wtorek, września 30, 2014

Komiks zdobywcą Światowego Rekordu Guinnessa? Tak! Ale zacznijmy od początku.
Projekt, który ostatecznie przyjął formę publikacji, którą Wam za chwilę zaprezentujemy, zakiełkował w głowie jednego człowieka - Jakuba Mazeranta. Jakub, będąc twórcą internetowej galerii Illustrate Yourself, promującej młodych, zdolnych ilustratorów z polski i zagranicy, wpadł na pomysł akcji integrującej członków IY. W maju 2006 roku rysując pierwszy kadr dał początek projektowi, którego celem było stworzenie komiksu bazującego na jednej prostej zasadzie "jeden artysta = jeden kadr". Każdy kolejny ilustrator otrzymywał poprzednie kadry i to od niego zależało w jaki sposób będą kontynuowane rozpoczęte już wątki. Każdy z ilustratorów miał ogromny wpływ na dynamikę akcji jak również na sam charakter i kierunek opowiadanej w komiksie historii. Scenariusz z kadru na kadr ulegał nieustannym zmianom, ewoluował w nieprzewidziane kierunki, ograniczone jedynie wyobraźnią twórców. Tak powstał projekt Pieces, którego głównym założeniem była konfrontacja różnych stylów graficznych oraz podejścia artystów do budowania wspólnej historii.
Projekt trwał cztery lata i jego oficjalny finał nastąpił w marcu 2010 roku. Przy jego tworzeniu udział wzięło 94 artystów z 17 krajów, zaś finałowy kadr komiksu przygotował mistrz - Tadeusz Baranowski. Pierwotnie Pieces funkcjonowało jako projekt typowo internetowy, dostępny jedynie na stronie internetowej Pieces Books. Jednak wraz z 10-tymi urodzinami galerii Illustrate Yourself, Pieces doczekało się formy drukowanej i to właśnie ta publikacja, w 2013 roku, została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa w kategorii "Most contributors to a published comic book" (Największa liczba współtwórców wydanego komiksu).
Jest to pierwszy tego typu wyczyn na polskim rynku komiksowym. Mamy nadzieję, że nie ostatni, szczególnie, że obecnie można śledzić drugą edycję projektu Pieces. Można się tylko domyślać, że autorzy projektu będą chcieli pobić swój własny rekord.

Sama publikacja wydana jest w albumowej formie, ze sztywną, punktowo lakierowaną okładką. Duże plansze formatu A4 dobrze oddają mnogość i różnorodność stylów graficznych. Album liczy sobie ponad 70 stron i poza główną częścią, czyli komiksem, zawiera notki autorów biorących udział w przedsięwzięciu oraz wywiad z Tadeuszem Baranowskim. Jedynka na grzebiecie komiksu sugeruje, że można śmiało robić miejsce i czekać na kolejny album po zakończeniu drugiej edycji.
Ciekawostka: Na zbliżającym się Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi odbędzie się prezentacja komiksu wraz z wystawą prac związanych z zarówno pierwszą jak i drugą edycją projektu. Informacja, która powinna ucieszyć kolekcjonerów jest taka, że podczas wręczania egzemplarzy autorskich będzie można nabyć limitowany egzemplarz komiksu Pieces Book 1. Liczba sztuk bardzo, ale to bardzo limitowana.
Pomysł i opracowanie graficzne: Jakub Mazerant
Ilustracje: 94 artystów z 17 krajów.
Wydawca: Illustrate YourLIFE Group

poniedziałek, września 29, 2014

Jeżeli nie przeczytasz tego opisu, prawdopodobnie na podstawie szybkiego przescrollowania zdjęć w dół stwierdzisz, że masz do czynienia z typowym zinem komiksowym. Masa autorów, kilkanaście/kilkadziesiąt jedno lub dwustronicowych komiksów zebranych w czarno-białej publikacji. W dodatku jeszcze prezentację publikacji zaczęliśmy od numeru trzeciego - bez sensu.
Jeżeli jednak czytasz ten opis, wiesz, albo za chwilę się dowiesz, że Profanum dalekie jest od wzorca typowego zina komiksowego. Na stronie internetowej publikacji czytamy:

Masz dość króciutkich komiksowych historyjek z których niewiele zostaje w głowie? Masz dość magazynów wypchanych nimi po brzegi? Witaj w klubie. Profanum to antologia, którą stworzyliśmy, żeby móc wreszcie przeczytać coś porządnego. Dlatego, dwa razy do roku chcemy dostarczać ponad 120 stron mięsistych historii od najlepszych doświadczonych twórców i najciekawszych młodych talentów.

Czy przesadzają? Nie. Faktycznie z każdym numerem dostajemy porcje kilku dłuższych, dopracowanych historii z fajną szata graficzną. Trzeci tom jednak bije wszelkie rekordy. Zamiast "ponad 120 stron" otrzymujemy "ponad 200 stron", 8 komiksów, z czego najdłuższy ma 58 stron. Zanim jednak zagłębię się w zawartość trzeciego tomu muszę wyrazić swoje małe, ale jednak, rozczarowanie. Po trzytomowej historii publikacji spokojnie mogę stwierdzić, że najlepszym komiksem drukowanym w Profanum był Buc Kartofel autorstwa Tomasz Grządzieli. Jednak do trzeciego tomu Tomek nie wyrobił się z nowym materiałem co, nie ukrywam, troszeczkę mnie rozczarowało. Tym samym, chociażby dla samych komiksów Tomka polecam również dwa poprzednie tomy Profanum ... o ile są jeszcze dostępne.
W trójce czarnym koniem okazał się Daniel Gizicki z dwoma mocnymi historiami: Dzieci swoich rodziców oraz Rodzice swoich dzieci, z rysunkami (w kolejności) Mikołaja Ratki oraz Wojciecha Stefańca (uwielbiam). Sensacyjne Centrum Reperacji Kołsuta i Wyrzykowskiego, które z przyjemnością zobaczyłbym w kolorze oraz zabawny Rycerz Janek z rysunkami Igora Wolskiego do scenariusza Mazura i Sienickiego zamykają peleton moich faworytów tego numeru.
Dopracowana szata graficzna, przemyślane historie i świetni twórcy, których prace czasami widzę po raz pierwszy na papierze. Mam nadzieję, że ta forma wydawnicza przyjmie się na naszym runku i tym samym doczekam się kolejnych, może jeszcze grubszych i treściwszych numerów Profanum.

Ps. Zerknijcie na okładkę autorstwa Igora Wolskiego. Chłopak jest niesamowity. Jego dbałość o szczegóły, dopracowanie ilustracji i dobór kolorów z pewnością przysporzy kompleksów niejednemu ilustratorowi.

Autorzy: Tomasz Kontny, Błażej Kurowski, Daniel Gizicki, Mikołaj Ratka, Jan Mazur, Bartłomiej Kuczyński, A.A. Turkiewicz, Rafał Kołsut, Janusz Wyrzykowski, Robert Sienicki, Igor Wolski, Wojciech Stefaniec, Artur Chochowski
Wydawnictwo: Dolna Półka

wtorek, września 23, 2014

Dobrusia Rurańska studentka 5 roku grafiki warsztatowej na ASP w Katowicach. Zainteresowana głównie ilustracją i grafiką książki, okazjonalnie ale z wielką przyjemnością zajmuje się projektowanie plakatu i pisaniem opowiadań. Od niedawna zmaga się z prowadzeniem bloga, gdzie publikuje swoje prace.

niedziela, września 21, 2014

Od 1915 do 1918 roku, pod niemiecką okupacją, Puszcza Białowieska była eksploatowana na niespotykaną skalę.
W efekcie masowego wybijania zwierzyny przez żołnierzy, dezerterów i kłusowników ze stada żubrów liczącego przed wojną 727 sztuk nie pozostało prawie nic.

Jest rok 1919, do Białowieży przyjeżdża zagraniczny jegomość Kurzt, który nie zawaha się przed niczym, żeby powyższy cytat skorygować z "prawie nic" na "nic". Kurzt przybył do Białowieży na zaproszenie biznesmena Wolanda, który ma chytry plan jak zarobić grube pieniądze na dalszej eksploatacji Puszczy Białowieskiej - wyciąć puszczę w pień, a następnie wybudować w jej miejscu luksusowy hotel. Na drodze ku realizacji tego planu stoją mieszkające w puszczy żubry. Dopóki ostatni z nich żyje Kurzt i Woland mogą zapomnieć o intratnym interesie, a tego akurat nie mają w planach. Na szczęście na przeciw destrukcyjnym zamiarom pary czarnych charakterów stanął najwybitniejszy polski przyrodnik – profesor Władysław Szafer, którego marzeniem jest utworzenie chronionego Parku Narodowego. Jednak by do tego doszło, musi on potwierdzić, że puszczę zamieszkuje przynajmniej jeden żubr. Tak zaczyna się akcja komiksu Tomasza Samojlika, autora m.in. Ryjówki Przeznaczenia oraz Norki Zagłady.

Czytając przygody Ostatniego żubra, nie sposób nie chłonąć ciekawostek związanych z historią rezerwatu w Puszczy Białowieskiej czy też jej mieszkańców. Jest to historia w pełni oparta na faktach (poza oczywistymi wątkami fantastycznymi), zaś jej autorem jest doktor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. To świetny miks wiedzy, pasji i talentu, który skutkuje cieszącymi się popularnością publikacjami komiksowymi dla najmłodszych. Samojlik bez trudu udowadnia jak bardzo komiks edukacyjny może być fajny, zabawny, ładny i przede wszystkim nienachalny. Warto też podkreślić, że choć komiks Ostatni żubr, dedykowany jest młodszym czytelnikom, to wcale nie oznacza, że Ci starsi nie będą dobrze się bawili czytając przygody małego żubra, a wręcz przeciwnie. No i powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie jest się za starym, żeby się czegoś nowego nauczyć. ;)

Kreska Tomka powinna być Wam już dobrze znana. Prosta, przyjemna, bardzo "cartoonkowa", tym jednak razem wzbogacona kolorami Joanny Szłapy. Część z Was pewnie wie, że komiks, który prezentujemy poniżej jest wydaniem drugim. Pierwsze, w pełni czarno-białe, ukazało się nakładem Zakładu Badań Ssaków Polskiej Akademii Nauk. Dopiero w wydaniu drugim puszcza zazieleniła się kolorami nałożonymi przez Joannę. Osobiście wolę kolorowanie Tomka, ale jest kilka plansz (w tym okładka), które kolorystycznie mnie oczarowały. Dodatkowo, wydanie to rozszerzone jest o żubrze łamigłówki, zadania oraz galerię gościnnych ilustracji. Zaś nasz egzemplarz wzbogacony jest jeszcze przepiękną ilustracją od Tomka, specjalnie dla nas. Fajna prawda? ;)

Autor: Tomasz Samojlik
Kolory: Joanna Szłapa
Wydawnictwo: Krótkie Gatki (Kultura Gniewu)

czwartek, września 18, 2014

Książka ta
posłuży radą,
jak wykazać się
ogładą.

Tak w skrócie można opisać o czym jest najnowsza książka autorstwa Oli Cieślak i prawdę powiedziawszy nic więcej już chyba nie napiszę. Ilustracje Oli totalnie odebrały mi mowę. Nie wiem jak mogliśmy do tego doprowadzić, że jest to pierwsza publikacja Oli na naszym blogu. Powinniśmy dostać po naszych włochatych, niebieskich łapach!
Co wypanda, a co nie wypanda to świetnie zaprojektowana i zilustrowana książka do nauki dobrych manier, z założenia dla dzieci, ale jak ktoś przegapił tę lekcję w dzieciństwie, to ma szansę ją nadrobić właśnie z tym tytułem. Wydana na grubym kartonie, książka zalicza się do tych "dziecko-odpornych" i powinna przetrwać nie jedną próbę pandziej lekcji dobrego wychowania.
No proszę, jednak musiałem wtrącić jeszcze swoje trzy grosze, ale teraz już milczę. Podziwiajcie, a jeszcze lepiej kupcie. Warto. Książeczka kosztuje tylko dziewiętnaście dziewięćdziesiąt i uwierzcie to będzie najlepiej wydane dziewiętnaście dziewięćdziesiąt w Waszym życiu. ;)

ps. Ola z Bloku sorry, poprawimy się.

Tekst i ilustracje: Ola Cieślak
Wydawnictwo: Dwie Siostry

wtorek, września 16, 2014

Napisany przez Michała Rzecznika i narysowany przez Przemka Surmę komiks z założenia miał być publikacją dla dzieci. Opowiada historię Adasia, typowego chłopca żyjącego na przełomie lat 88/89. Mieszka on z rodziną w mieście, ma swoją paczkę rówieśników, wędkuje z dziadkiem, stoi w kolejkach za prodiżem i marzy o klockach Lego (tu puszczamy oczko do Przemka, który od dawna, wraz z bratem, prowadzi blog inspirowany klockami Lego). Nie jest nikim szczególnym, nikim znanym. Jest typowym dzieckiem żyjącym w tamtych czasach, ale dla niektórych jest kimś więcej. No właśnie i tutaj pojawia się pytanie - czy faktycznie komiks 88/89 jest publikacją dla dzieci?
Michał Rzecznik scenariusz swojego komiksu oparł głównie na swoich własnych wspomnieniach i wspomnieniach ludzi pamiętających tamte czasu. Odnoszę wrażenie, że jest to publikacja, której mocną stroną jest bazowanie na sentymencie do czasów schyłku PRL. To komiks dla mnie, dla Grzegorza i całego naszego pokolenia. I trudno mi sobie wyobrazić jak odbiorą go współczesne dzieciaki czy nastolatki. Czy zrozumieją poszczególne sytuacje, żarty i będą śmiać się w tych samych momentach co my? Jestem tego ogromnie ciekawa ale niestety aktualnie nie mam pod ręką żadnego dziecięcego czytelnika...

Większość anegdotek w komiksie to sytuacje z codziennego życia dziecka w ówczesnych czasach. Braliśmy udział w podobnych lub podobne przytrafiały się naszym kolegom. Dzieci z miasta spędzały wakacje na wsi, a dzieci ze wsi odwiedzały krewnych w mieście. Ludzie stali w kolejkach po identyczne meblościanki i pomarańczowe składaki Romet, sprzedawało się butelki do skupu i nosiło śliskie mundurki do szkoły. Do rozpuku śmiałam się z historyjki o tym jak Adaś próbował zaobserwować na etykietach sklepowych "wzrost cen" i po nieudanych próbach obserwacji, doszedł do wniosku, że ceny muszą rosnąć w nocy. Takie właśnie rozterki towarzyszyły naszemu dzieciństwu. Grało się w gumę i siedziało na trzepaku.

Czy współczesne dzieci uznają czasy naszej młodości za "mega" nudne? Nie wiem. Rozumiem zasadne założenie autora, aby bawiąc śmiesznymi, codziennymi anegdotami przemycać między wierszami tekstu i w tle obrazków naszą historię najnowszą. Lecz czytając ten komiks cały czas zastanawiałam się nad tym, czy współczesne dziecko zrozumie choć trochę z tych historii. Pomijając już fakt, że cała sytuacja ówczesnego ustroju politycznego jest trudna do zrozumienia. W komiksie pojawiają się jeszcze słowa, które już dawno przestały obwiązywać w naszym codziennym życiu. Na szczęście akurat z tym autorzy poradzili sobie rewelacyjnie, umieszczając na końcu publikacji słowniczek. Tylko dlaczego nie ma w nim wyjaśnienia słowa kogel-mogel? Myślę, że obecnie nie jest to już tak popularny "słodycz", zwłaszcza w wegańskich domach. ;)

No dobrze, to jak jest w końcu z tym komiksem? Dla dzieci czy nie? Na koniec lektury doszłam do wniosku, że jest to komiks rodzinny. Bardzo ważny dla mojego, naszego pokolenia, ale też ważny w kontekście zachowania pamięci o tamtych, jakże odmiennych od obecnych czasach. Dlaczego komiks rodzinny? Wydaje mi się, że jest to idealna lektura do wspólnego przeczytania i przegadania z dziećmi.
Dorośli z pewnością rozwiną wiele wątków własnymi historiami i wytłumaczą niezrozumiałe sytuacje zawarte w komiksie. Przede wszystkim potwierdzą, że tak faktycznie było. Jestem przekonana, że wiele dzieci nie uwierzy w część historii z komiksu. A przecież one są wszystkie uniwersalnie prawdziwe.

A jak się prezentują ilustracje w tym komiksie, zapytacie? Rewelacyjnie! Zresztą zobaczcie sami.

Scenariusz: Michał Rzecznik
Ilustracje: Przemek Surma
Wydawnictwo: Widnokrąg
komiks 88/89

czwartek, września 11, 2014

Joa Bart łamana na Joannę Bartosik to studentka ostatniego roku grafiki projektowej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Hurtowo projektuje plakaty, jak również identyfikacje wizualne, opakowania, gry, jednak zdecydowanie najbardziej lubi ilustrować. Jej dwie książki wzięły udział w tegorocznej wystawie "Książka dobrze zaprojektowana - zacznijmy od dzieci". Jej rysunki wzięły udział w II Ogólnopolskiej Niezależnej Wystawie Studenckiej z cyklu „Granice Sztuki” – „Granice Rysunku” organizowanej przez Koło Naukowe Czarny Kwadrat Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego przy współpracy z Galerią Turbo w Warszawie. Celująco obroniła dyplom, który pokazała później na wystawie książek w księgarni Bookarest w Poznaniu - "Rzuć look na artbook". Jest również ilustratorką w stawiającym pierwsze kroki wydawnictwie Oculino, którego celem jest wspieranie rehabilitacji dzieci z dysfunkcją wzroku. Więcej prac Joanny znajdziecie na jej prywatnej stronie. Zapraszam!

niedziela, września 07, 2014

W tym tygodniu na serwisach i profilach komiksowych było głośno o jednej zapowiedzi. Od dawna już jeden tytuł nie wywołał tak dużej fali ekscytacji wśród fanów komiksu. Mowa oczywiście o serii Mouse Guard wydanej w Polsce (w tym momencie zapowiedzianej na październik tego roku) pod tytułem Mysia Straż. Kto jest odpowiedzialny za polską edycję tej serii? Tutaj też spora niespodzianka. BUM Projekt to założona w 2013 roku księgarnia internetowa, która teraz najwyraźniej rozszerza swoje pole działania lub po prostu przekształca swoją działalność ze sprzedażowej na wydawniczą. Spokojnie można powiedzieć, że jest to czarny koń tegorocznych zapowiedzi komiksowych zaplanowanych na październikowy Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier w Łodzi ... ba, to całkiem możliwe, że najlepsza wiadomość komiksowa w tym roku. My dziś (przed premierą polskiego wydania) pokażemy Wam anglojęzyczną wersję, która już od jakiegoś czasu czekała na swoją kolej do prezentacji na blogu.

Mouse Guard to wyróżniona nagrodą Eisnera seria fantasy autorstwa Davida Petersena. Osobiście nie przepadam za tym gatunkiem w komiksie, a mimo to Mysia Straż urzekła mnie niesamowicie. Może dlatego, że Peterson w swoim komiksie głównych bohaterów uczynił myszami, a ich historie osadził w normalnym (średniowiecznym) świecie z zachowaniem wszelkich rzeczywistych proporcji. Personifikację myszy ograniczył do nadania im cech ludzkich, postawił je na dwóch łapkach, obdarował zdolnością mowy i myślenia, ale na tym koniec. Dalej są małymi stworzonkami przemieszczającymi się wśród dwa razy większych od siebie traw czy korzeni drzew. Dla mnie osobiście to zachowanie rzeczywistych proporcji jest jednym z kluczowych, koncepcyjnych powodów, przez który komiks ten ogląda się i czyta z dużą przyjemnością. Z ogromną łatwością zanurzyłem się w świecie głównych bohaterów zapominając, że w tym jednym momencie cały świat wokół mnie powiększył się kilkukrotnie. Węże i kraby są ogromne, a pszczoły siadają na ramieniu niczym wytresowany sokół.
W tym właśnie świecie pełnym zagrożeń istnieje królestwo myszy z ich małymi domkami i wielkim zamkiem wykutym w kamieniu. Przed czyhającymi zewsząd zagrożeniami królestwo chroni  Mysia Straż, bractwo myszy, które przysięgły bronić swoich pobratymców, gdy tylko jest to konieczne. Dotyczy to również zapewniania bezpieczeństwa na "mysich" ścieżkach i ochronę podróżnych przed drapieżnikami. Właśnie na jednej z takich ścieżek, w pierwszym tomie komiksu poznajemy głównych bohaterów serii: Lieama, Kenziego i Saxona, dzielnych kompanów i towarzyszy broni, dla których przygoda w Mysiej Straży tak naprawdę ma się dopiero zacząć.
Mouse Guard to typowy epos rycerski, mamy tutaj dzielnych rycerzy, królewską intrygę, próbę przejęcia władzy i liczne bitwy na miecze. Zaś liczba wątków, jak można się tylko domyślać, będzie się powiększała z albumu na album. Komiks, który Wam prezentujmy, to pierwsza seria zebrana w jednym tomie pod nazwą "Fall 1152" (Jesień 1152). Na chwilę obecną seria doczekała się czterech albumów, co jest liczbą bardzo przyjemną i jak mi się wydaje realną do szybkiego nadrobienia przez BUM Projekt (trzymam kciuki).
Zapewne ten komiks nie znalazłby się tutaj gdyby nie ilustracje Petersena. Może i nie są one szczególnie wyjątkowe, momentami można nawet odebrać wrażenie, że są wręcz zwyczajne, a mimo to sposób w jaki Petersen przedstawił swoje postaci i świat, w którym przyszło im żyć oczarował mnie już z pierwszych stron. Oszczędna, "jesienna" paleta kolorów dodatkowo podsyca pozytywny, wizualny odbiór komiksu.
Polecam. Zainteresujcie się tym tytułem. Nie będziecie zawiedzeni.
Autor: David Petersen
Wydawnictwo: Archaia Studio Press
Mouse Guard - Mysia Straż

wtorek, września 02, 2014

Chyba żadna książka z dzieciństwa nie utkwiła w mojej pamięci tak mocno jak Na wyspach Bergamutach, mimo to za każdym razem gdy wygrzebuję z kartonów u rodziców jakąś swoją starą książkę, moją głowę przeszywa sentymentalny dreszczyk. Tak samo było w przypadku Geometrii dla najmłodszych. Nie pamiętam za wiele z treści, ale pamiętam doskonale głównych bohaterów (przewodników) wykreowanych w wyobraźni Bohdana Butenko - Ołówek, pajacyk Buratino z kredką zamiast nosa (mój ulubiony), Nieumiałek i Samoradzik.
Wiem, że w jakiś stopniu przemawia przeze mnie sentyment, ale mam wrażenie, że dopiero po latach potrafię w pełni docenić ilustracje Butenko. Na przykład, dopiero teraz zwróciłem uwagę na charakterystyczny klucz graficzny jaki wprowadził Butenko. Strony z obramowaniem w kolorze niebieskim to te, na których występują wyżej wymienione postaci. Żółte plansze to te z "przygodami" Punktu i Cyrkla, natomiast na stronach z różową obramówka znajdowały się ćwiczenia. Nie możemy zapominać, że była to przecież publikacja edukacyjna, wydana przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Podobno zrobiłem wszystkie zadania z tej książki, a te z Buratino nawet po kilka razy. Ja sam tego nie pamiętam. Moja więź sentymentalna z tą książką ogranicza się wyłącznie do wspomnień poszczególnych stron z książki, no i oczywiście głównych postaci.

A wy co pamiętacie z tej książki?

Autor: Władimir G. Żytomirski, Lew N. Szewrin
Tłumaczenie: Urszula Drabarek
Opracowanie graficzne: Bohdan Butenko
Wydawnictwo: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogoczne
Geometria dla najmłodszych

piątek, sierpnia 29, 2014

Tym wpisem kończymy przegląd "dokumentalnych" leporello z wydawnictwa Nobrow. Najlepsze jednak zachowałem na koniec. Space race zarówno wizualnie jak i treścią zabiera "czytelnika" wysoko, wysoko w przestrzeń kosmiczną, by na 136-ciu centymetrach śledzić barwny wyścig programów kosmicznych Stanów Zjednoczonych oraz Związku Radzieckiego. Identycznie jak to wyglądało w Rise and Fall oraz High Times, tutaj także wewnętrzna strona okładki skrywa małą ściągawkę historyczną dotyczącą kluczowych wydarzeń związanych ze wspomnianym wyścigiem oraz lotami w kosmos.
No a wizualnie? Wizualnie, jak już wspomniałem, z całej trójki ta publikacja przypadła mi najbardziej do gustu. Ponownie, jak w przypadku High Times kluczowe było dla mnie wykończenie ilustracji. Tom Clohosy Cole, podobnie jak Golden Cosmos, również postawił na bardziej graficzne, momentami malarskie, wykończenie ilustracji, ale w moim odczuciu poradził sobie z tym lepiej niż para z Berlina. Kupił mnie przede wszystkim barwnym, niemal trójwymiarowym zobrazowaniem zachodów słońca czy też efektu spalanego paliwa przez startującą rakietę ... no dobra i jeszcze Łajką siedzącą w rakiecie.
Wydawnictwo: Nobrow

czwartek, sierpnia 28, 2014

Kolejna wizualna perełka od brytyjskiego Nobrow i kolejny zapowiedziany wpis poświęcony rozkładanym publikacjom z tego wydawnictwa.
High Times to smakołyk dla fanów dobrej ilustracji, świetnego książkowego dizajnu ... i awiacji. Golden Cosmos, czyli Doris Freigofas oraz Daniel Dolz to kreatywny duet z Berlina, który odpowiedzialny jest za przygotowanie tej 139-cio centymetrowej ilustracji. Ta niesamowicie barwna panorama ilustruje historię lotnictwa od jej mitologicznych początków (Ikar), przez pierwszy lot balonem, Leonarda da Vinci i jego latające maszyny, po II wojnę światową i loty w kosmos. Jak już wspomniałem przy Rise and Fall, Nobrow w przypadku swoich leporello stawia na detal, zabawę w wyszukiwane mikro historii ukrytych pomiędzy piętrzącymi się barwami. Takie dociekliwe badanie każdego skrawka tej ponad metrowej publikacji skutecznie rekompensuje brak treści pisanej. Podobnie jak w przypadku Rise and Fall, tutaj także jedyną treścią są ciekawostki spisane na wewnętrznej stronie okładki (etui). Rozszerzone zostały o daty i stanowią rys historyczny maszyn latających (i tych związanych z lotnictwem), zaczynając od wynalezienia pierwszego spadochronu w 1490 roku, kończąc na roku 2011 i ostatnim locie promu kosmicznego w kosmos.
Wizualnie publikacja jest spójna z pozostałymi z tej serii. Tutaj także występują wyraźne, brylaste formy pozbawione obrysów, jednak w przeciwieństwie do prac Micah Lidberg w Rise and Fall, Golden Cosmos operują bardziej "malarskim" wykończeniem swoich ilustracji. Więcej tutaj przecierek, przybrudzeń i pryśnięć tuszem. Nieważne czy są to efekty manualnego rysunku czy tekstury w programie graficznym, daje to bardzo fajny efekt końcowy. Polecam.

Na ten kończący się tydzień zaplanowaliśmy dla Was trzy prezentacje (włącznie z tą tutaj). Wszystkie będą dotyczyły zdobycznych leporello z wydawnictwa Nobrow. Tak jak je kupiliśmy, tak je Wam zaserwujemy - hurtem.
Pierwszym tytułem będzie Rise and Fall czyli dwustronna, 136 centymetrowa, rozkładana panorama obrazująca upadek wielkich gadów i narodziny nowych gatunków zwierząt.
Misterne ilustracje odwzorowane praktycznie bez linii a jedynie za pomocą zabawy plamą i kolorów sprawiają, że można się godzinami wpatrywać w szczegóły całego obrazka i doszukiwać się nowych elementów - co akurat jest domeną Nobrow i ich "niemych", rozkładanych publikacji.
Jedyna treść jaką znajdziemy w tej "książce" znajduje się na wewnętrznej stronie okładki i stanowi ona spis kilku krótkich ciekawostek związanych z życiem na ziemi.
Czy muszę pisać, że polecam? Chyba nie.

Wydawnictwo: Nobrow

czwartek, sierpnia 14, 2014

To jedna z tych książek, której czytanie z dziećmi można łatwo rozkładać na raty. Dziś jedno opowiadanie, no dobra maks dwa, a jutro kolejne, a potem najlepiej w kółko od nowa.
Duda i wielka przygoda to zbiór bardzo pozytywnych, wesołych i czasem podkoloryzowanych wyobraźnią Dudy momentów z życia pewnej rodzinki, trochę typowej, trochę szalonej. Główną bohaterką książki jest Duda – dziewczynka o sporej wyobraźni i wrażliwości oraz jej rodzice Dada i Mama Do.
W każdym z opowiadań obserwujemy główną bohaterkę w codziennych sytuacjach: na wakacjach, w pierwszy dzień w przedszkolu, jak piecze ciasto i gimnastykuje się z tatą. Niby takie zwykłe, przeciętne okoliczności ale nie dla Dudy, oj nie. Duda rzadko się nudzi. Najbanalniejszą sytuację, potęgą wyobraźni przekształci w niesamowitą, czasami szaloną przygodę. A to spod kołdry wyskoczy koza, a to z piekarnika wyglądnie zebra, a w gości wpadnie Rysia. Takie zwykłe przedziwności albo przedziwne zwykłości. Jak kto woli.
Przygody Dudy pobudzają wyobraźnię dzieci i jednocześnie są łatwe do przełożenia na własne doświadczenia. Bo kto z Was nie toczył bojów z niewidzialnymi najeźdźcami z kosmosu, nie wyprawiał balów dla wymyślonych, leśnych przyjaciół? Właśnie takie wykorzystanie tej książeczki widzę – czytamy jedno opowiadanie i rozwijamy je o własne (prawdziwe lub nie) historie. Dzięki temu z krótkiej bajki na dobranoc zrobi nam się coś znacznie dłuższego, ale też bardziej wartościowego.

Ilustracje łączą wycinankowy styl budowania postaci z odręcznymi fakturami zarysowanymi kredkami i zamalowanymi farbą. Całość jest fajnie wyważona – jest prosto ale kolorowo i ciekawie. Nam szczególnie przypadły do gustu odręczne typograficzne wstawki. Książka jest uzupełniona o sztywne kartki z postaciami do wycięcia i złożenia, zatem świat Dudy staje się dla dziecka trochę bardziej namacalny i można dzięki nim odgrywać opowiadania lub wymyślać nowe wielkie przygody Dudy.

Dla rodziców leniuszków do książki dołączona jest płytka CD z opowiadaniami czytanymi przez Teresę Lipowską. Ale ja osobiście jestem za tym żeby każdy sam tę książkę przewałkował ze swoim maluchem.

Autor: Dorota Lipińska
Ilustracje: Joanna Grochocka
Wydawnictwo: Grupa M-D-M

środa, sierpnia 06, 2014

Będę z Wami szczery, nie mieliśmy dobrego startu z wydawnictwem Babaryba. Co tu dużo mówić, nie do końca przypadły nam do gustu (pod względem graficznym) ich publikacje. Wiemy jednak z pierwszej ręki, że wielu z Was i Wasze pociechy wprost uwielbiacie ich książki. Dlatego z zaciekawieniem dalej obserwowaliśmy poczynania wydawnicze Babryby, chociażby po to by przeprosić się z ich książkami w momencie kiedy w naszym domu pojawi się mały wilczek.

Małego wilczka jeszcze nie ma, a my już przeprosiliśmy się z wydawnictwem za sprawą jednej publikacji. Liczę do 100 to książka, która trafia do nas w stu procentach. Już sam fakt, że jej anglojęzyczna wersja została wydana przez Flying Eye Books (imprint Nobrow z książkami dla dzieci) powinien świadczyć o jej jakości. Książka zabiera czytelnika w kolorową podróż od numeru jeden do sto, śledząc przy tym poczynania niesfornych niedźwiedzi, które z lasu trafiły do miasta. Nauka liczenia dawno nie była tak wizualnie apetyczna. Osobiście odpuszczałem liczenie każdego z drzew, misiów, kawałków ciast, czy zapałek zilustrowanych na każdej stronie książki. Jednak dla dzieci będzie to świetny sprawdzian ich umiejętności liczenia, ba a także spostrzegawczości, ponieważ w miarę gdy dochodzimy do końca książki (i tytułowej liczy sto) wzrasta nawarstwienie się przedmiotów do zliczenia.

Świetne ilustracje Magali Bardos bronią się same i nie wymagają polecania.
Zobaczcie sami.

Autor: Magali Bardos
Wydawnictwo: Babaryba
Gdzie kupić? Na przykład tutaj.
Liczę do 100

poniedziałek, sierpnia 04, 2014

Dzisiaj szybka (przyzwyczajcie się) polecajka książki dla dzieci autorstwa Macieja Łazowskiego, czyli chłopaka, który słyszy głosy w swojej głowie, a następnie rysuje je i publikuje w internecie. Najwyraźniej któregoś razu głosy w głowie Łazowskiego nie dały mu spać, przez co miał okazję poobserwować nocne życie zwierząt, co zresztą też spisał i narysował w książce, którą mamy przyjemność Wam prezentować.
Co się dzieje kiedy śpisz to zmyślony przewodnik po nocnym życiu zwierząt. Wyjaśnia dlaczego ćma leci do światła, o czym marzy sowa i czy zawsze myśli o mądrych rzeczach, no i co takiego w nocy robi jeż. Te i parę innych zmyślonych (ale zabawnych) ciekawostek znajdziecie w tejże publikacji. Polecamy, szczególnie dla bazgrołków Łazowskiego. Zresztą, zobaczcie sami jak to wygląda.

ps. nie przeoczcie gifa ;)

Autor: Maciej Łazowski
Wydawnictwo: Muchomor

 
undefined