poniedziałek, kwietnia 25, 2016

Pierwsza myśl, jaka przebiegła mi przez głowę po odczytaniu tytułu tej książki, była mniej więcej taka: 30 trampolin? To musi być niesamowita historia. Nie potrafiłam sobie bowiem wyobrazić aż tylu trampolin naraz. Okazało się, że tak naprawdę trampolina jest jedna, ale występuje w 30 wersjach. I nie chodzi tu o różne modele trampolin dostępne na rynku. Autorka stworzyła 30 różnych wersji tej samej krótkiej historyjki – to jakby 30 różnych równoległych światów, w których niby dzieje się to samo, ale zawsze trochę inaczej. Za każdym razem bazą są wydarzenia jednego wakacyjnego popołudnia. Para bliźniaków – Łukasz i Zosia spędzają je razem z mamą na basenie i rolkach. Po powrocie czeka ich w domu niemiła niespodzianka – ich ogrodowa trampolina znika. Z ust Łukasza padają pewne niechlubne przypuszczenia, ale już po chwili tata wyjaśnia całej trójce niezwykłe zaginięcie trampoliny. Nie będę zdradzać Wam zakończenia, ale powiem, że jest ono dość zaskakujące i dokłada do historii łatwy do odczytania morał, co jest także dużym plusem – w końcu to książka dla dzieci.

Mamy zatem tę historię w wersji wierszowanej, skrótowej, słownikowej, bardziej dla oczu, bardziej dla uszu, baśniowej, futurystycznej, pesymistycznej, optymistycznej i jeszcze wielu innych. Osobiście najbardziej podobają mi się wersje przedstawione z punktu widzenia każdego z głównych bohaterów, czyli poszczególnych członków rodziny. To jak bardzo są one od siebie różne podkreśla dobitnie, jak odmiennie ludzie zapamiętują te same wydarzenia. Bardzo fajnym zabiegiem jest to, że na końcu książki każdy czytelnik może spróbować słownej i obrazkowej gimnastyki i stworzyć własną wersję przygód rodzinki.

Z informacji na okładce dowiadujemy się, że pomysł na opowiedzenie tego samego na wiele sposobów nie jest nowy – autorka inspirowała się książką dla dorosłych Raymonda Queneau pt. "Ćwiczenia stylistyczne" (w tłum. Jana Gondowicza), w której opisał on na 99 sposobów błahe
zdarzenie, do jakiego doszło pomiędzy dwoma pasażerami autobusu. Podjęcie podobnego eksperymentu skierowanego do dziecięcego czytelnika to nie lada wyzwanie. Co tu dużo pisać – wyszło znakomicie.

W warstwie ilustratorskiej na medal spisała się Paulina Daniluk – rysunki są lekkie niczym podskoki na trampolinie, różnorodne, często zabawne i świetnie współgrają z różnymi stylistykami kolejnych wersji opowieści. To pierwsza książka z ilustracjami Daniluk na naszej półce – będziemy bacznie śledzić jej poczynania. Duży plus za przemycenie zabawnego wilka (psa?), który nie występuje nigdzie w tekście książki.

Przybijamy zatem piątkę wilczą łapką!

Autorka: Dorota Kassjanowicz
ilustracje: Paulina Daniluk
Wydawnictwo Albus

środa, kwietnia 13, 2016

Marcin Kurowski (czasem Qrowsky, Qrowski czy Qrkz, ostatnio raczej Furunguat) - studiuje grafikę w dziwnym mieście Krakowie. Rysuje, pisze, czasem coś zrobi do jakiegoś zina. Obecnie pracuje nad komiksem i książką dla dzieci. Ciągle psuje mu się tablet. 

