamieszkujących południową półkulę ziemską.

Nie wyobrażam sobie powodu, dla którego ktoś mógłby nie chcieć mieć obu albumów. :)
-
Zobacz oba albumy z serii Galeria dzikich zwierząt tutaj.

Ilustracje: Dieter Braun
Wydawnictwo: Egmont
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

Wiem, że zabrzmię staro, ale "za moich czasów takich albumów nie było". Atlas zwierząt miał mieć przede wszystkim charakter edukacyjny, forma i część wizualna miała, delikatnie mówiąc, drugorzędne znaczenie. Cieszy więc fakt, że obecnie mamy tak szeroki wybór publikacji nie tylko ciekawych treściowo, ale też przyjemnych dla oka. Właśnie takie książki mają znaleźć się w oferowanej przez wydawnictwo Egmont linii wydawniczej - Art Egmont. Jak czytamy na ulotce - książki wydawane w ramach Art Egmont skierowane są zarówno do młodych, jak i starszych czytelników. Z jednej strony są to piękne książki obrazkowe, a z drugiej aktywizujące publikacje dla młodych i starszych. Jedną z takich publikacji jest prezentowana poniżej Galeria dzikich zwierząt. Północ oraz prezentowana w osobnym wpisie, siostrzana Galeria dzikich zwierząt. Południe.

Galeria dzikich zwierząt. Północ - to wyjątkowy atlas wybranych zwierząt zamieszkujących północną półkulę Ziemi. To niesamowita galeria 80 gatunków uchwyconych w postaci dużych, plakatowych ilustracji. Co ciekawe, za sportretowanie zwierząt odpowiedzialny jest Dieter Braun, ilustrator operujący dość charakterystycznym stylem. Nie znajdziecie tutaj portretów zwierząt wykonanych w fotorealistycznym, malarskim stylu, jak to często ma miejsce w innych, ilustrowanych atlasach zwierząt. Dieter tworzy swoje ilustracje w większości w oparciu o geometryczne, ostre kształty, ale z tak szczegółową dbałością o detal, że całość daje imponujący efekt. Uwierzcie mi, będziecie walczyć ze sobą, żeby nie wyciąć kartek z tej książki, oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Na szczęście nie będziecie musieli posuwać się do tak drastycznych kroków. Obwoluta książki to też ogromny plakat z jedną, wybraną z książki ilustracją. W Galerii dzikich zwierząt. Północ znajdziecie plakat pandy rudej.

Zdaję sobie sprawę, że strona wizualna tej publikacji przyćmi jej wartość informacyjną, ale żeby nie być gołosłownym, po moim przydługim wstępie, warto nadmienić, że książka jest pełna ciekawostek na temat prezentowanych w niej zwierząt. Dowiecie się z nich np. ile może ważyć niedźwiedź kodiacki, albo jakim zwierzęciem jest lodówka, czy to, że milusie pandy to w zasadzie drapieżniki.

Kupicie sobie albo dziecku - nie pożałujecie. :)
-
Zobacz oba albumy z serii Galeria dzikich zwierząt tutaj.
Ilustracje: Dieter Braun
Wydawnictwo: Egmont
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

niedziela, listopada 06, 2016

Nie wiem jak to wygląda aktualnie, ale kiedy ja byłam dzieckiem, to wszyscy znali przynajmniej trzy legendy o Warszawie: tę o Warsie i Sawie, tę o złotej kaczce i tę o Bazyliszku. Jak się okazuje nie tylko legend o naszej stolicy jest znacznie więcej, ale też niektóre mają więcej niż jedną wersję. Muzeum Warszawy wydało właśnie sporą (624 strony), a także piękną graficznie i edytorsko antologię tych legend. Pewnie nie są to wszystkie legendy związane z tym miastem, ale i tak mamy tu aż 61 różnych tekstów, dotyczących różnych miejsc, wydarzeń i powstałych w bardzo różnych okresach.

niedziela, października 09, 2016

Lena Hebenstreit - Absolwentka projektowania szkła na wrocławskim ASP, aktualnie stacjonuje w Krakowie. Z zawodu graficzka, po godzinach ciągle coś rysuje. Jej wielką pasją są książki dla dzieci oraz komiksy. Skrycie kocha się w Batmanie. 

niedziela, października 02, 2016

Wiecie jak wygląda gil, albo jerzyk, albo turkawka? Pytam ponieważ ja nie byłbym w stanie rozpoznać tych ptaków, nawet gdyby mi siadły na nosie. W zasadzie lista ptaków, które jestem w stanie nazwać jest bardzo krótka i ogranicza się do minimum.Tak, jest na niej wróbel i gołąb.

