środa, lipca 23, 2014

Na szybko nadrabiamy zaległości. To już chyba będzie ostatnia publikacja przywieziona z Comic Invasion Berlin, jaką chcemy pokazać i jednocześnie drugi komiks z niemieckiego wydawnictwa Jaja Verlag, który wylądował na naszej półce (pierwszym był EARTH unplugged).
Stary, dobry przyjaciel umiera i zostaje pochowany w rodzimym ogrodzie. In our garden to wzruszająca, retrospektywna historia śmierci czworonożnego członka rodziny. Autorem komiksu jest Claus Daniel Herrmann i jak możemy się domyślać to on sam żegna się za pomocą tego komiksu ze swoim ukochanym psem Dianą.
To bardzo krótki, wydany w niewielkim formacie komiks. Ilustracje utrzymane są w spójnej, rudoczerwonej/bordowej kolorystyce, zaś stylistycznie kreska Herrmanna przypomina
mi rysunki Marcina Podolca czy braci Surma. Zresztą możecie to sami ocenić, szczególnie, że komiks w całości dostępny jest na stronie autora
Autor: Claus Daniel Herrmann
Wydawnictwo: Jaja Verlag

poniedziałek, lipca 21, 2014

Polski komiks autorski ma się coraz lepiej, trudno z tym dyskutować. Wydawcy coraz chętniej i częściej wydają nowe tytuły polskich twórców. Powstaje coraz więcej komiksów, których historie oparte są na wspomnieniach autora lub osadzone są w realnej przestrzeni jakiegoś miasta/miasteczka/wsi. To właśnie te miasta będą bohaterami cyklu, którego pierwszy wpis właśnie czytacie. Jakiś czas temu zwróciliśmy uwagę jak istotną rolę w odbieraniu historii ma identyfikacja czytelnika z opisywanym, prezentowanym w komiksie miejscem. Wówczas zadaliśmy sobie pytanie - no dobra, a ile jest komiksów, których historia rozgrywa się we Wrocławiu? Dla przykładu, nie muszę się specjalnie wysilać, żeby podać kilka tytułów komiksów, w kadrach których wyrysowana jest Warszawa, z Wrocławiem nie było już tak łatwo. Poniżej efekt naszych poszukiwań. Początkowo chcieliśmy uniknąć komiksów historycznych, ale szybko okazało się, że bez nich ta lista wyglądałaby jeszcze skromniej.


Powroty
Wydany w niewielkim nakładzie komiks autorstwa Katarzyny Kaczor opowiada uniwersalną historię o rozstaniach i powrotach ze spotkań z chłopakiem z innego miasta. Miastem, do którego przyjeżdża bohaterka komiksu jest właśnie Wrocław. Poza zarysami mało charakterystycznych osiedli, w komiksie możemy znaleźć planszę, na której uchwycone są kadry peronu na wrocławskim dworcu kolejowym. Co ciekawe, autorka uwieczniła fragmenty dworca sprzed wielkiego remontu, tuż przed Euro 2012. 
Autor: Katarzyna Kaczor
Wydawnictwo: Centrala

poniedziałek, lipca 14, 2014

Regulamin na lato to kolejna po Przybyszu i Opowieściach z najdalszych przedmieść publikacja genialnego, australijskiego autora, laureata wielu prestiżowych nagród - Shaun Tana.
Jest to książka pozbawiona typowej narracji czy fabuły. Stanowi ona zbiór kilkunastu nieformalnych, nie powiązanych ze sobą w oczywisty sposób zasad i wniosków wynikających ze wspólnego, wakacyjnego doświadczenia dwóch braci. "Tego nauczyłem się ostatniego lata" - zdaje się mówić młodszy brat na wstępie Regulaminu. Dowiadujemy się, że lato i okres wakacji, mimo, że beztroski rządzi się pewnymi regułami i jeżeli chcemy czerpać z niego jak najwięcej, wypada byśmy te reguły znali. W tym celu Shaun zabiera czytelnika na przedmieścia australijskiego Perth, wyciągając z pamięci piękne wielkoformatowe obrazy ze swojego dzieciństwa, którymi ilustruje każdą ze spisanych w książce reguł. Malowane farbami olejnymi, plansze budują dziecięcy świat wyobraźni, w którymi zanurzeni są jedynie dwaj bracia. Brak w nim dorosłych, są tam tylko oni, przygoda i magia lata. 

