czwartek, sierpnia 28, 2014

Kolejna wizualna perełka od brytyjskiego Nobrow i kolejny zapowiedziany wpis poświęcony rozkładanym publikacjom z tego wydawnictwa.
High Times to smakołyk dla fanów dobrej ilustracji, świetnego książkowego dizajnu ... i awiacji. Golden Cosmos, czyli Doris Freigofas oraz Daniel Dolz to kreatywny duet z Berlina, który odpowiedzialny jest za przygotowanie tej 139-cio centymetrowej ilustracji. Ta niesamowicie barwna panorama ilustruje historię lotnictwa od jej mitologicznych początków (Ikar), przez pierwszy lot balonem, Leonarda da Vinci i jego latające maszyny, po II wojnę światową i loty w kosmos. Jak już wspomniałem przy Rise and Fall, Nobrow w przypadku swoich leporello stawia na detal, zabawę w wyszukiwane mikro historii ukrytych pomiędzy piętrzącymi się barwami. Takie dociekliwe badanie każdego skrawka tej ponad metrowej publikacji skutecznie rekompensuje brak treści pisanej. Podobnie jak w przypadku Rise and Fall, tutaj także jedyną treścią są ciekawostki spisane na wewnętrznej stronie okładki (etui). Rozszerzone zostały o daty i stanowią rys historyczny maszyn latających (i tych związanych z lotnictwem), zaczynając od wynalezienia pierwszego spadochronu w 1490 roku, kończąc na roku 2011 i ostatnim locie promu kosmicznego w kosmos.
Wizualnie publikacja jest spójna z pozostałymi z tej serii. Tutaj także występują wyraźne, brylaste formy pozbawione obrysów, jednak w przeciwieństwie do prac Micah Lidberg w Rise and Fall, Golden Cosmos operują bardziej "malarskim" wykończeniem swoich ilustracji. Więcej tutaj przecierek, przybrudzeń i pryśnięć tuszem. Nieważne czy są to efekty manualnego rysunku czy tekstury w programie graficznym, daje to bardzo fajny efekt końcowy. Polecam.

Na ten kończący się tydzień zaplanowaliśmy dla Was trzy prezentacje (włącznie z tą tutaj). Wszystkie będą dotyczyły zdobycznych leporello z wydawnictwa Nobrow. Tak jak je kupiliśmy, tak je Wam zaserwujemy - hurtem.
Pierwszym tytułem będzie Rise and Fall czyli dwustronna, 136 centymetrowa, rozkładana panorama obrazująca upadek wielkich gadów i narodziny nowych gatunków zwierząt.
Misterne ilustracje odwzorowane praktycznie bez linii a jedynie za pomocą zabawy plamą i kolorów sprawiają, że można się godzinami wpatrywać w szczegóły całego obrazka i doszukiwać się nowych elementów - co akurat jest domeną Nobrow i ich "niemych", rozkładanych publikacji.
Jedyna treść jaką znajdziemy w tej "książce" znajduje się na wewnętrznej stronie okładki i stanowi ona spis kilku krótkich ciekawostek związanych z życiem na ziemi.
Czy muszę pisać, że polecam? Chyba nie.