Jeżeli więc, podobnie jak mnie, kłuje Was w dumę ta niewiedza, albo po prostu kochacie ptaki, to polecam Wam fajny (i ładny, wiadomo) atlas ptaków - 52 tygodnie. Publikacja zabiera nas z ukrytą kamerą na tytułowe 52 tygodnie, na gałąź pewnej jabłoni, gdzie przez cały rok przylatują, żerują lub zakładają gniazda różne gatunki ptaków. Dokładnie jest ich 52. Część z nich to ptaki dzienne, część z nich preferuje nocy tryb życia, część z nich zostaje w Europie, a część migruje. Wszystkie jednak w pewnym monecie odwiedzają naszą gałąź jabłoni.

Nie jest to typowy atlas ptaków ze zdjęciami. Zamiast tego mamy, ładne, płaskie, ale bardzo szczegółowe ilustracje ptaków autorstwa Anne Crausaz. Każdy tydzień to dwu-stronicowa ilustracja, co daje w sumie 104 strony zamknięte w grubej, albumowej okładce. Zwieńczeniem albumu jest podsumowująca lista wszystkich zawartych w książce gatunków ptaków.

Z taką publikacją pozostaje już tylko życzyć sobie wiele szczęścia, chwilkę czasu i nieco cierpliwości w odkrywaniu nowych gatunków ptaków w okolicznym parku lub lasku.

Autorka: Anne Crausaz
Wydawnictwo: Widnokrąg
-
Zobacz gdzie kupisz najtaniej

środa, września 14, 2016

Monika Wnęk o sobie -  ilustrator, choć tak właściwie architekt z wykształcenia. Miłośniczka pingwinów i książek dla dzieci. Zawieszona między Krakowem a Barceloną.

wtorek, września 13, 2016

Chyba z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że uwielbiam dinozaury od dziecka. Od pierwszych odcinków Denwera - ostatniego dinozaura, Dinosaucers Cadillacs and Dinosaurs oglądanych przez satelitę, po Park Jurajski, który widziałem w wieku 11 lat w kinie. Nie ważne w jakiej formie - książki, filmy, plakaty, figurki, biorę wszystko! Nadal! Jedynie wyczucie estetyki mi się zmieniło z wiekiem i stałem się bardziej wybredny, ale gdy trafia się okazja by kupić ślicznie zilustrowane leporello z dinozaurami, jedyną słuszną reakcją jest rzucić w sprzedawcę zwiniętymi banknotami euro.
Behold! The dinosaurs! to kolejne leporello od Nobrow na naszej półce i pierwsze w całości poświęcone dinozaurom (!!!). Część z Was może kojarzyć, że te wymarłe, przerośnięte gady pojawiły się już w jednej z rozkładanych publikacji tego wydawcy, a mianowicie Rise and Fall: A picture of life. Jednak, o ile Rise and Fall traktuje o ewolucji życia na Ziemi, tak Behold! The dinosaurs! całą swoją uwagę poświęca wyłącznie dinozaurom. Nie mam pojęcia czy wszystkim, do tej pory odkrytym gatunkom, pewnie nie, ale czy bylibyście w stanie nazwać z pamięci 50 dinozaurów? Albo 100? Albo powiedzieć, który z dinozaurów był największy, a który najdłuższy, które pojawiły się najwcześniej, a której najpóźniej? Tak? Nie? Z pomocą przychodzi pan Dustin Harbin, który wziął sobie do serduszka by odpowiedzieć na te i jeszcze kilka innych pytań w postaci dwu-metrowej, bogato ilustrowanej, rozkładanej i dwustronnej publikacji, którą za chwilę Wam zaprezentuję.

Leporello spokojnie można czytać jak książkę, kartka za kartką lub walnąć się na podłodze, rozłożyć publikację na pełną długość i zanurzyć się w świat dinozaurów od późnego dewonu do późnej kredy.