Na koniec pamiętaj -  "Nigdy nie przegap ostatniego dnia lata". To naprawdę przepiękna książka, jak zwykle Tan zachwyca swoim talentem, dlatego łap tę publikację, póki jeszcze trwa lato. :)

Autor: Shaun Tan
Wydawnictwo: Kultura Gniewu

niedziela, lipca 06, 2014

Na 5 lipca przypada 25 rocznica pamiętnych wydarzeń ze Stoczni Remontowej "Andżej" we Wrocławiu gdzie na styropianie spotkali się: szef zakładowych związków zawodowych *Fil, lider wydawnictwa podziemnego XNDR i pracoholik Bele - powołując do życia najsłynniejsze niezależne wrocławskie wydawnictwo komiksowe BAZGROLLE!!
Na okrągłą 25. rocznicę KOLEKTYF przygotował pierwszą na taką skalę retrospektywę Bazgrolle pod tytułem "Bazgrolle: Historia Sukcesu", na której zobaczyć będzie można nagradzane komiksy, szkice, projekty, wycinki z historii, poznać samych twórców oraz nabyć kolekcjonerskie egzemplarze klasycznych Bazgrollowych komiksów...
- Tak na wystawę zapraszali sami organizatorzy. Skusiliśmy się, wyrwaliśmy się z domu i wpadliśmy na wernisaż do galerii Kolektyf. Jak było? Na wypasie i w pełnej klasie. Firmowy szampan i piwo lały się litrami - Myśmy tam byli i Don Bazgrollon litrami pili.
Hajs (kurczako-dolary) początkowo walał się na stole, później latał w powietrzu, po to by ostatecznie skończyć pod butami odwiedzających galerię. Powiedzieć, że było bogato to jakby skłamać. No i sztuka, komiksowa sztuka przez duże "SZY". Jednak żadne słowa nie opiszą tego jak było na prawdę, niech więc przemówią zdjęcia.

Wystawę można zobaczyć do 2 sierpnia w galerii Kolektyf, ul.Rydygiera 23, Wrocław. Więcej info znajdziecie na profilu facebook Bazgrolli.


wtorek, lipca 01, 2014

Na rynku książek dla dzieci już jakiś czas temu zaczęły się pojawiać publikacje dotyczące różnych „nieładnych” spraw, także tych związanych z fizjologią. Myślę, że śmiało można to nazwać trendem. Była już Mała książka o kupie, O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę, Kupa - przyrodnicza wycieczka na stronę i pewnie jeszcze kilka, o których nie mam pojęcia. A pojęcia mogę nie mieć, bo ten trend mnie jakoś nie uwiódł. I to nie dlatego, że tematyka mnie odrzuca, ale raczej rysunki w tych pozycjach najzwyczajniej mnie nie przekonały, a jak już pewnie zdążyliście zauważyć, to dla nas (mnie i Grzegorza) najwyższe kryterium.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z Metryką nocnika. Książkę zilustrowała bowiem Marianna Sztyma, którą możecie kojarzyć choćby z ilustracji do prezentowanej u nas książki Oto kot lub ilustracji prasowych (m.in. Twój Styl, Wysokie Obcasy). Marianna odpowiada jednak nie tylko za prześwietne ilustracje, ale również za całość oprawy graficznej do książki, a ta także jest bardzo zgrabnie zaprojektowana.
Dużo tu ciekawych rozwiązań. Obwoluta jest jednocześnie grą planszową i osią czasu, a żeby do niej dotrzeć musimy otworzyć wewnętrzne skrzydełka, które wyglądają jak drzwi do toalety. Jak wiecie, jesteśmy fanami kreatywnych wyklejek i na tym polu ta publikacja również przoduje – całość wyklejki wygląda jak ściany publicznej toalety – jest zapisana śmiesznymi hasełkami.