Wydawnictwo: Nobrow

czwartek, sierpnia 14, 2014

To jedna z tych książek, której czytanie z dziećmi można łatwo rozkładać na raty. Dziś jedno opowiadanie, no dobra maks dwa, a jutro kolejne, a potem najlepiej w kółko od nowa.
Duda i wielka przygoda to zbiór bardzo pozytywnych, wesołych i czasem podkoloryzowanych wyobraźnią Dudy momentów z życia pewnej rodzinki, trochę typowej, trochę szalonej. Główną bohaterką książki jest Duda – dziewczynka o sporej wyobraźni i wrażliwości oraz jej rodzice Dada i Mama Do.
W każdym z opowiadań obserwujemy główną bohaterkę w codziennych sytuacjach: na wakacjach, w pierwszy dzień w przedszkolu, jak piecze ciasto i gimnastykuje się z tatą. Niby takie zwykłe, przeciętne okoliczności ale nie dla Dudy, oj nie. Duda rzadko się nudzi. Najbanalniejszą sytuację, potęgą wyobraźni przekształci w niesamowitą, czasami szaloną przygodę. A to spod kołdry wyskoczy koza, a to z piekarnika wyglądnie zebra, a w gości wpadnie Rysia. Takie zwykłe przedziwności albo przedziwne zwykłości. Jak kto woli.
Przygody Dudy pobudzają wyobraźnię dzieci i jednocześnie są łatwe do przełożenia na własne doświadczenia. Bo kto z Was nie toczył bojów z niewidzialnymi najeźdźcami z kosmosu, nie wyprawiał balów dla wymyślonych, leśnych przyjaciół? Właśnie takie wykorzystanie tej książeczki widzę – czytamy jedno opowiadanie i rozwijamy je o własne (prawdziwe lub nie) historie. Dzięki temu z krótkiej bajki na dobranoc zrobi nam się coś znacznie dłuższego, ale też bardziej wartościowego.

Ilustracje łączą wycinankowy styl budowania postaci z odręcznymi fakturami zarysowanymi kredkami i zamalowanymi farbą. Całość jest fajnie wyważona – jest prosto ale kolorowo i ciekawie. Nam szczególnie przypadły do gustu odręczne typograficzne wstawki. Książka jest uzupełniona o sztywne kartki z postaciami do wycięcia i złożenia, zatem świat Dudy staje się dla dziecka trochę bardziej namacalny i można dzięki nim odgrywać opowiadania lub wymyślać nowe wielkie przygody Dudy.

Dla rodziców leniuszków do książki dołączona jest płytka CD z opowiadaniami czytanymi przez Teresę Lipowską. Ale ja osobiście jestem za tym żeby każdy sam tę książkę przewałkował ze swoim maluchem.

Autor: Dorota Lipińska
Ilustracje: Joanna Grochocka
Wydawnictwo: Grupa M-D-M

środa, sierpnia 06, 2014

Będę z Wami szczery, nie mieliśmy dobrego startu z wydawnictwem Babaryba. Co tu dużo mówić, nie do końca przypadły nam do gustu (pod względem graficznym) ich publikacje. Wiemy jednak z pierwszej ręki, że wielu z Was i Wasze pociechy wprost uwielbiacie ich książki. Dlatego z zaciekawieniem dalej obserwowaliśmy poczynania wydawnicze Babryby, chociażby po to by przeprosić się z ich książkami w momencie kiedy w naszym domu pojawi się mały wilczek.

Małego wilczka jeszcze nie ma, a my już przeprosiliśmy się z wydawnictwem za sprawą jednej publikacji. Liczę do 100 to książka, która trafia do nas w stu procentach. Już sam fakt, że jej anglojęzyczna wersja została wydana przez Flying Eye Books (imprint Nobrow z książkami dla dzieci) powinien świadczyć o jej jakości. Książka zabiera czytelnika w kolorową podróż od numeru jeden do sto, śledząc przy tym poczynania niesfornych niedźwiedzi, które z lasu trafiły do miasta. Nauka liczenia dawno nie była tak wizualnie apetyczna. Osobiście odpuszczałem liczenie każdego z drzew, misiów, kawałków ciast, czy zapałek zilustrowanych na każdej stronie książki. Jednak dla dzieci będzie to świetny sprawdzian ich umiejętności liczenia, ba a także spostrzegawczości, ponieważ w miarę gdy dochodzimy do końca książki (i tytułowej liczy sto) wzrasta nawarstwienie się przedmiotów do zliczenia.

Świetne ilustracje Magali Bardos bronią się same i nie wymagają polecania.
Zobaczcie sami.