Jedynym, drobnym mankamentem publikacji jest używany system metryczny - stopy. Więc fajnie jest znać przelicznik na centymetry, jeżeli chce się dokładnie wiedzieć ile mierzyły dane dinozaury.

Autor: Dustin Harbin
Wydawnictwo: Nobrow
-
Do kupienia tutaj

niedziela, sierpnia 07, 2016

Ahoj wilki morskie! Sezon wakacyjny w pełni, zatem to idealny czas aby zaprezentować Wam tę książkę. Nawet jeśli nie spędzacie aktualnie urlopu nad morzem, to kolorystyka książki jest wręcz idealna na upały.

Książkę autorzy nazwali zadaniariuszem - co się kryje za tym neologizmem? Cała masa wiedzy „morskiej” zebranej w formie słownikowej, czyli hasła poukładane alfabetycznie i krótko wyjaśnione. Można się dowiedzieć czym jest bukszpryt, kim był Vasco da Gama i jak Księżyc wpływa na morskie pływy. Wszystko zwięźle, ale też z nutką humoru. Sporo nawiązań do rodzimego kraju autorów – Portugalii. I tu spore ukłony w kierunku tłumacza – Jakuba Jankowskiego. Coś mi się wydaje, że wcale nie było łatwo przenieść pewnych opisów na język polski i sprawić aby polskie dziecko wszystko w lot złapało. Moim zdaniem wyszło znakomicie – sporo nawiązań do polskich motywów, zwrotów i miejsc. Poza częścią słownikową, mamy w książce wiele drobnych i bardziej rozbudowanych zadań, które dzieciaki mogą wykonać wraz z lekturą i zdobywaną wiedzą. Bardzo podobają mi się pomysły na samodzielnie zrobione zabawki, np. na recyclingowe meduzy z piłek i reklamówek. Sporo jest tu także zadań związanych z poznawaniem wiedzy z pogranicza fizyki, chemii i biologii, jak np. klasyk ze zmianą gęstości wody po dodaniu soli i unoszącym się jajkiem :).

Wszystko to ubrane jest w bardzo fajne stylistycznie ilustracje o zawężonej do bieli, czerni i niebieskiego gamie kolorów.

Drodzy rodzice, to idealna lektura dla wszystkich małych fanów piratów, Krzysztofa Kolumba i książek Juliusza Verne'a. Ale uważajcie, bo po niej możecie przez jakiś czas nie rozumieć „morskiego” slangu swoich pociech, a już na pewno zostaniecie zapytani o „wielkie portugalskie wakacje”, o których wciąż wspomina autor. Z jednej strony, to bardzo fajne, że zachęca do podróżowania, ale pewnie nie wszyscy rodzice będą w stanie zabrać rodzinę na następny urlop śladami tej książki :) Choć ja zdecydowanie nabrałam ochoty na taki wypad.

Tekst: Ricardo Henriques
Ilustracje: Andre Leteria
Wydawnictwo: Tako
-
Sprawdź gdzie kupisz taniej

czwartek, lipca 14, 2016

Całkiem niedawno daliśmy się pozytywnie zaskoczyć wznowieniem baśni Janiny Porazińskiej Szewczyk Dratewka, ale przygotowanym z zupełnie nową oprawą graficzną. Jest to kluczowe, ponieważ poprzednie wydanie z roku 2011 było, jakby to powiedzieć delikatnie? Nie trafiało w nasz gust, chyba delikatniej się nie da opisać odczuć jakie mieliśmy widząc choćby samą okładkę.

Autorką ilustracji najnowszego wydania książki jest Ewa Poklewska-Koziełło, którą możecie kojarzyć z ilustracji do takich książek jak Wyprawa na biegun. O ekspedycji Amundsena lub Teoria pana Alberta. Jednak mi do gustu najbardziej przypadły plansze właśnie z Szewczyka Dratewki, które, i pewnie był to zamierzony zabieg, przywołują na myśl wspomnienia starych, ilustrowanych książek z dzieciństwa, ale jednocześnie widać w nich to współczesne wykończenie. Wpisuje się w to obecny trend ilustrowana książek z retro zacięciem. W tym jednak przypadku styl ten jest naprawdę uzasadniony. Myślę, że wizualnie książka przypadnie do gustu starszym czytelnikom, takim jak ja i tym młodszym.