piątek, kwietnia 01, 2016

Przyszła wiosna, tak mocno wyczekiwana po zimie. Dłuższe i coraz cieplejsze dni, natura powoli budzi się do życia. To znak dla wszystkich ogrodników, nawet tych balkonowych, że już najwyższa pora coś zasiać. Kupić nasionka i powkładać je do ziemi. Chociażby rzeżuchę, albo rzodkieweczkę czy pomidorki koktajlowe na balkonie. Patrzeć jak rośną, powoli, ale jednak, niemalże z niczego, bo przecież czymże jest takie maluteńkie nasionko, przelatujące miedzy palcami?
To niby takie oczywiste, że z małego nasionka wyrasta roślinka, którą później możemy zjeść lub która obradza owocami, które jemy. To niby takie banalne, ale wszyscy byliśmy kiedyś w takim wieku kiedy takie sprawy nie były dla Was wiedzą oczywistą, a już na pewno nie banalną. Wiem, wiem, powiecie: kiedy to było? Ano dawno. Właśnie dla takich maluszków - autorka nazywa ich "pre-czytelnikami" - jest ta książka. Dzięki niej można lekko i przyjemnie opowiedzieć dziecku o procesie rozwoju roślin. Książeczka nie ma tekstu, zatem każdy może ją opowiedzieć nieco inaczej, lub wiele razy inaczej. I jest to duży plus tej książki, która objętościowo może nie jest ogromna, ale daje pole do popisu naszej wyobraźni. Książka, jak na publikację dla maluchów przystało, jest wykonana z grubego kartonu. Ale co najważniejsze jest w całości drukowana techniką sitodruku. I tutaj następują - achy i ochy z naszej strony. Uwielbiamy sitodruki, wielokolorowe sitodruki jeszcze bardziej. Kochamy te małe smaczki, jak to, że gdzieś jeden kolor wchodzi na drugi, albo kiedy dzięki celowemu nałożeniu dwóch warstw, barwy mieszają się tworząc nowy kolor. To jest z założenia bardzo prosta technika i jednocześnie tak bardzo szlachetna. Zwłaszcza w dobie wszędobylskiego druku cyfrowego. Bardzo podoba nam się także dobór kolorów - żywe, niektóre wręcz fluorescencyjne, ale razem tworzące fajny spójny zestaw kojarzący się z naturą.
No i jeszcze musimy powiedzieć słówko o grzbieciku. Książka nie jest szyta, jest składana harmonijkowo, ale grzbiet jest dodatkowo wzmocniony tekstylną pomarańczową taśmą - bardzo ciekawe i wizualnie intrygujące rozwiązanie.

Autorką książki Nasionko jest laureatka Bologna Children’s Book Fair 2003 - Marta Kwiatek. W niewielu przypadkach można powiedzieć, że autor książki odpowiada za cały proces jej powstania. W tym przypadku tak było. Marta samodzielnie drukowała swoją książkę na sicie w Kwiaciarni Grafiki, więc naprawdę jest to jej bardzo osobista książka. To już druga publikacja z tej pracowni na naszym blogu. Wcześniej pisaliśmy o Typozine i wówczas również zwracaliśmy Wam uwagę, że publikacja jest mocno limitowana, jak to przystało na ręcznie składane książki.

Jeżeli Nasionko się Wam spodobało, to nie zwlekajcie z jego zakupem. Marta wydrukowała tylko 75 sztuk tej książki. Wszystkie są sygnowane i numerowane przez autorkę. Dodatkowo można zaopatrzyć się w plakat z nasionkiem. Polecamy!

Gdzie można zamówić książkę? Najlepiej pisząc do Kwiaciarni Grafiki -  kontakt@kwiaciarniagrafiki.pl

Autorka: Marta Kwiatek
Wydawca: Kwiaciarnia Grafiki

niedziela, marca 06, 2016

Komiks określany jest przez niektórych jako medium stanowiące zbilansowany środek między statyczną ilustracją a animacją. Publikacje cyfrowe pozwalają przesunąć ten środek nieco bardziej w stronę animacji. Jednym z takich przykładów jest OivaviO - seria krótkich, animowanych komiksów, których autorem jest, pochodzący z Ukrainy ilustrator i animator Stas Santimov.