Autor: Magali Bardos
Wydawnictwo: Babaryba
Gdzie kupić? Na przykład tutaj.
Liczę do 100

poniedziałek, sierpnia 04, 2014

Dzisiaj szybka (przyzwyczajcie się) polecajka książki dla dzieci autorstwa Macieja Łazowskiego, czyli chłopaka, który słyszy głosy w swojej głowie, a następnie rysuje je i publikuje w internecie. Najwyraźniej któregoś razu głosy w głowie Łazowskiego nie dały mu spać, przez co miał okazję poobserwować nocne życie zwierząt, co zresztą też spisał i narysował w książce, którą mamy przyjemność Wam prezentować.
Co się dzieje kiedy śpisz to zmyślony przewodnik po nocnym życiu zwierząt. Wyjaśnia dlaczego ćma leci do światła, o czym marzy sowa i czy zawsze myśli o mądrych rzeczach, no i co takiego w nocy robi jeż. Te i parę innych zmyślonych (ale zabawnych) ciekawostek znajdziecie w tejże publikacji. Polecamy, szczególnie dla bazgrołków Łazowskiego. Zresztą, zobaczcie sami jak to wygląda.

ps. nie przeoczcie gifa ;)

Autor: Maciej Łazowski
Wydawnictwo: Muchomor

czwartek, lipca 31, 2014

Pogoda przyniosła ulgę w postaci deszczu (we Wrocławiu), zaś Krzysztof Świerkosz dostarczył nam frajdy w postaci nowego, wilczego fanarta. Dobry dzień!!!

Krzysztof o sobie:
Mój pierwszy komiks narysowałem jak miałem 8 lat. Jest o dinozaurach, ostatnio znalazłem go z pudle z pamiątkami z dzieciństwa. Rysownikiem zostałem dużo wcześniej, nawet nie wiem kiedy. Nie wiem, bo nigdy się nie zastanawiałem nad rysowaniem, które jest u mnie raczej odruchem bezwarunkowy. Od mojego typowo komiksowego stylu nie mogę się oderwać bo jestem ich wielkim koneserem. Kreskówki i książki dla dzieci też nie z rzadka oglądam i gdzieniegdzie widać to w moich pracach. Na co dzień projektuje i ilustruję, ostatnio głownie nadruki na odzież i akcesoria sportowe.

wtorek, lipca 29, 2014

Część za Was powinna pamiętać zapoczątkowaną na naszym profilu facebook zabawę z rebusami, w której musieliście odgadnąć tytuł książki dla dzieci lub komiksu. Zebraliśmy wszystkie komiksowe rebusy, dodaliśmy kilka nowych i ponownie rzucamy Wam wyzwanie. Jesteście w stanie odgadnąć wszystkie dziesięć tytułów komiksów wydanych w Polsce!? Dla podpowiedzi dodam, że część z nich już pojawiła się na naszym blogu.
(EDIT: spróbuj rozwiązać rebusy bez zaglądania w komentarze ;)


środa, lipca 23, 2014

Na szybko nadrabiamy zaległości. To już chyba będzie ostatnia publikacja przywieziona z Comic Invasion Berlin, jaką chcemy pokazać i jednocześnie drugi komiks z niemieckiego wydawnictwa Jaja Verlag, który wylądował na naszej półce (pierwszym był EARTH unplugged).
Stary, dobry przyjaciel umiera i zostaje pochowany w rodzimym ogrodzie. In our garden to wzruszająca, retrospektywna historia śmierci czworonożnego członka rodziny. Autorem komiksu jest Claus Daniel Herrmann i jak możemy się domyślać to on sam żegna się za pomocą tego komiksu ze swoim ukochanym psem Dianą.
To bardzo krótki, wydany w niewielkim formacie komiks. Ilustracje utrzymane są w spójnej, rudoczerwonej/bordowej kolorystyce, zaś stylistycznie kreska Herrmanna przypomina
mi rysunki Marcina Podolca czy braci Surma. Zresztą możecie to sami ocenić, szczególnie, że komiks w całości dostępny jest na stronie autora
Autor: Claus Daniel Herrmann
Wydawnictwo: Jaja Verlag