Samej baśni chyba nie muszę Wam przypominać, prawda? Jeżeli rzeczywiście nie pamiętacie to będzie to kolejny powodów by kupić tę książkę. Gdyby jeszcze było Wam mało powodów dla których warto kupić tę książkę, to powiem ile ona kosztuje - 11,90 zł. Tak, taka cena widnieje na okładce, czyli jeżeli dobrze poszukacie to kupicie ją jeszcze taniej.

Więc mamy starą baśń o Dratewce, którą pewnie pamiętacie z dzieciństwa, wznowioną w ładnej oprawie graficznie i za przyzwoitą cenę. Czego chcieć więcej?

Tekst: Janina Porazińska
Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
-
Kup tanio tutaj

czwartek, czerwca 23, 2016

Mieliśmy już okazję poobserwować jak zmienia się pewne miasto i jego mieszkańcy na przestrzeni jednego roku. Tym razem wydawnictwo Nasza Księgarnia wraz z Emilią Dziubak zapraszają czytelników by zajęli wygodnie miejsce w zmyślonej ambonie, po to by razem podglądać mieszkańców pewnego lasu i ich zwyczaje.

Rok w lesie to dwanaście szczegółowo zilustrowanych rozkładówek, każda z kolejnym miesiącem roku. Podobnie jak to było w przypadku książki Rok w mieście, tutaj również nasze zmyślone lornetki ustawione są na sztywno, kadrując nam ciągle ten sam fragment lasu. Dzięki temu łatwiej możemy zaobserwować zachodzące w lesie zmiany z miesiąca na miesiąc, ale także w różnych sytuacjach pogodowych oraz porach dnia. Rok w lesie to przewodnik po zwyczajach leśnych mieszkańców. Co je niedźwiedź, kto śpi w dzień, a kto śpi w nocy, kto jest największych łobuzem w lesie i gdzie mieszkają dziki? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań szukajcie na szczegółowych ilustracjach książki. No właśnie, jak bardzo szczegółowe są plansze Roku w lesie? Bardzo! Pisałem już o tym przy poprzedniej książce z tej serii, ale napiszę jeszcze raz - uwielbiałem jako dziecko i dalej uwielbiam publikacje, których ilustracje można lustrować raz po razie, a i tak przy kolejny oglądaniu znajdziemy jakąś ukrytą historię, której wcześniej nie widzieliśmy. Emila Dziubak odwaliła kawał świetnej roboty. Jej plansze z pewnością będą pobudzały wyobraźnię i spostrzegawczość nie jednego młodego czytelnika.

Jako rozszerzenia książki, na pierwszej stronie znajdziecie mini atlas zwierząt ze skrótowym opisem jego najciekawszej cechy. Z kolei na ostatniej stronie publikacji będziecie mogli pomóc małym, leśnym stworzonkom pokonać przeprawę przez zawiły labirynt.

Ilustracje: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
-
Kup tanio tutaj

czwartek, czerwca 16, 2016

Od jakiegoś czasu wraca moda na meble na wysoki połysk i modernistyczną architekturę. Na książkowe półki również zaczynają powracać ilustrowane książki z tamtych lat. Najświeższym tego przykładem są spakowane w ładny zestaw trzy książeczki Terlikowskiej i Zamecznika, które były pierwotnie wydane osobno w roku 1964 i 1970. Jako, że sami bardzo lubimy design i ilustracje z tamtego okresu, nie mogliśmy przejść obok tych pozycji obojętnie. Zatem pozachwycamy się teraz trochę.