Santimov w swoim projekcie wykorzystuje zapętlone animowane sekwencje jako kadry komiksu, które z kolei publikuje jako popularny format zapisu plików graficznych: gif (Graphics Interchange Format). Wszyscy z pewnością kojarzą ten, stworzony w latach 80-tych na potrzeby projektowania stron internatowych, format plików. Zyskał on znaczącą popularność gdyż pozwalał tworzyć proste animacje po-klatkowe. Obecnie służy niemalże wyłącznie do tworzenia memów, ale jak widać na załączonych poniżej obrazkach, nie tylko.


niedziela, lutego 28, 2016

Kiedy dobre kilka lat temu jechaliśmy po raz pierwszy do Berlina, Grzegorz, po godzinach poszukiwań w necie, stworzył dla nas mapę murali i szablonów, które warto tam zobaczyć.
I przyznam, byliśmy lekko oszołomieni ilością tych prac, często także ich wykonaniem i jaraliśmy się jak dzieci znajdując mocno już "zużyte" szczury Banksego wrośnięte w tkankę murów. Podczas kolejnego wypadu odkryliśmy też, że tam street art już wszedł do galerii. Ba! Były galerie, które zajmowały się tylko i wyłącznie promowaniem artystów związanych ze sztuką ulicy – np. Circle Cultrue. No nie powiem, że nie robiło to na nas wrażenia. 
W Polsce wtedy oczywiście były wlepy, graficiarskie tagi, wrzuty na pociągach, jakieś szablony. Ale murale to była raczej rzadkość. Mieszkaliśmy już wtedy we Wro i jak się okazało byliśmy we właściwym miejscu. To Wrocławiowi pozazdrościła później reszta polskich miast, kiedy sukcesem okazywały się kolejne edycje Out of Sth. No i się zaczęło. Teraz w Polsce chyba już każde miasto ma swój festiwal street artu. Sami już nie wiemy co o tym wszystkim myśleć. Uwielbiamy dobry streetart, ale zaczyna nam doskwierać ilość, a czasem także jakość tych wielkoformatowych prac.

Żeby było ładnie - Rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce

poniedziałek, lutego 01, 2016

Zapytam prosto z mostu - macie już kalendarz na nowy rok? Wiem, wiem, jest już luty, ale serio, macie już kalendarz na nowy rok?  Jaonna Bartosik (którą powinniście kojarzyć choćby z naszego lupusowego fanartu) przygotowała dla Was takie rewelacyjne kalendarze ścienne. Dostępne w dwóch rozmiarach 21 x 42cm oraz 8,5 x 20,5cm. Z większym dostajecie w zestawie klips do spięcia i powieszenia kalendarza, ale nie ten ze zdjęcia. Ten ze zdjęcia to nasz prywatny, wieszako-klips, dyżurny, do kalendarzy. Jeszcze wrócę do tego, że jet luty. Luty w kalendarzu Joanny ma najfajniejszą ilustrację, więc serio, nie zmarnujcie tej szansy. To jest ten moment by sobie taki kalendarz zamówić, powiesić i napawać się tymi fajnymi ilustracjami. Ah i jeszcze dodam, że kalendarz jak widać jest drukowany w odcieniach szarości, więc spokojnie można po nim (jeżeli ktoś ma taką dewastacyjną potrzebę) bazgrać, zakreślać, planować, ale nie polecam, bo szkoda, no ale można, jak ktoś już musi.

Kalendarz możecie zamówić bezpośrednio u Joanny pisząc do niej maila lub wiadomość na jej profilu facebook. Tanie są - duży kosztuje trzydzieści zika + wysyłka, a mały dyszkę + wysyłka, więc sami widzicie, jest okazja. 

poniedziałek, stycznia 25, 2016

Późno zaczynamy nowy rok na naszym blogu, ale za to z petardą wydawniczą. To była jedna z najmocniej wyczekiwanych premier końcówki zeszłego roku (przynajmniej przez nas). Już same plansze podglądowe wywoływały niemały zachwyt, ale trudno się dziwić kiedy ich autorem jest nie kto inny jak Joanna Concejo. Tym razem ta wielce zdolna autorka i ilustratorka książek wzięła na warsztat klasykę braci Grimm - Czerwonego Kapturka.