poniedziałek, lipca 21, 2014

Polski komiks autorski ma się coraz lepiej, trudno z tym dyskutować. Wydawcy coraz chętniej i częściej wydają nowe tytuły polskich twórców. Powstaje coraz więcej komiksów, których historie oparte są na wspomnieniach autora lub osadzone są w realnej przestrzeni jakiegoś miasta/miasteczka/wsi. To właśnie te miasta będą bohaterami cyklu, którego pierwszy wpis właśnie czytacie. Jakiś czas temu zwróciliśmy uwagę jak istotną rolę w odbieraniu historii ma identyfikacja czytelnika z opisywanym, prezentowanym w komiksie miejscem. Wówczas zadaliśmy sobie pytanie - no dobra, a ile jest komiksów, których historia rozgrywa się we Wrocławiu? Dla przykładu, nie muszę się specjalnie wysilać, żeby podać kilka tytułów komiksów, w kadrach których wyrysowana jest Warszawa, z Wrocławiem nie było już tak łatwo. Poniżej efekt naszych poszukiwań. Początkowo chcieliśmy uniknąć komiksów historycznych, ale szybko okazało się, że bez nich ta lista wyglądałaby jeszcze skromniej.


Powroty
Wydany w niewielkim nakładzie komiks autorstwa Katarzyny Kaczor opowiada uniwersalną historię o rozstaniach i powrotach ze spotkań z chłopakiem z innego miasta. Miastem, do którego przyjeżdża bohaterka komiksu jest właśnie Wrocław. Poza zarysami mało charakterystycznych osiedli, w komiksie możemy znaleźć planszę, na której uchwycone są kadry peronu na wrocławskim dworcu kolejowym. Co ciekawe, autorka uwieczniła fragmenty dworca sprzed wielkiego remontu, tuż przed Euro 2012. 
Autor: Katarzyna Kaczor
Wydawnictwo: Centrala

poniedziałek, lipca 14, 2014

Regulamin na lato to kolejna po Przybyszu i Opowieściach z najdalszych przedmieść publikacja genialnego, australijskiego autora, laureata wielu prestiżowych nagród - Shaun Tana.
Jest to książka pozbawiona typowej narracji czy fabuły. Stanowi ona zbiór kilkunastu nieformalnych, nie powiązanych ze sobą w oczywisty sposób zasad i wniosków wynikających ze wspólnego, wakacyjnego doświadczenia dwóch braci. "Tego nauczyłem się ostatniego lata" - zdaje się mówić młodszy brat na wstępie Regulaminu. Dowiadujemy się, że lato i okres wakacji, mimo, że beztroski rządzi się pewnymi regułami i jeżeli chcemy czerpać z niego jak najwięcej, wypada byśmy te reguły znali. W tym celu Shaun zabiera czytelnika na przedmieścia australijskiego Perth, wyciągając z pamięci piękne wielkoformatowe obrazy ze swojego dzieciństwa, którymi ilustruje każdą ze spisanych w książce reguł. Malowane farbami olejnymi, plansze budują dziecięcy świat wyobraźni, w którymi zanurzeni są jedynie dwaj bracia. Brak w nim dorosłych, są tam tylko oni, przygoda i magia lata. 