Jak się pewnie domyślacie książeczki o figurach muszą mieć dość mocne zacięcie edukacyjne. Są przeznaczone dla dzieciaków wkraczających w świat figur geometrycznych. I niby to tylko takie trzy podstawowe figury: trójkąt, koło i kwadrat, a jednak pokazane ze swoistym minimalistycznym rozmachem. To co lubię w książkach dla dzieci z tamtych lat (na razie pomijając ilustracje), to język. Odnoszę wrażenie, że kiedyś autorzy dużo bardziej się trudzili aby nie pisać dla dzieci najprostszym możliwym językiem, aby choć trochę wymagać od młodych czytelników wysiłku w odbiorze treści. Podoba mi się bardzo rytm i podejście do rymów, ale także lekkość w przeskakiwaniu od tematu do tematu – np. raz jesteśmy przed piramidą, a na następnej stronie już na morzu z rybakiem. Terlikowska pokazuje nam figury w otaczającym nas świecie, czyli w sposób najbardziej przystępny dla dziecka. Jedynie w książeczce o kwadracie jest odrobinę inaczej. Można rzec bardziej abstrakcyjnie, ale tylko na początku. Może to kwestia tego, że to ostatnia książeczka z serii i wydana była po kilkuletniej przerwie? Ilustracje Stanisława Zamecznika świetnie nadążają za rytmem tekstu. Są proste, ale dzięki temu bardzo czytelne i łatwe w odbiorze. Paleta barw jest ciekawie dobrana i ograniczona do kilku odcieni, co pewnie wynika z techniki druku. Ta dwójka twórców stworzyła coś mocno ponadczasowego: ani tekst, ani ilustracje nie straciły nic, a wręcz zyskały odrobinę pozytywnej patyny.

Jeszcze słówko o stronie wydawniczej, choć dla mnie już sam fakt, że za publikacją stoi wydawnictwo Warstwy oznacza jedno – będzie bardzo dobrze. I tym razem także tak jest. Przyjemny papier o kremowym kolorze i dopracowane w każdym szczególe pudełeczko zbiorcze dopełniają tekstu i ilustracji. Za opracowanie graficzne odpowiada Grupa Projektor więc w sumie nie ma się do czego przyczepić, a można jedynie chwalić. Super sprawdza się tutaj minimalistyczny font Futura. Trochę tylko żałuję, że nie mam przed sobą oryginalnego wydania, bo bardzo bym chciała porównać papier, kolory i skład typografii obu wydań tej serii.

Teks: Maria Terlikowska
ilustracje: Stanisław Zamecznik
Wydawnictwo: Warstwy
-
Kup tanio tutaj

wtorek, maja 31, 2016

Pozwólcie, że przedstawimy Wam kolejnego zdolnego ilustratora, który przygotował dla nas wilczą ilustrację.

Marcin Mokierów-Czołowski (ur. 1991) absolwent Wydziału Grafiki na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Specjalizuje się w ilustracji, plakacie oraz identyfikacji wizualnej.
Podziwiajcie. 

poniedziałek, maja 16, 2016

Książka Domy autorstwa Carson Ellis to prześliczne rozwinięcie przysłowia "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej", w myśl którego autorka podkreśla, że dom to nie tylko budynek mieszkalny, ale też, a może przede wszystkim, miejsce, w którym mieszkamy i które jest dla nas wyjątkowe i ważne. Jak różni są ludzie, jak różne są ich potrzeby, pasje, język czy kolor skóry, tak bardzo różne są ich "domy". Właśnie tę różnorodność, za pomocą świetnych ilustracji, podkreśla Carson. Można mieszkać w chatce na wsi, ale także w mieszkaniu w mieście. Można mieszkać w wigwamie, ale można też mieszkać w zamku. Możliwości jest cała masa. Dom może być duży, ale może być też mały. Wąski lub szeroki. Tej różnorodności, jak udowadnia autorka nie ogranicza nic poza naszą wyobraźnią. To właśnie do wytężenia wyobraźni Carson zachęca czytelnika, zostawiając ilustracje nietypowych domów, jedynie pytaniem o to do kogo mogą należeć. Jestem przekonany, że po lekturze Domów niejeden młody czytelnik chwyci czystą kartkę, pudełko kredek i zacznie rysować swój wymarzony dom.

Przyznam się, że premiera książki Carson umknęła mojej uwadze. Nie wiem czy to moja nieuwaga, czy rzeczywiście w zalewie ilustrowanych książek dla dzieci, premiera Domów przeszła bez większego echa. Dla pewności, polecam Wam tę publikację z całego serca. Już teraz ośmielę się stwierdzić, że będzie to jeden z ładniejszych picturebooków tego roku. Carson Ellis trafia na listę moich ulubionych ilustratorów i mam szczerą nadzieję, że Wy także pokochacie jej Domy. Poza fajnym tematem, ślicznymi ilustracjami, książka jest zgrabnie wydana - duży format, sztywna okładka i złocenie/tłoczenie tytułu. Wszystko to dostajecie za naprawdę śmieszną kasę. Kupcie sobie Domy do domu, nie zawiedziecie się.
Autor: Carson Ellis
Wydawnictwo: Wilga

piątek, maja 13, 2016

Na pierwszy rzut oka nieMAPA wygląda prawie jak zwykła mapa – poskładana w harmonijkę z dużą nazwą miasta i widoczkiem na froncie. Nic bardziej mylnego! nieMAPA to niesamowity przewodnik po mieście, który wcale nie jest skierowany do turystów. Autorki nieMAPY - Małgorzata Żmijska i Joanna Studzińska – przygotowały przewodnik głównie dla mieszkańców miasta i ich rodzin, aby mogli wspólnie na nowo odkryć swoje miasto. Na nieMAPA nie ma nazw ulic. Są za to piękne kolorowe ilustracje Maćka Blaźniaka, mnóstwo ciekawostek oraz propozycje zabaw.


Do tej pory powstały już trzy nieMAPY: Łódź, Rzeszów i Wrocław. Trwają prace nad nieMAPĄ dla Lublina. Pokażemy Wam dziś najnowszą, czyli tę wrocławską, która jest nam jednocześnie najbliższa. Mieszkamy we Wrocławiu, a na niemapowym szlaku znalazło się aż pięć miejsc, które leżą tak blisko naszego mieszkania, że pobiegliśmy je odkryć lub sobie odświeżyć jeszcze tego samego popołudnia, kiedy nieMAPA wpadła w nasze łapki.
Bardzo ciekawy jest dobór miejsc, do których zaprasza nas wrocławska nieMAPA. Są wśród nich, oprócz oczywistych atrakcji typu: Ogród Japoński, czy Mostek Czarownic, takie miejsca jak: osiedle WUWA lub labirynt w Parku Brochowskim. Fajnie, że pojawiły się też miejsca dość nowe, jak Hydropolis, Barbara i miejsca kultowe - Pomnik Anonimowego Przechodnia. Jednym słowem jest różnorodnie. A to na pewno spodoba się dzieciakom, które np. po wyprawie do Muzeum Poczty i Telekomunikacji chętnie przejadą się karuzelą w Parku Staromiejskim.




Kiedy przeczytałam po raz pierwszy, że powstanie nieMAPA Wrocław, od razu zastanowiło mnie, co autorki umieszczą w sekcji z regionalizmami. Takie typowe słówka i ich wytłumaczenia, znalazły się bowiem na dwóch poprzednich nieMAPACH. A we Wrocławiu trudno znaleźć takie typowe określenia. Okazało się, że i na to znalazł się pomysł. I tak zamiast typowych słówek, mamy przepis na wrocławski pasztecik. To co prawda potrawa, którą trochę zapomniano, ale tak prosta w wykonaniu, że na pewno każdy może ją przyrządzić (no chyba, że jest wege ;)).



Na nieMAPIE nie zabrakło też wrocławskich krasnoludków. Ja osobiście jestem już nimi odrobinę zmęczona, a pewnie wielu mieszkańców Wrocławia już ich po prostu nie zauważa. Za to dzieciaki zawsze mają frajdę poszukując kolejnych małych ludzików w najdziwniejszych punktach miasta. Dodatkowo autorki zachęcają małego wędrowca do ukrycia w przestrzeni miejskiej własnego krasnala, co akurat bardzo mi się podoba.



Zgodnie dołączamy się do apelu autorek: "Weź nieMAPĘ i chodź na spacer!", a potem wyślijcie komuś bliskiemu pocztówkę z pozdrowieniami z Wrocławia.



nieMAPY można kupić w księgarni Tajne Komplety w Przejściu Garncarskim i w punktach Informacji Turystycznej na Rynku. Na stronie www.niemapa.pl znajduje się także bezpłatna wersja nieMAPY.

Tekst: Weronika Kołodziej, zdjęcia: Grzegorz Teszbir

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined