24 maja 2012

Dodano: 5/24/2012

Obiecywaliśmy, obiecywaliśmy i w końcu prezentujemy fajne książeczki, które przywieźliśmy z wypadu do Budapesztu. Znaleźliśmy je w concept-storze Rododendron, o którym już zdążyliśmy napisać. Bajeczki
te urzekły nas przede wszystkim formą i sposobem wykonania ... no i tym, że połowa z nich opowiada klasyczną bajkę z wilkiem.

Cała seria, ponieważ mamy tylko część, liczy sobie kilkanaście książeczek i jest efektem pewnego projektu. Polegał on na zaproszeniu różnych designerów i ilustratorów do opowiedzenia wyłącznie w graficzny sposób klasycznych bajek dla dzieci. Na warsztat zostały wzięte min. Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka, czy też Trzy Małe Świnki.
Każda z książeczek opowiada swoją historię obrazkowo, bez tekstu (lub z minimalnym jego wykorzystaniem), co niesamowicie pobudza wyobraźnię podczas "czytania" i tym samym zamazuje granice językowe czyniąc te pozycje wydawnicze przystępne dla każdego

Z poniższych czterech, trzy są naprawdę wyjątkowe.
"A 3 Kismalac" - czyli opowiastka o trzech małych świnkach, w całości wykonana w grafice pikselowej. Świetnie wyważony minimalizmy, nadając jej dodatkowego przekomicznego wyrazu. Oglądając ma się wrażenie, że te świnki ruszają się niczym na archaicznej animacji z pegazusowej gierki.

Kolejne dwie opowiadają bajkę o Królewnie Śnieżce i Siedmiu Krasnoludkach.

Pierwsza w całości zrobiona jest z wyszywanki. Niesamowicie misterna praca dająca rewelacyjny efekt. Trochę podobny do pikselkowej grafiki, no ale jednak robiące o wiele większe wrażenie.

Druga bajka z przygodami Śnieżki opowiedziana jest nie tylko przy użyciu obrazków, ale także z wykorzystaniem czterech słów, ale po ... no właśnie, po jakiemu? Wydawało nam się, ze to hebrajski, ale może też być arabski. Nie mamy pojęcia. Książeczka zawiera mini słowniczek, tłumaczący owe cztery słowa. Całość tworzy bardzo ładną, spójną, trochę ironiczną opowiastkę czytaną ... uwaga ... od tyłu. 
Na stronie autorki można oglądnąc sporą część ilustracji z tej książeczki: http://kaszajulianna1.carbonmade.com/projects/3043785#1

Tyle w skrócie o książeczkach. Reszta na zdjęciach.

Autorzy: różni
Wydawnictwo: Csimota


14 maja 2012

Dodano: 5/14/2012

Znacie Nobrow? Brytyjskie wydawnictwo stawiające na niezależne tytuły książkowe i komiksowe? Jeżeli nie to zdecydowanie powinniście. Przede wszystkim dlatego, że Nobrow chcąc wybić się na rynku wydawniczym wybrało strategię wydawania tytułów z niezwykłą starannością edytorską i wysoką estetyką wizualną. Stawiają na współczesne trendy projektowania graficznego, nowoczesną ilustrację oraz nowatorskie podejście do tworzenia nowel graficznych. Każdy kto choć trochę ma do czynienia z projektowaniem graficznym wie doskonale jak wygląda sytuacja w naszych księgarniach. Brzydkie okładki, beznadziejnie dobrana typografia, straszny skład. Temu właśnie przeciwstawia się Nobrow gdzie każdy tytuł to designerska perełka. Nie ma opcji, żeby typografia była przypadkowo dobrana, żeby kolory ze sobą nie współgrały. Całość musi być spójna i taka jest. Na tym jednak nie koniec stawiania poprzeczki wysoko. Także cześć poligraficzna została wyniesiona na wyżyny. Dobrej jakości, gruby papier i druk w technologii spot-color wykorzystującej farby Pantone. Co to daje? Praktycznie wszystko, nieograniczone możliwości barwne! Nie chcemy tu za bardzo wchodzić w szczegóły techniczne i zanudzać. Jeżeli ktoś z Was będzie miał kiedykolwiek okazję wziąć w łapki i przeglądnąć książki lub komiksy z Nobrow zrozumie o co nam chodzi nam z tymi kolorami :)
Jak podkreśla samo wydawnictwo wszystko to po to by wnieść nową świeżość w tych czasach umierającego druku. Na koniec jeszcze należy dodać, że NoBrow nie istniałoby gdyby nie młodzi, zdolni graficy z najwyższej półki. Wymienię jednego z nich, mojego ulubieńca – Mcbess - i wszystko jasne :)
Jeżeli szalejesz za dobrym projektowaniem to Nobrow jest dla Ciebie.  