Na koniec pamiętaj -  "Nigdy nie przegap ostatniego dnia lata". To naprawdę przepiękna książka, jak zwykle Tan zachwyca swoim talentem, dlatego łap tę publikację, póki jeszcze trwa lato. :)

Autor: Shaun Tan
Wydawnictwo: Kultura Gniewu

niedziela, lipca 06, 2014

Na 5 lipca przypada 25 rocznica pamiętnych wydarzeń ze Stoczni Remontowej "Andżej" we Wrocławiu gdzie na styropianie spotkali się: szef zakładowych związków zawodowych *Fil, lider wydawnictwa podziemnego XNDR i pracoholik Bele - powołując do życia najsłynniejsze niezależne wrocławskie wydawnictwo komiksowe BAZGROLLE!!
Na okrągłą 25. rocznicę KOLEKTYF przygotował pierwszą na taką skalę retrospektywę Bazgrolle pod tytułem "Bazgrolle: Historia Sukcesu", na której zobaczyć będzie można nagradzane komiksy, szkice, projekty, wycinki z historii, poznać samych twórców oraz nabyć kolekcjonerskie egzemplarze klasycznych Bazgrollowych komiksów...
- Tak na wystawę zapraszali sami organizatorzy. Skusiliśmy się, wyrwaliśmy się z domu i wpadliśmy na wernisaż do galerii Kolektyf. Jak było? Na wypasie i w pełnej klasie. Firmowy szampan i piwo lały się litrami - Myśmy tam byli i Don Bazgrollon litrami pili.
Hajs (kurczako-dolary) początkowo walał się na stole, później latał w powietrzu, po to by ostatecznie skończyć pod butami odwiedzających galerię. Powiedzieć, że było bogato to jakby skłamać. No i sztuka, komiksowa sztuka przez duże "SZY". Jednak żadne słowa nie opiszą tego jak było na prawdę, niech więc przemówią zdjęcia.

Wystawę można zobaczyć do 2 sierpnia w galerii Kolektyf, ul.Rydygiera 23, Wrocław. Więcej info znajdziecie na profilu facebook Bazgrolli.


wtorek, lipca 01, 2014

Na rynku książek dla dzieci już jakiś czas temu zaczęły się pojawiać publikacje dotyczące różnych „nieładnych” spraw, także tych związanych z fizjologią. Myślę, że śmiało można to nazwać trendem. Była już Mała książka o kupie, O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę, Kupa - przyrodnicza wycieczka na stronę i pewnie jeszcze kilka, o których nie mam pojęcia. A pojęcia mogę nie mieć, bo ten trend mnie jakoś nie uwiódł. I to nie dlatego, że tematyka mnie odrzuca, ale raczej rysunki w tych pozycjach najzwyczajniej mnie nie przekonały, a jak już pewnie zdążyliście zauważyć, to dla nas (mnie i Grzegorza) najwyższe kryterium.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z Metryką nocnika. Książkę zilustrowała bowiem Marianna Sztyma, którą możecie kojarzyć choćby z ilustracji do prezentowanej u nas książki Oto kot lub ilustracji prasowych (m.in. Twój Styl, Wysokie Obcasy). Marianna odpowiada jednak nie tylko za prześwietne ilustracje, ale również za całość oprawy graficznej do książki, a ta także jest bardzo zgrabnie zaprojektowana.
Dużo tu ciekawych rozwiązań. Obwoluta jest jednocześnie grą planszową i osią czasu, a żeby do niej dotrzeć musimy otworzyć wewnętrzne skrzydełka, które wyglądają jak drzwi do toalety. Jak wiecie, jesteśmy fanami kreatywnych wyklejek i na tym polu ta publikacja również przoduje – całość wyklejki wygląda jak ściany publicznej toalety – jest zapisana śmiesznymi hasełkami.

Ale dość o wizualnych uciechach. Ta książka jest przede wszystkim bardzo dobrze napisana i wprost zasypuje czytelnika ilością ciekawostek związanych z wypróżnianiem. Choć tytuł wskazuje na to, że będzie to historia nocnego naczynia, to publikacja znacznie szerzej opisuje, że tak to nazwę - kulturę toaletową. ;) Autorka, Iwona Wierzba, przeprowadza nas przez historię ludzkości zatrzymując się na istotnych, z punktu widzenia tematu książki, wydarzeniach. Dowiadujemy się zatem m.in., że już w piramidach znajdowały się toalety; że w starożytnym Rzymie istniały 144 publiczne toalety; że Średniowiecze, powinno nazywać się raczej „śmierdzącymi wiekami”; że Królowa Wiktoria używała toalety ziemnej, a w kosmosie można natrafić na dryfujące kupy astronautów. Wiele znanych nazwisk, ogrom historycznych wydarzeń. Tytułowy nocnik to jedynie pretekst, do podjęcia szerokiej tematyki toaletowej.