Ciekawe czy ktoś kiedyś policzył jak wiele razy ilustrowana i wydawana była bajka o Czerwonym Kapturku. Można by założyć, że tak wiele razy w przeciągu ponad 200 lat, że już nic nowego z tą historią nie da się zrobić. A jednak – da się! Udało się to znakomicie Joannie Concejo. Zresztą nie jestem sobie w stanie wyobrazić nikogo innego, kto mógłby zrobić to lepiej. Dzięki tej ilustratorce znana wszystkim na pamięć historia o małej dziewczynce przemierzającej las w drodze do babci staje się dużo bardziej oniryczna i poplątana. Niby ilustracje opowiadają tę samą bajkę, a jednak jest trochę tak, jakby to była inna równoległa rzeczywistość. Czerwony Kapturek Joanny Concejo gubi swój główny atrybut już na początku bajki, skacze z wilkiem w workach i zamiast z nim dyskutować, o tym kto ma wielkie oczy, to pozwala zaplatać sobie warkocze. I wcale tu nie narzekam, że coś się z czymś nie zgadza. Bardzo odpowiada mi ten drugi poziom narracji i wszystkie niedopowiedzenia wprowadzone przez ilustratorkę. Dzięki temu stara bajka nabiera nowej jakości.

Może się trochę rozmarzyłam, ale oczami wyobraźni widzę już wielki tom Baśni Braci Grimm z ilustracjami Joanny Concejo. To byłoby coś!


Wilhelm i Jakub Grimm
Ilustracje: Joanna Concejo
Wydawnictwo: Tako

czwartek, stycznia 14, 2016

Autorka o sobie:
Nazywam się Magda Kościańska. Projektuję i ilustruję, ponad to - piszę i od czasu
do czasu prowadzę warsztaty. Choć chętnie i najczęściej "dziubię" na papierze akwarelowe detale, w moim portfolio znajdziecie rozmaite realizacje: ilustracje książkowe i opakowania, projekty gier karcianych i deseni, a nawet trochę malowanych ścianek. Przy lub na biurku często towarzyszy mi asystent Ryszard,
który lubi mieszanie farb (i mieszanie w ogóle) oraz wylegiwanie się na kartkach - oczywiście, najlepiej zamalowanych.

środa, grudnia 23, 2015

Z prezentacją tej książki zwlekaliśmy rok. W przeciwieństwie do innych, oczekujących na swoją blogową premierę publikacji, w tym przypadku była to zwłoka zaplanowana. Znaleźliśmy ją pod choinką dokładnie rok temu. Już wtedy wiedzieliśmy, że albo zaprezentujemy Wam tę książkę od razu albo przyjdzie nam czekać rok. Świąteczne lenistwo wygrało, książka cierpliwie czekała rok. Nie przeciągając dłużej - poznajcie Małgorzatę.

Główna bohaterka - Małgorzata mimo, że przekroczyła 80 wiosen, nie jest wcale typową babcią. Spędza święta samotnie, choć ma dzieci i wnuki. I jest to jej świadomy wybór - ona wręcz cieszy się na spokojny wigilijny wieczór przed telewizorem. Już od jakiegoś czasu nie wychodzi z domu – boi się czyhających poza nim niebezpieczeństw – rzezimieszków, śliskich chodników, chorób. W domu czuje się bezpiecznie i komfortowo. Ale życie nie cierpi spokoju. W precyzyjny rozkład programów telewizyjnych wkracza niespodziewanie obca rodzina, której auto psuje się tuż obok domu Małgorzaty. I niby to nic wielkiego, ale dzięki temu spotkaniu Małgorzata odkryje w sobie zapominane pokłady uczuć i chęci do działania. Niby nic, a jednak mały wigilijny cud.