Podsumowując należy jeszcze wspomnieć, że pozycje tego wydawnictwa nie należą do najtańszych, aczkolwiek byłoby przesadą żądać mniej za serwowaną jakość. 

Książeczka, którą my kupiliśmy to prezentowany poniżej bestiariusz opisujący 14 tradycyjnych potworów i demonów Yokai. Ciekawostka: każdy z zaprezentowanych demonów stanowi graficzną reinkarnację tych uwiecznionych przez 18-to wiecznego, japońskiego artystę Toriyama Sekien. Yokai uważane są za praojców takich potworów jak Godzilla. Całość podana jest w nowoczesnych i zabawnych stylu, zarówno treściowo jak i graficznie.

Mniam!!!

Autorzy: Ben Newman, Scott James Donaldson
Wydawnictwo: Nobrow

23 kwietnia 2012

Dodano: 4/23/2012

Mamy zaszczyt zaprezentować kolejny lupusowy fanart.

Akuma101 to alter ego ilustratora oraz grafika - Wojciecha Polaka. Czerpie on inspiracje głównie z kultury japońskiej, sztuki tatuażu oraz mitologii. Stylistyka postaci nawiązuje do streetowych charakterków połączonych z klimatem mangi/anime.

Więcej o nim tutaj: www.facebook.com/akuma1o1
Wbijajcie i lubcie!!!



17 kwietnia 2012

Dodano: 4/17/2012

Ostatnio było o psie, dziś będzie o kotach.

Ta nieduża formatem książeczka jest niezwykłym zbiorem prawd o kotach, ludziach i relacjach między nimi. Żeby było smaczniej powstały one na bazie prawdziwych polskich przysłów i powiedzeń i są cudownie zobrazowane. Każdemu kociemu powiedzonku towarzyszy jedna ilustracja. Książka idealna dla kociarzy ale także jako oswajacz dla kotofobów. Ostrzegamy: można uśmiać się do łez! Przytaczamy kilka naszych ulubionych powiedzonek: „Mowa jest srebrem, a miauczenie złotem”, „Jak sobie pościelisz, tak kot się wyśpi”, „Niedaleko pada właściciel od kota”, „Nie wywołuj kota z kuwety” i nasz faworyt: „Człowiek człowiekowi wilkiem, a kot kotu kotem”.

Ciekawostka: Ilustrująca książkę Anna Nowocińska-Kwiatkowska tak bardzo upodobała sobie stworzone na potrzeby projektu postacie kotów, że tworzy je teraz również w trójwymiarze. Polecamy obejrzeć jej portfolio: http://nowokwiat.digart.pl/ lub tutaj: http://kartoszkiikartinki.blogspot.com/

Autor: Przemek Wechterowicz
Ilustracje: Anna Nowocińska-Kwiatkowska
Wydawnictwo: MG

10 kwietnia 2012

Dodano: 4/10/2012

Pod koniec marca, więc całkiem niedawno, Ładne Halo wydało coś ładnego i nowego. Książka świeżutka, pachnąca, wydana z najwyższą starannością, a przede wszystkim z solidną pozytywną historią i pięknymi ilustracjami.

Dziś wszyscy ciągle czegoś szukają i za czymś biegną, ale tak naprawdę ważne jest nie to, czego szukamy, ale to co znajdujemy i to co spotyka nas po drodze. Wydaje mi się, że taka właśnie nauka płynie z tej historii, choć pewnie każdy może ją trochę inaczej zinterpretować.
Trójnogi bohater oprowadza nas po swoim świecie pełnym ciekawych postaci, miejsc i zapachów. Przemierzamy ulice, zaułki, śmietniki, park. Mijamy kioski, schody, ławki, sklepy i podwórka. Spotykamy znanych i nieznanych ludzi, zakochane pary, sklepikarzy, staruszków, dzieciaki. Wąchamy jabłkowe obierki, ołówki, szynki, wełniane marynarki, gazety i parasolki. Ale wciąż nie znajdujemy. Aby znaleźć coś ważnego należy się na chwilę zatrzymać i wsłuchać się, a właściwie wwąchać się w otaczający nas świat i wtedy wszystko staje się jasne! Polecamy Wam nie tylko przeczytać tę sympatyczną historię, ale także zatrzymać się na chwilę i zastanowić się nad celem własnych poszukiwań!  

Może jeszcze słowo o ilustracjach, które wyjątkowo nas ujęły. Marta Szudyga zrobiła z tą książeczką coś, co nie do końca wydawało mi się możliwe – połączyła stylistykę retro z nowoczesną świeżością. Od kilku lat śledzę jej poczynania przez digart.pl, a mimo wszystko bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie poziomem tej publikacji. Marcie przepowiadam wielką karierę i gratuluję pięknego debiutu na księgarskich półkach!

p.s. a propos szukania - jeżeli dobrze poszukacie, a my się nie mylimy, to na kartach książeczki można dostrzec Macieja i Asię z Ładnego Halo :)


Autor: Joanna Guszta, Ilustracje: Marta Szudyga
Wydawnictwo: Ładne Halo


30 marca 2012

Dodano: 3/30/2012

Z kilkudniowym poślizgiem zdajemy relację z pobytu w Budapeszcie.
Niestety, jak na złość w dniach, w których wizytowaliśmy to miasto jedyny sklep komiksowy, jaki udało się nam znaleźć był zamknięty. No cóż, może innym razem. Ewentualnie dysponujemy sprawdzonym, świeżym adresem gdyby się ktoś wybierał.
Nie wiemy za bardzo czy sklep ten wniósłby coś innego niż oferta węgierskich księgarń. Można w nich znaleźć całkiem sporą kolekcję amerykańskich reprintów, ale nic rodzimego.
Dlatego zwiedzająć miasto szukaliśmy dalej.
Znaleźliśmy kilka wartych polecenia księgarń, kawiarnio-pracowni i concept store'ów. To właśnie od jednego z concept store'ów zaczniemy. Głównie ze wzglęgu na sporą kolekcję bajeczek ilustrujących w nowoczesny sposób klasyczne bajki z wilkiem. Jak wiadomo wszystko co wilcze bliskie jest naszym sercom :)
Rododendron – bo o nim właśnie mowa jest typowym concept storem skoncentrowanym na rzeczach pięknych i dobrze zaprojektowanych. Całkiem przestronna powierzchnia sklepu wypełniona jest bardzo zgrabnie gadżetami, biżuterią, obrazkami, przypinkami, torbami książkami i albumami. Białe ściany i białe półki prezentują w nieprzeładowanej formie kolorową ofertę węgierskich wyrobów artystycznych i designersich. Bardzo przyjemnie suneło się od jednego punktu w sklepie do drugiego :) Można tu też zaopatrzyć się w aparat do lomografii i różne gadżety z tym zwiazane (dla zainteresowanych).
Szczególnym zainteresowaniem obdażyliśmy serię ilustrowanych książeczek opowiadająych klasyczne bajki w bardzo nowoczesny i innowacyjny sposób. Wsród tych bajek znalazły się m.in. "Czerwony kapturek" oraz "Trzy małe świnki", czyli bajki z klasycznym antagonistą, a naszym ulubiencem – wilkiem.
Tak więc, ze sklepu wyszliśmy w towarzystwie kilku ksiażeczek z budapeskiego wydawnictwa Csimota. Wkrótce je zaprezentujemy.

Rododendron
19 Semmelweis street, Budapest, 1052 Hungary
http://www.rododendronart.com


Te same książeczki znaleźliśmy chwilę później w innym ciekawym miejscu. Podobnego miejsca jeszcze nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Bowiem Printa to pracownia sitodruku, concept store, przestrzeń wystawiennicza i kawiarnia w jednym. Po prostu wszystko co dobre pod jednym szyldem. Oprócz ciekawych pozycji książkowych, można kupić tu designerskie recyclingowe torby szyte ze starych kurtek, kolczyki z komputerowych taśm lub bieliznę z nadrukami tworzonymi w pracowni.

Printa
Rumbach Sebestyen utca 10, 1075 Budapest VII,
www.printa.hu


Inną ciekawostką, na którą trafiliśmy tuż obok naszego hotelu jest mała francuska księgarnia - Librairie Latitudes. Dużo komiksów i ilustrowanych książek po francusku. Więc jak ktoś chciałby z Węgier przywieść coś francuskiego to polecamy :).

Librairie Latitudes
1077 Budapest
Wesselényi utca 11
http://www.latitudes.hu/


Ogólnie po przejściu się przez miasto mieliśmy wrażenie, że jest w nim mnóstwo księgarń – mniejszych i większych. Nam do gustu przypadła najbardziej ta pod szyldem Libri (ciekawe czemu?). Z tego co zdążyliśmy się zoorientować to sieciówka, ale całkiem przyjemna i dobrze zaopatrzona.
W swojej ofercię mają sporo komiksów Marvel'a i DC po węgiersku.
W Libri udało się nam jeszcze znaleźć jedną książeczkę z wydawnictwa Csimota, która jak się okazało wydana jest zarówno po węgiersku, jak i w języku angielskim.

Libri
1053 Budapest
Kossuth Lajos utca 18
http://www.libri.hu/

Zapraszamy do oglądania wnętrza sklepu Rododendron.


20 marca 2012

Dodano: 3/20/2012

Ostatnio znów miałem apetyt na supebohaterski klimat. Tym razem na coś mniej znanego, mniej popularnego, coś w stylu Asha. Pamiętacie wydany w Polsce przez Tm-Semic album Batman - Miecz Azraela, rysowany przez Joe Quesadę? Uwielbiałem ten komiks, głównie z powodu ostrych, mrocznych rysunków Quesady oraz samej postaci Azraela. Mam nawet kilka egzemplarzy tego komiksu przez wzgląd na sentyment. To właśnie Quesada odpowiedzialny jest za świetny projekt postaci Anioła Zemsty.
Dwa lata po publikacji Miecza Azreala Joe zakłada wraz Jimmy'm Palmiotti własne wydawnictwo Event Comics. To w nim daje życie nowemu bohaterowi zrodzonemu w płomieniach, a żeby paradoks był silniejszy, główny bohater prywatnie jest strażakiem. Widać, że pan Quesada ma małego piromana w głowie. Zamienił jedynie ognisty miecz i ostrza Azraela na ogniste konstrukty (w tym ostrza z nadgarstków) Asha.

Samo origin głównego bohatera jest tak idiotyczne, że po prostu szkoda o nim wspominać. Seria ukierunkowana jest zdecydowanie na typowe superbohaterskie show. W każdym z odcinków główny bohater walczy z innym złoczyńcą. Czyli dokładnie to, czego oczekiwałem od tego komiksu.
Do tego dochodzi wątek życia prywatnego, na którzy autorzy zdecydowanie nie mieli pomysłu. Zdaje się być wciśnięty na siłę. Ashley Quinn (czyli Ash bez kostiumu) stracił całą swoją rodzinę, ma tylko kolegów z pracy i kota. To i tak daje więcej niż to, co ma Batman, ale nie zmienia faktu, że przerywniki z jego życia prywatnego są po prostu beznadziejnie nudne.

Jako bonus (w zamyśle autorów) dostajemy masę smaczków puszczających do nas oko z kadrów komiksu. Biorąc pod uwagę ich liczbę mam wrażenie, że w tamtych latach takie zabiegi były uważane za "cool". W każdym razie Quesada przesadził z rysowaniem logosów komiksów z innych wydawnictw na koszulkach swoich bohaterów. Obok koszulek są też przyjemne smaczki jak choćby para "wylizanych" prowadzących wiadomości, imieniem Clark i Lois, zaskakująco podobna do pary z komiksów DC.

Trochę zawiodłem się na rysunkach Joe'a. Zdecydowanie jego wcześniejsza praca nad Azraelem dla DC stała na wyższym poziomie. Może tworzenie dla własnego wydawnictwa sprawia, że luzujesz się za bardzo :)

Reasumując - postać Asha warto poznać, szczególnie, że jest to w pełni autorski projekt gościa, który zajmował (chyba już nie zajmuje) stanowisko Chief Creative Officer w Marvel'u.

Na koniec dodam, że poluję jeszcze na komiks Azrael/Ash, w którym Quesada aranżuje spotkanie swoich dwóch ognistych kreacji. Gdyby ktoś coś wiedział ...

Autorzy: Joe Quesada, Jimmy Palmiotti
Wydawnictwo: Event Comics


8 marca 2012

Dodano: 3/08/2012

Pierwszy "wewnętrzny" fanart autorstwa Grzegorza Teszbir. 
Czy trzeba pisać, że bardzo lubi komiksy i książeczki dla dzieci?
Poza prowadzeniem tego bloga, prowadzi milion innych, a w wolnej chwili pracuje jako grafik freelancer.
Nieaktualne portfolio można znaleźć tutaj: www.teszbir.com

Ps. "Modelka" na zdjęciu to siostra Weroniki :)

6 marca 2012

Dodano: 3/06/2012

Sto czterdzieści dwie strony wymownych szeptów, płynących wprost z misternych ilustracji. Szkoda by było zagłuszyć je niepotrzebną treścią.
Tak więc ciii.... i podziwiajcie bez końca.

Autorzy: Paweł Garwol, Roman Lipczyński
Wydawnictwo: Kultura Gniewu


27 lutego 2012

Dodano: 2/27/2012

Pierwszy wilczy fanart wykonał dla nas Sebastian Skrobol (dzięki Seba!)  

Sebastian Skrobol - wrocławski twórca komiksowy, wielokrotnie wyróżniany w festiwalowych konkursach za swoje krótkie formy komiksowe. Jego prace publikowane były w różnych katalogach, albumach zbiorczych i antologiach. Zawodowo pracuje jako storyboardzista, ilustrator, kolorysta oraz grafik tworząc gry na urządzenia mobilne.
W przyszłości jednak, jak sam twierdzi, chce zostać dinozaurem.


Zapraszamy do podziwiania!