Ale dość o wizualnych uciechach. Ta książka jest przede wszystkim bardzo dobrze napisana i wprost zasypuje czytelnika ilością ciekawostek związanych z wypróżnianiem. Choć tytuł wskazuje na to, że będzie to historia nocnego naczynia, to publikacja znacznie szerzej opisuje, że tak to nazwę - kulturę toaletową. ;) Autorka, Iwona Wierzba, przeprowadza nas przez historię ludzkości zatrzymując się na istotnych, z punktu widzenia tematu książki, wydarzeniach. Dowiadujemy się zatem m.in., że już w piramidach znajdowały się toalety; że w starożytnym Rzymie istniały 144 publiczne toalety; że Średniowiecze, powinno nazywać się raczej „śmierdzącymi wiekami”; że Królowa Wiktoria używała toalety ziemnej, a w kosmosie można natrafić na dryfujące kupy astronautów. Wiele znanych nazwisk, ogrom historycznych wydarzeń. Tytułowy nocnik to jedynie pretekst, do podjęcia szerokiej tematyki toaletowej.

Nie wiem czy wspomniany wcześniej trend jest pożyteczny, czy może raczej zbyteczny, ale Metrykę nocnika uznaję za bardzo wartościową publikację. Piękne ilustracje w połączeniu z ciekawie podaną wiedzą zawsze będą w cenie.

Tekst: Iwona Wierzba
Ilustracje: Marianna Sztyma
Wydawnictwo: Albus
Metryka Nocnika, Joanna Sztyma, Iwona Wierzba

wtorek, czerwca 24, 2014

Przez chwilę mieliśmy zastój z nowymi fanartami, stąd część z Was mogła zauważyć nasz apel na facebooku zachęcający do podsyłania ilustrowanych wariacji na temat naszego wilka Lupusa. Na wezwanie zareagował między innymi Dawid Malek, który narysował dla nas nie jeden, a dwa fanarty. Wam dane będzie zobaczyć tylko jeden, najfajniejszy. Drugi zachowaliśmy dla siebie i tylko siebie.
Od początku tego bloga, nasz wilk doczekał się kilku nietypowych wariacji na swój temat. Do tej pory był już: kolekcjonerską figurką, graffiti na ścianie, ba, został nawet sportretowany jako lis (w dodatku dwa razy). Fanart Dawida również dołączy do grona nietypowych rozwiązań w temacie naszej blogowej maskotki. Za chwilę sami się o tym przekonacie.
Nam się najnowszy fanart ogromnie podoba i mamy nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu.
Zanim jednak zanurzycie wzrok w świetnych pracach Dawida pozwólcie, że się Wam przedstawi.
Dawid o sobie:
Studiuję projektowanie graficzne na katowickiej ASP. Zajmuję się głównie ilustracją książkową i prasową oraz plakatem. Jestem zapalonym graczem, grywam zwłaszcza w gry typu jRPG i nie ukrywam, że kiedyś chciałbym spróbować swoich sił na polu concept-artów. Inspiruje mnie wszystko, co mnie otacza, od rzeczy błahych po te bardziej istotne. Staram się eksperymentować, ciągle poszukuję nowych środków wyrazu, nie chcę się zamykać w jednej stylistyce, a jednocześnie zależy mi na zachowaniu indywidualnego rysu moich prac. Wyznaję zasadę, że to prace powinny mówić same za siebie, w związku z tym zapraszam do zapoznania się z moją twórczością.

środa, czerwca 18, 2014

Jak na autorów wilczego bloga przystało, uwielbiamy bajkę o Czerwonym Kapturku. I choć w tej konkretnej publikacji motyw baśniowy potraktowany został dość luźno i służy do przekazania istotnych treści, a Wilk stał się perwersyjnym i obleśnym gościem, to i tak jesteśmy zachwyceni.

Po pierwsze dlatego, że treść książki, choć wcale niebłaha, to napisana jest prosto i dobitnie, a jednocześnie z dużą, swoistą dla bajek, swobodą fabularną. Mam prawo i nie zawaham się go użyć to mądrze zakamuflowana i sprytnie zaserwowana kwintesencja praw dziecka. Nie znajdźcie tutaj suchych i niezrozumiałych dla samych zainteresowanych paragrafów. Znajdziecie za to dziewięć historii, przez które przeprowadza nas Czerwony Kapturek i na przykładzie każdej z nich objaśnia jasno do czego ma prawo każde dziecko. Do tego dochodzi jeszcze spora doza humoru – uśmiałam się nieźle z babci czytającej "Komputer Świat" oraz z pierników z napisami "Spadówa", "Sio" i "Wynocha". Całość, mimo baśniowych akcentów, osadzona jest w rzeczywistej scenerii: ulica, dom, szkoła. Są to miejsca dla dzieci bliskie, a zatem sytuacje łatwiejsze do wyobrażenia. Choć niektóre zawoalowane trochę baśniową osłoną, to łatwe do przetransponowania na prawdziwe życie. Co prawda - żadne dziecko nie będzie od dziś biegać, jak główna bohaterka, z arkuszami papieru z wypisanymi na nich Prawami Dziecka, ale to właśnie ten element bajkowości i dobitności, o którym pisałam wyżej. A sama powtarzalność sytuacji, z kreskówkowym motywem wyciągania z rękawa, ręcznika itp. wielkiego arkuszu papieru, to fajne podkreślenie momentu, w którym należy zareagować, coś powiedzieć, coś zrobić.

Drugim argumentem wpływającym na nasz zachwyt są ilustracje i projekt graficzny, za którymi stoi Edgar Bąk. Bez ogródek – przepadamy za jego uproszczonym stylem i plakatowym traktowaniem stronic książki. Znów, podobnie jak w przypadku Kto ty jesteś, w książce znajduje się co najmniej kilka stron, które spokojnie można oprawić i powiesić w mieszkaniu. To takie swoiste smakołyki, np. twarz zmarzniętej Dziewczynki z zapałkami albo cyfra 5 z basenową drabinką. Bella, fantastiko, łał.

Uważam, że to publikacja ważna i potrzebna. Dzieciakom uświadamia bardzo konkretnie ich prawa, a dorosłym przypomina, że dzieci z rybami nie mają nic wspólnego.
Nad książką honorowy patronat objął Rzecznik Praw Dziecka – Pan Marek Michalak.
A duet Bąk i Olech po raz kolejny udowodnił, że tandem z nich nieziemski! Czekamy na następne publikacje!

Tekst: Joanna Olech
Ilustracje: Edgar Bąk
Wydawnictwo: Wytwórnia

czwartek, czerwca 12, 2014

Jakiś czas temu pisaliśmy na facebooku, że Goverdose wydało limitową, kolekcjonerską talię kart, w której każda karta zilustrowana została przez innego polskiego grafika, ilustratora czy projektanta. Przypomniało nam to jeden z naszych zagranicznych zakupów, który koncepcyjnie nawiązuje do projektu Goverdose. PicTarot, ponieważ o nim mowa, to talia kart tarota zilustrowana przez mniej lub bardziej znanych, zagranicznych artystów. Moglibyście się doczepić, że znów prezentujemy gadżet niebędący publikacją. Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko to, że wielu z artystów biorących udział w projekcie PicTarot ma na swoim koncie przynajmniej jeden komiks lub picturebooka. Ba, część z tych artystów pojawiła się nawet na tym blogu, np Tim Biskup czy Moki.
Stawiać tarota nie potrafimy ale jakoś nie wydaje mi się, że tego typu karty kupują ludzie, który chcą sobie powróżyć. My nie chcieliśmy. Jest to bardzo fajny i ładny gadżet, który doczekał się też wersji na telefon. Co ciekawe, wersja na telefon kosztuje niecałego dolca i z tego co widzę jest rozszerzona o więcej kart. Ktoś kto się zna na tarocie pewnie by nam wytłumaczył dlaczego daliśmy się oszukać kupując wersję w pudełku. Mimo wszystko i tak wolę wersję papierową na półkę, niżeli na ekran telefonu, ale "jak się niema co się lubi, to się lubi co się ma", a za 0,99 $ możecie mieć te karty od ręki.

Artyści: Różni
Wydawnictwo: Pictoplasma Publishing

wtorek, czerwca 03, 2014

To pierwsza publikacja dla najmłodszych wrocławskiej ekipy Bazgrolle, wydana na fali rosnącej popularności komiksów dla dzieci, w ramach nowego imprintu Bazgrolle Kids.
Komiks opowiada o przygodach trzech kumpli: Kurczaka Radka, Dżorżda i Ludka, którzy mieszkają na tym samym osiedlu. Centralnym punktem wszystkich historii jest tytułowy trzepak, czy raczej, jak to wymawiają bohaterowie komiksu "czepak". To właśnie na "czepaku" naszym bohaterom do głowy wpadają najlepsze pomysły na kolejne niesamowite przygody. Chłopaki poznają nowych przyjaciół, budują bazę na drzewie i odkrywają zapomniane tajemnice osiedla, a w międzyczasie piją oranżadę i zajadają się watą cukrową. Jednak nie każdy dzień jest tak kolorowy jakby się wydawało. Chłopaki muszą cały czas mieć się na baczności, żeby ich zabawy nie popsuły dziewczyny lub co grosza, Głupi Wojtek ze swoim kumplem.

To pięćdziesiąt kolorowych stron przygód Kurczaka Radka oraz jego przyjaciół z osiedlowego trzepaka. Trochę taki tribute dla klasycznych serii z Cartoon Network. Zabawne, ultra kolorowe i trochę niepoprawne - taki miks, który (jestem przekonany) dzieciaki uwielbiają (ja uwielbiałem). Ja byłem zachwycony, a mam w sobie więcej dziecka niżeli niejedno dziecko. ;)
Autorem komiksu jest młody (podobno nie taki już młody), wrocławski ilustrator i twórca komiksów Filip "FIL" Wiśniowski. Ma na swoim koncie takie tytuły komiksowe jak Sikalafo, Zaklęcie Boga Pytona, Niebezpieczny Kurczak czy Kotek i Myszka. Co ciekawe - dwa ostatnie komiksy prezentują przygody dorosłych bohaterów Bazgrołków - Dżodża, Ludka i Radka. Więc starsi czytelnicy mają dodatkowo szansę spojrzeć na Bazgrołki jako zabawę wykreowanymi już wcześniej postaciami, taki smaczek. 
Wizualnie komiks utrzymany jest w stylistyce dziecięcej kreski, nieskrępowanej symetrią i proporcjami, momentami nierównej. Płaskie, pastelowe kolory podkreślają dziecięcy charakter ilustracji.
Całość zebrana w formie małego albumu (grzbiecik), ze sztywną, punktowo lakierowaną okładką ze skrzydełkami.

Polecam ten komiks, ponieważ to fajna zabawa.

Autor: Filip "FIL" Wiśniowski
Wydawnictwo: Bazgrolle
Kup sobie ten komiks

środa, maja 28, 2014

Ta pozycja to już druga publikacja z serii Najlepsze Dyplomy Graficzne wydawanej przez wydawnictwo Brambla. Pierwszą była książka dla najmłodszych Śląskie Mity, którą w zeszłym roku prezentowaliśmy na naszym blogu. Tym razem Brambla wybrała coś zgoła odmiennego, już nie książkę dla dzieci tylko poradnik. Praktyczny Poradnik Młodego Projektanta to praca magisterska Magdaleny Rolki, stanowi on zbiór wywiadów z polskimi projektantami graficznymi. Każdy, kto interesuje się projektowaniem graficznym rozpozna te dziewięć nazwisk bez trudu: Bąk, Bogucka, Cieślak, Korzekwa, Mizieliński, Oslislo, Skakun, Sowiński, Wolny. Prace kilkorga z nich gościły również na tym blogu. Designerzy opowiadają o swojej pracy, inspiracjach i między wierszami doradzają młodym adeptom projektowania. Dużo ciekawych spostrzeżeń związanych z zawodem projektanta, czasem sprzecznych - wiadomo, każdy ma swoją, nie zawsze uniwersalną wizję/podejście do pracy - ale, ogólnie wiele wartościowych rad. Tytuł może być trochę mylący. Poradnik w gruncie rzeczy skierowany jest do każdego, kto zajmuje się zawodowo projektowaniem graficznym, nie tylko osób zaczynających przygodę w tym zawodzie. Sporo cennych spostrzeżeń wyniesie z tej książki każdy, nawet dizajner z wieloletnim stażem. Zresztą, przyjemnie jest poczytać o pracy doświadczonych kolegów po fachu. ;)

Magdalena Rolka -  to młoda projektantka, która udowodniła na przykładzie tej publikacji swoje wszechstronne umiejętności. Nie tylko samodzielnie przeprowadziła wywiady z projektantami, ale także graficznie opracowała, zilustrowała i złożyła całą publikację. Spokojnie można powiedzieć, że Poradnik jest popisem rewelacyjnych zdolności Magdaleny. Ilustracje są smaczne, skład bez zarzutu, koncepcja graficzna spójna. Całość to dobrze zaprojektowany skrypt, który śmiało można wręczać świeżo upieczonym studentom kierunków projektowych wraz z legitymacją studencką lub absolwentom wraz z dyplomem (ale nie tylko, co będziemy podkreślali).
Patronat nad publikacją objęło STGU, już sam ten fakt powinien Wam potwierdzić, że jest to wartościowa, świetnie zaprojektowana publikacja.

Opracowanie: Magdalena Rolka
Wydawnictwo: Brambla

poniedziałek, maja 26, 2014

Nikola Kucharska o sobie: Kiedy nie rysuję myślę o rysowaniu, albo śni mi się, że rysuję. Uwielbiam czytać wszystko - etykietki do szamponów, dzieła współczesne i klasykę literatury. Zbieram gumki recepturki, ptasie pióra i starocie. Hobbystycznie piszę opowiadania na starej maszynie do pisania. Mieszkam z 2 czarnymi kocicami i kaktusem, Baltazarem. Jestem grafikiem i ilustratorem, wykonałam ilustracje do Księgi Urwisów Niziurskiego oraz Koziołków Pana Zegarmistrza Chotomskiej. Studiuję projektowanie graficzne na Katowickiej ASP. Inspirują mnie tradycyjne ilustracje, nawiązujące do malarstwa.

Ta prosta, rymowana książeczka odpowiadająca na pytanie "o czym śnią psy" oryginalnie była wydana jako limitowana, ręcznie drukowana (letterpress) książka w nakładzie 100 egzemplarzy i z pewnością byłaby niezłą gratką na naszej półce. Niemniej jednak księgarniane wydanie "Dog Dreams", którym musieliśmy się zadowolić też jest niczego sobie. Szczególnie, że ilustracje, mimo druku maszynowego, utrzymane są w klimacie starych sitodrukowych wydruków, z małymi niedoskonałościami w postaci niedobić, rozjechanych i nakładających się warstw dwóch kolorów (niebieskiego i czerwonego). Autorem książki jest Michael Wertz, ilustrator i drukarz i to właśnie zamiłowanie do klasycznych technik drukarskich zdeterminowało styl jego ilustracji, co zresztą widać w jego pracach. Tworzy głównie proste, przeważnie dwukolorowe ilustracje, łatwe do powielenia za pomocą sitodruku czy też letterpressu. Jeżeli będziecie mieli kiedyś okazję kupić książkę zilustrowaną przez Wertza to polecam z pełną odpowiedzialnością.
Autor: Michael Wertz
Wydawnictwo: Gingko Press

środa, maja 14, 2014

Pod koniec kwietnia, przy okazji wizyty w Berlinie wybraliśmy się na jednodniową imprezę komiksową Comic Invasion Berlin. Cała impreza miała miejsce przy Urban Spree Gallery, przy Warschauer Str. (tak, polski akcent ;). Miejsce bardzo klimatyczne, ponieważ położone poniżej poziomu ulicy na terenach poprzemysłowych (obstawiamy starą zajezdnię tramwajową). Cały kompleks jest o tyle fajny, że przewija się przez niego masa ludzi. Pokazy pirotechniczne, knajpki, ogródki piwne, otwarte w nocy galerie sztuki, ścianka wspinaczkowa i masa innych atrakcji. Najlepszą rzeczą z tego wszystkiego i tak była "firma" organizująca noce zwiedzanie miasta w małych gokartach stylizowanych na stare autka. Rewelacja! Tylko trzeba sobie odpuścić alkohol na cały dzień.

Wracając jednak do imprezy komiksowej, trudno byłoby ją nazwać festiwalem. Przy Urban Spree Gallery regularnie odbywają się jakieś imprezy, a ta była po prostu kolejną z rzędu, tylko z akcentem komiksowym. Nie było w niej przepychu komiksowego znanego z naszych polskich festiwali, brak tutaj czystego geekostwa, co pewnie zawiodłoby wielu fanów/uczestników polskich imprez komiksowych. Nikt się nie przebierał, ba, mało kto miał koszulkę komiksową, a mimo to atmosfera była rewelacyjna, świetna, odprężająca wręcz. Cała energia imprezy była skumulowana na placu przed galerią. Były warsztaty z robienia scenagrafii do animacji, warsztaty rysunku, robienie masek, dwóch panów malowało oldschoolowe szyldy na życzenie. Wszystko w powolnym tempie, przy piwku i muzyką w tle. Ciekawostka: dj zapuścił w pewnym momencie zmiksowany kawałek Słuchaj Rytmu (dzięki Dominika).

Miłym akcentem (i kolejnym polskim) w części wystawienniczej było stoisko wydawnictwa Centrala, które niedawno przeniosła swoją siedzibę do UK. Sama część wystawiennicza była skromna, ale raczej adekwatna do kameralnej formy całej imprezy. Wystawiały się na niej wydawnictwa tj. Reprodukt, Avant-Verlag, księgarnie Renate Comics czy choćby nasza ulubiona Modern Graphics, niezależni wydawcy, znalazło się też stoisko z  komiksem francuskim, wystawiali się też twórcy ze swoimi komiksami, zinami czy plakatami. 
Sławy - był Cameron Stewart, przy stoisku którego za 20 eurosów można było kupić sygnowany egzemplarz jego komiksu Sin Titulo, gdzieś w tłumie przemieszczał się Tony Sandoval, a na gitarce podobno grał Mawil. Ciekawostką w części wystawienniczej była "maszyna do ilustracji" (Illumat) - wrzucasz życzenie, pieniądze, czekasz i dostajesz ilustrację tego co sobie zażyczyłeś. Nasz niemiecki pisany był (nadal jest!!!) na tyle słaby, że odpuściliśmy ... i nie chciało nam się stać w kolejce ... i widzieliśmy jakie ilustracje wypluwa "maszyna". ;)

Hitem (nie komiksowym) były trzy szklarnie postawione w centrum placu. Niemcy mają manię na punkcie ekologii. Taka mini szklarnia na kółkach, z mini ogródeczkiem w środku i dwoma krzesłami służy kontemplacji zieleni, to taka zamknięta (dosłownie), zielona strefa w środku miasta.

Czy wybierzemy się na kolejną edycję CIB? Specjalnie nie, ale chętnie skorzystamy jeszcze raz z pretekstu jakim była ta impreza by odwiedzić to miasto. ;)

Ps. no i nakupiliśmy trochę ładnych rzeczy, które będziemy starali się co jakiś czas wrzucać na blog.

piątek, maja 09, 2014

Właściwie to pełny tytuł tego cacka brzmi New York Postcards: 30 Illustrations from the Pages of The New Yorker and Beyond i w gruncie rzeczy tłumaczy on czym jest kolekcjonerski zestaw, który za chwile Wam zaprezentujemy. Tak, to zestaw pocztówek, czyli żaden komiks, żadna tam książka, troszeczkę naginamy reguły naszego bloga, ale to w końcu Adrian Tomine! Powinniście kojarzyć to nazwisko z wydanego w Polsce komiksu Niedoskonałości, który niestety nie oddaje w pełni talentu ilustratorskiego autora. Tomine operuje świetnie realistyczną, równą kreską, jego ilustracje są bogate w detal, ale są to szczegóły przemyślane, wyrachowane wręcz. Lubię myśleć o jego stylu jako "czystym", takim, w którym każda kreska ma uzasadnienie, kolory zaś są płaskim, stonowanym wypełnieniem, zamiast przesyconych, barwnych fajerwerków. Całość sprawia, że nie sposób nie kochać jego prac. Jest genialnym obserwatorem i odtwórcą rzeczywistości co doskonale pokazuje choćby na poniższych ilustracjach i pewnie dlatego idealnie sprawdza się jako ilustrator prasowy.
Pocztówki z Nowego Yorku to zbiór najbardziej znanych ilustracji Tomine uwieczniających przepiękne, często prozaiczne chwile mieszkańców tego miasta. To zestaw trzydziestu ilustracji, z których część była już publikowana w New York Drawings, a część z nich to okładki i ilustracje pochodzące z New Yorkera.

Kupiliśmy je na festiwalu Comics Invasion Berlin i chcemy więcej. 

Autor: Adrian Tomine
Wydawca: Drawn and Quarterly

środa, maja 07, 2014

„Pełnometrażowego” kryminału jeszcze na tym blogu nie było. Ale nie mogliśmy Wam tej publikacji nie pokazać. Niby normalna książka, do tego już 30-letnia fabuła, ale to wydanie tego tytułu to coś zupełnie wyjątkowego. Po pierwsze wydaje je zupełnie nowe wydawnictwo z Poznania – Mundin i co ciekawe od razu w dwóch wersjach językowych (PL i ENG). Po drugie okładka, ilustracje i skład graficzny to majstersztyki rzadko spotykane na naszym rynku wydawniczym, a już na pewno nie na półce z kryminałami. Stoją za nimi prześwietni graficy Ola Niepsuj i Honza Zamojski. W takim tandemie po prostu nie mogło się nie udać. Po trzecie, to dopiero pierwsza książka z całej serii przygód detektywa Hoke'a Mosley'a i każdą kolejną ma ilustrować inny polski młody twórca. Idea godna pochwały – już nie możemy się doczekać kolejnych części.

W otwierającej serię historii poznajemy Hoke'a Mosley'a podczas śledztwa dotyczącego dziwnej śmierci na lotnisku – krisznowiec umiera od złamanego palca. Perspektywa obserwacji zmienia nam się w zależności od tego, czy towarzyszymy przestępcy – Juniorowi, czy podążamy jego tropem wraz z detektywem. Poznajemy duszne Miami City głównie zza szyb samochodów i znad talerzy bohaterów. Pomysł z dodaniem do książki mapy okazał się w tym przypadku genialny. W treści co chwilę padają nazwy ulic i bez owej mapy może to być dość irytujące. Sama mapka jest uproszczona ale zawiera wszystkie niezbędne informacje i jest po prostu ładna – śmiało można powiesić na ścianie. ;) Natomiast kwestie jedzeniowe, to chyba konik autora. Na końcu książki pojawia się nawet przepis na jeden z przysmaków – ciasto octowe.

Urzekła nas także świeża kolorystyka publikacji. Choć na początku nie do końca wiedzieliśmy czym kierowali się projektanci. Po przeczytaniu poniższego cytatu, wszystko staje się jasne i klarowne: „W druku użyliśmy dwóch kolorów farb pantonowych: turkusu kojarzącego się z wodami zatoki Key Biscayne oraz czerwonego, o odcieniu piór flamingów zasiedlających plaże wokół Miami Beach.” Kochamy takie smaczki – to się nazywa przemyślany wybór.

Autor: Charles Willeford
Ilustracje i projekt okładki: Ola Niepsuj
Opracowanie graficzne, skład: Honza Zamojski
Wydawnictwo: Mundin

 
undefined