Nie wiem czy wspomniany wcześniej trend jest pożyteczny, czy może raczej zbyteczny, ale Metrykę nocnika uznaję za bardzo wartościową publikację. Piękne ilustracje w połączeniu z ciekawie podaną wiedzą zawsze będą w cenie.

Tekst: Iwona Wierzba
Ilustracje: Marianna Sztyma
Wydawnictwo: Albus
Metryka Nocnika, Joanna Sztyma, Iwona Wierzba

wtorek, czerwca 24, 2014

Przez chwilę mieliśmy zastój z nowymi fanartami, stąd część z Was mogła zauważyć nasz apel na facebooku zachęcający do podsyłania ilustrowanych wariacji na temat naszego wilka Lupusa. Na wezwanie zareagował między innymi Dawid Malek, który narysował dla nas nie jeden, a dwa fanarty. Wam dane będzie zobaczyć tylko jeden, najfajniejszy. Drugi zachowaliśmy dla siebie i tylko siebie.
Od początku tego bloga, nasz wilk doczekał się kilku nietypowych wariacji na swój temat. Do tej pory był już: kolekcjonerską figurką, graffiti na ścianie, ba, został nawet sportretowany jako lis (w dodatku dwa razy). Fanart Dawida również dołączy do grona nietypowych rozwiązań w temacie naszej blogowej maskotki. Za chwilę sami się o tym przekonacie.
Nam się najnowszy fanart ogromnie podoba i mamy nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu.
Zanim jednak zanurzycie wzrok w świetnych pracach Dawida pozwólcie, że się Wam przedstawi.
Dawid o sobie:
Studiuję projektowanie graficzne na katowickiej ASP. Zajmuję się głównie ilustracją książkową i prasową oraz plakatem. Jestem zapalonym graczem, grywam zwłaszcza w gry typu jRPG i nie ukrywam, że kiedyś chciałbym spróbować swoich sił na polu concept-artów. Inspiruje mnie wszystko, co mnie otacza, od rzeczy błahych po te bardziej istotne. Staram się eksperymentować, ciągle poszukuję nowych środków wyrazu, nie chcę się zamykać w jednej stylistyce, a jednocześnie zależy mi na zachowaniu indywidualnego rysu moich prac. Wyznaję zasadę, że to prace powinny mówić same za siebie, w związku z tym zapraszam do zapoznania się z moją twórczością.

środa, czerwca 18, 2014

Jak na autorów wilczego bloga przystało, uwielbiamy bajkę o Czerwonym Kapturku. I choć w tej konkretnej publikacji motyw baśniowy potraktowany został dość luźno i służy do przekazania istotnych treści, a Wilk stał się perwersyjnym i obleśnym gościem, to i tak jesteśmy zachwyceni.

Po pierwsze dlatego, że treść książki, choć wcale niebłaha, to napisana jest prosto i dobitnie, a jednocześnie z dużą, swoistą dla bajek, swobodą fabularną. Mam prawo i nie zawaham się go użyć to mądrze zakamuflowana i sprytnie zaserwowana kwintesencja praw dziecka. Nie znajdźcie tutaj suchych i niezrozumiałych dla samych zainteresowanych paragrafów. Znajdziecie za to dziewięć historii, przez które przeprowadza nas Czerwony Kapturek i na przykładzie każdej z nich objaśnia jasno do czego ma prawo każde dziecko. Do tego dochodzi jeszcze spora doza humoru – uśmiałam się nieźle z babci czytającej "Komputer Świat" oraz z pierników z napisami "Spadówa", "Sio" i "Wynocha". Całość, mimo baśniowych akcentów, osadzona jest w rzeczywistej scenerii: ulica, dom, szkoła. Są to miejsca dla dzieci bliskie, a zatem sytuacje łatwiejsze do wyobrażenia. Choć niektóre zawoalowane trochę baśniową osłoną, to łatwe do przetransponowania na prawdziwe życie. Co prawda - żadne dziecko nie będzie od dziś biegać, jak główna bohaterka, z arkuszami papieru z wypisanymi na nich Prawami Dziecka, ale to właśnie ten element bajkowości i dobitności, o którym pisałam wyżej. A sama powtarzalność sytuacji, z kreskówkowym motywem wyciągania z rękawa, ręcznika itp. wielkiego arkuszu papieru, to fajne podkreślenie momentu, w którym należy zareagować, coś powiedzieć, coś zrobić.

Drugim argumentem wpływającym na nasz zachwyt są ilustracje i projekt graficzny, za którymi stoi Edgar Bąk. Bez ogródek – przepadamy za jego uproszczonym stylem i plakatowym traktowaniem stronic książki. Znów, podobnie jak w przypadku Kto ty jesteś, w książce znajduje się co najmniej kilka stron, które spokojnie można oprawić i powiesić w mieszkaniu. To takie swoiste smakołyki, np. twarz zmarzniętej Dziewczynki z zapałkami albo cyfra 5 z basenową drabinką. Bella, fantastiko, łał.

Uważam, że to publikacja ważna i potrzebna. Dzieciakom uświadamia bardzo konkretnie ich prawa, a dorosłym przypomina, że dzieci z rybami nie mają nic wspólnego.
Nad książką honorowy patronat objął Rzecznik Praw Dziecka – Pan Marek Michalak.
A duet Bąk i Olech po raz kolejny udowodnił, że tandem z nich nieziemski! Czekamy na następne publikacje!

Tekst: Joanna Olech
Ilustracje: Edgar Bąk
Wydawnictwo: Wytwórnia

czwartek, czerwca 12, 2014

Jakiś czas temu pisaliśmy na facebooku, że Goverdose wydało limitową, kolekcjonerską talię kart, w której każda karta zilustrowana została przez innego polskiego grafika, ilustratora czy projektanta. Przypomniało nam to jeden z naszych zagranicznych zakupów, który koncepcyjnie nawiązuje do projektu Goverdose. PicTarot, ponieważ o nim mowa, to talia kart tarota zilustrowana przez mniej lub bardziej znanych, zagranicznych artystów. Moglibyście się doczepić, że znów prezentujemy gadżet niebędący publikacją. Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko to, że wielu z artystów biorących udział w projekcie PicTarot ma na swoim koncie przynajmniej jeden komiks lub picturebooka. Ba, część z tych artystów pojawiła się nawet na tym blogu, np Tim Biskup czy Moki.
Stawiać tarota nie potrafimy ale jakoś nie wydaje mi się, że tego typu karty kupują ludzie, który chcą sobie powróżyć. My nie chcieliśmy. Jest to bardzo fajny i ładny gadżet, który doczekał się też wersji na telefon. Co ciekawe, wersja na telefon kosztuje niecałego dolca i z tego co widzę jest rozszerzona o więcej kart. Ktoś kto się zna na tarocie pewnie by nam wytłumaczył dlaczego daliśmy się oszukać kupując wersję w pudełku. Mimo wszystko i tak wolę wersję papierową na półkę, niżeli na ekran telefonu, ale "jak się niema co się lubi, to się lubi co się ma", a za 0,99 $ możecie mieć te karty od ręki.

Artyści: Różni
Wydawnictwo: Pictoplasma Publishing

 
undefined