Historia Małgorzaty to opowieść o niezależności ale też trudach starości i niedołężności. To pochwała życia nawet przy jego schyłku. To wreszcie próba udowodnienia, że na zmianę nastawienia nigdy nie jest za późno. Ta książka jest tak senna i spokojna jak osobowość głównej bohaterki i to zarówno w narracji, jak i w ilustracji. Już same rysunki Pascala Blancheta są tak bardzo retro, jak tylko możecie sobie wyobrazić. Ciepłe, jakby pożółkłe kolory, styl jak z dawnej ilustracji prasowej. Całość zgrywa się idealnie – opowieść snuje się powoli i żałuję, że nie mam kominka, bo przy nim, ciastkach i mleku powinno czytać się takie książki.

Książka został nagrodzona jednym z najbardziej prestiżowych międzynarodowych wyróżnień w dziedzinie ilustracji książkowej – BolognaRagazzi 2014.

Tekst: India Desjardins
Ilustracje Pascal Blanchet
Wydawnictwo: Dwie Siostry

Wigilia Małgorzaty

wtorek, grudnia 01, 2015

Rzadko kupujemy stare, ale takie naprawdę stare książki dla dzieci do swojej kolekcji. Przeważnie pchani wspomnieniami wyłapujmy okazje by kupić książkę, którą pamiętamy z czasów gdy byliśmy dziećmi, a która nie miała na tyle szczęścia by przetrwać nasze dzieciństwo. Jeszcze rzadziej kupujemy stare książki, których nie znamy. Wówczas kierujemy się prostą zasadą - oceniamy po okładce. Z książką Strzelba zajączka to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ponadczasowe ilustracje Janusza Stannego z lepiej dobranym składem spokojnie mogłyby uchodzić za współczesne, mimo, że książka została wydana w roku 69-tym. Kilka tytułów z ilustracjami Stannego zostało wznowionych całkiem niedawno, m.in. O malarzu rudym jak cegła, wydanym przez wydawnictwo Wytwórnia, czy też Raz czterej mędrcy ... z wydawnictwa Dwie Siostry. Ja osobiście jestem fanem tych nieco bardziej geometrycznych ilustracji jakie możemy zobaczyć właśnie w Strzelbie zajączka, w szczególności rozpływam się nad projektem domku Kaczki i Kaczora.
No właśnie, skupiłem się mocno na stronie graficznej książki, całkowicie pomijając fabułkę. Książka opowiada historię wspomnianego już domku pośrodku lasu, w którym żyją Kaczor i Kaczka. Domek odwiedzają w trakcie srogiej zimy różne zwierzątka szukające schronienia, z których nie wszystkie mają dobre intencje. Jednym z tych zwierzątek (tych z dobrymi intencjami rzecz jasna) jest tytułowy zajączek ze strzelbą na plecach. Spokojnie, strzelba jest zepsuta, nie strzela, no i jeszcze nabita jest grochem, ale wrażenie robi. Jak rozwija się cała historia musicie przeczytać sami. Książkę można spokojnie wyhaczyć na allegro, wystarczy się tylko nieco przyczaić.
Na koniec jeszcze ważna ciekawostka, autorem historii jest Czesław Janczarski m.in. twórca książkowej postaci Misia Uszatka
Tekst: Czesław Janczarski
Ilustracje: Janusz Stanny
Wydawnictwo: Biuro wydawnicze "Ruch", 1969

środa, października 28, 2015

Malutki Lisek żyje samotnie w dolinie, w cieniu konarów wielkiej jabłoni. Jest szczęśliwy sam ze sobą, zajmując się własnymi lisimi sprawami. Wszystko ulega zmianie, kiedy w dolinie pojawia się Wielki Dzik. Malutki Lisek jeszcze tego nie wie, ale jest to zapowiedź pięknej przyjaźni i wielkiej wyprawy do odległej krainy zwanej Tam.
To drugi z wyróżnionych komiksów w ramach tegorocznego Konkursu im. Janusza Christy na Komiks dla Dzieci, który chciałbym Wam polecić. O samym konkursie wspominałem w ramach wpisu o komiksie Niezła draka, Drapak!, do którego zresztą Was odsyłam po więcej szczegółów.

Komiks Bereniki Kołomyckiej to wzruszająca, uniwersalna historia o przyjaźni, o tym, że razem jest zawsze raźniej, że wspólnymi siłami można dokonać więcej i o tym, że nieznane wcale nie musi być takie straszne, kiedy obok siebie masz przyjaciela. To również bardzo śliczny album, mocno plastyczny. Swobodne ilustracje, wykonane farbami wodnymi, nasuwają wrażenie dziecięcych ilustracji.
Uwielbiam projekty obu postaci. Są rozbrajająco zabawne i sympatyczne. Nie sposób nie pokochać tych dwóch bohaterów. Jestem przekonany, że komiks przypadnie do gustu, nie tylko najmłodszym.

Tekst i ilustracje:Berenika Kołomycka
Wydawnictwo: Egmont
-
Do kupienia w tych sklepach.


środa, października 21, 2015

Dokładnie dwa lata temu (październik 2014) wydawnictwo Egmont zorganizowało pierwszą edycję Konkursu im. Janusza Christy na Komiks dla Dzieci. Konkurs miał dać szansę młodym twórcom komiksów na wykreowanie bohaterów i serii komiksowych dla dzieci w duchu twórczości Christy. Tak jak kiedyś komiksy Christy uczyły i inspirowały młode umysły obecnych trzydziesto-paro-latków, tak teraz pokonkursowe komiksy miały inspirować ich dzieci.
Efektem pierwszej edycji było wydanie pięciu nagrodzonych i wyróżnionych komiksów. Na początku tego roku wydawnictwo ogłosiło drugą edycję konkursu, która całkiem niedawno zaowocowała pojawieniem się na naszym rynku czterech nowych tytułów. O ile tytuły z pierwszej edycji (z wyjątkiem jednego) nie przypadły mi szczególnie do gustu, tak efekt drugiej edycji bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. 

W tym i kolejnym wpisie postaram się przekonać Was do dwóch komiksów, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę. Pierwszym z nich jest Niezła draka, Drapak!, stanowiący debiut komiksowy (albumowy) rysownika i ilustratora Tomka Kaczkowskiego, który wykreował postać Drapaka do scenariusza Bartosza Sztybora.
Komiks przedstawia nam postać Kornela, właściciela antykwariatu, który pod osłoną nocy zakłada super-bohaterski kostium by walczyć ze złem jako Drapak. W pierwszym tomie nasz bohater musi stawić czoła przeciwnikowi, który wykorzystuje muzykę by zapanować nad mieszkańcami miasta.
Tak, mamy tutaj do czynienia z dobrze znaną formułą komiksu super-bohaterskiego i jest to celowo narzucona konwencja. Widać, że autorzy doskonale czują klimat tego typu komiksów i bawią się tą formułą świetnie kreując świat Drapaka. Nie trudno też odnaleźć w komiksie inspiracje Batmanem. Ba! W zasadzie Tomek Kaczkowski nie stara się ukryć swoich fascynacji tą postacią, przelewając je na świat Drapaka. Komiks jest przeładowany odniesieniami do komiksowej popkultury, ale nie tylko. Praktycznie z każdej planszy autorzy puszczają do nas oko, a to napisem TMNT wymalowanym nad kanałami, a to przeróbkami starych plakatów filmów z lat 90-tych.

Bez wątpienia komiks Kaczkowskiego i Sztybora to szansa na wypełnienie luki na polskiego super-bohatera w komiksach dla dzieci. Forma graficzna jest moim zdaniem idealnie trafiona. Prosty, przerysowany, cartoonowy styl Tomka Kaczkowskiego idealnie pasuje do komiksu dla młodego pokolenia wychowanego na współczesnych amerykańskich kreskówkach. Natomiast zabawna, pełna akcji fabuła powinna wciągnąć młodego czytelnika do ostatniej strony.
Jestem przekonany, że dzieciaki pokochają Drapaka i kto wie, może doczekamy się polskiej serii komiksowej, która sprawi, że dzieci będą chciały być Drapakiem. Było by super!

Zachęcam byście dali szansę temu komiksowi, szczególnie, że jego cena jest naprawdę przystępna.

Ps. W przygotowaniu jest już tom drugi.

Scenariusz: Bartosz Sztybor
Ilustracje: Tomasz Kaczkowski
Wydawnictwo: Egmont
-
Tutaj kupisz tanio

niedziela, października 18, 2015

Monika Sańczyk - właśnie kończy studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Ilustruje, ilustruje i jeszcze raz ilustruje, właściwe to nieustannie coś ilustruje. Uwielbia książki kucharskie i te dla dzieci. Z siostrą założyły pracownię Kipimleko, gdzie robią przydatne i ładne rzeczy, zresztą sami sprawdźcie.


środa, października 07, 2015

Tym razem zachęcę Was do zapoznania się z bardzo fajną, ładną i (relatywnie) tanią serią komiksów. 17x23 to formuła, pod którą wydawnictwo Nobrow publikuje komiksy młodych, początkujących twórców. To taka trampolina, z której autorzy mają szansę wybić się do większych komiksowych projektów. Założenie serii jest bardzo proste, 24 strony w tytułowym formacie 17x23 cm, tyle dostaje każdy autor na opowiedzenie swojej historii. Żeby nie rozpisywać się dłużej o samym projekcie, a z marszu zachęcić Was do tytułów wydawanych pod szyldem 17x23, powiem, że to właśnie w ramach tej serii zadebiutowała Hildafolk (w Polsce komiks ten ukazał się pod tytułem Hilda i Troll), komiks autorstwa Luka Pearsona. Przykułem Waszą uwagę?

Poniżej szybki przegląd tytułów w ramach serii, które akurat posiadamy w naszej kolekcji. Od razu sprzedam Wam cynk gdzie kupować poniższe komiksy - BookDepository! To zagraniczny dyskont książkowy, mają sporo cenowych promocji ale co najważniejsze, wysyłka do Polski jest całkowicie za darmo.

wtorek, września 29, 2015

Już lada dzień październik, jesień, a zanim się spostrzeżemy przylezie znów ta okropna zima. Trzeba się spieszyć z przetworami, żeby chociaż trochę uprzyjemnić sobie tę, miejmy nadzieję nie ciapowatą, porę roku. W miniony weekend zainspirowani książką Agaty Królak Z działki z lasu i takie tam zabraliśmy się za przyrządzenie keczupu. Wiecie, takiego bez konserwantów, doprawionego jak tylko Ci smakuje i w ogóle, sklepowe niech się chowają.
Z działki z lasu i takie tam to zbiór przepisów na niebanalne przetwory przyrządzane wyłącznie z naturalnych składników i według sprawdzonych receptur. Książka zbiera 72 przepisy (policzyłem, mam nadzieję, że dobrze) podzielone tematycznie według miejsca zbioru składników, następnie według sposobu skrzyżowania np. do picia lub przegryzienia. Wszystkie ręcznie spisane i ślicznie zilustrowane.
Całość przywołuje na myśl kolekcje zeszytów z przepisami mojej mamy.
Muszę Was jednak uprzedzić, książka ma jeden minus, część przepisów jest bardzo skrótowo opisana. Jeżeli ktoś nie ma doświadczenia z gotowaniem to może mieć problem z przygotowaniem niektórych przetworów.
Mimo tego keczup wyszedł przepyszny, palce lizać. Już teraz zaznaczyliśmy sobie w książce kolejne: masło kurkowe, papryka z miodem, nutella z węgierek. Brzmi mniam!
Na koniec dodam, że z serii ukazała się jeszcze książka Ciasta, ciastka i takie tam, z przepisami, które osłodzą Wam zimowe (ale nie tylko) dni.
Tekst i ilustracje: Agata Królak
Wydawnictwo: Dwie Siostry

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined