niedziela, października 12, 2014

To, że ta książka będzie ucztą dla oka, to wiedziałam od dawna. Zakładałam jednak, nie wiedzieć czemu, że będzie to jakaś historyjka o przygodach kota w kosmosie. Troszkę się pomyliłam :) I nie jestem wcale zawiedziona, a wręcz mile zaskoczona tym, że to publikacja edukacyjna. Rzadko się bowiem zdarza aby popularno-naukowe książki tak wyglądały, nawet te dla dzieci. A treści jest tak dużo, że sama rozłożyłam lekturę na trzy wieczory, bo kręciło mi się trochę w głowie od ilości informacji. Zaskoczył mnie też odrobinę format, bo książka nie należy do najmniejszych – 30x30cm. Ma to jednak uzasadnienie – ilustracje przedstawiające mapy nieba, budowę rakiety czy kombinezonu astronauty po prostu ogląda się o niebo lepiej w dużym formacie.
Tak jak wspomniałam ilość treści jest ogromna, w końcu ...

...wszechświat, w którym żyjemy, jest bardzo skomplikowany. Wielu naukowców przez lata próbowało rozwikłać jego tajemnice, jednak udało się im tylko częściowo. Ale nie martwcie się - profesor Astrokot służy pomocą. A jest to najmądrzejszy kot jakiego kiedykolwiek spotkaliście.

Zaczynamy od historii Wszechświata, rodzajów gwiazd, budowy naszego Układu Słonecznego, poprzez historię kosmicznych podbojów i badań, a kończymy na gdybaniu o kosmitach i kosmicznych podróżach dostępnych w przyszłości dla każdego. Osobiście najbardziej zachwycił mnie sposób w jaki profesor Astrokot porównuje proporcje planet względem siebie. I tak, Ziemia to pomidor koktajlowy, a taki Jowisz to arbuz (genialne). No i jeszcze te skaczące pająki przy zerowej grawitacji (ale to już musicie zobaczyć na własne oczy).

Cała książka to jedna wielka infografika, mnóstwo genialnych schematów i prostych objaśnień spraw wcale nieprostych - o rzeczach wielkich dla tych najmniejszych.
Książka przywołała mi na myśl Atlas geograficzny, który zarówno ja, jak i Grzegorz mieliśmy i ubóstwialiśmy w dzieciństwie. Tam również mnogość informacji była wzbogacona szczegółową szatą graficzną. Na pewno nie tak rewelacyjną jak w przypadku książki Profesor Astrokot..., ale łatwo zrozumieć analogię. Jako dzieci byliśmy zachwyceni bogactwem treści obrazkowych i potrafiliśmy wertować Atlas po kilkadziesiąt razy odkrywając nowe szczegóły w ilustracjach. To była zupełnie inna, jakże przyjemniejsza forma przyswajania wiedzy. Dlatego jestem przekonana, że książka Profesor Astrokot odkrywa kosmos zdobędzie serca młodych odkrywców kosmosu i podobnie jak my kiedyś wertowaliśmy Atlas po kilkadziesiąt razy, tak oni szybko nie odłożą odkryć Profesora Astrokota na półkę.

Graficznie książka ta spełniła wszelkie moje oczekiwania, a muszę przyznać, że były bardzo wygórowane. Cieszę się też, że Wydawnictwo Entliczek starało się edytorsko maksymalnie odwzorować oryginalne, brytyjskie wydanie od Nobrow. [EDIT]: Info od wydawcy: Profesor Astrokot drukowany był w koedycji, a więc polskie wydanie jest dokładnie takie samo jak brytyjskie.
Dobrze dobrany papier, odpowiednio nasycone kolory i sztywna okładka z wybiórczym lakierem i srebrnymi gwiazdkami. Ilustracje pana Newmana znaliśmy już z prezentowanej jakiś czas temu książki Bento - Bestiary, więc apetyt na ilustracje tego autora mieliśmy już wyostrzony.
Polecamy!!!

Ps. Drogi Entliczku prosimy o więcej książek z Nobrow :)

Tekst: Dominic Walliman
Ilustracje: Ben Newman
Wydawnictwo: Entliczek

wtorek, października 07, 2014

Pamiętacie jak jakiś czas temu prezentowaliśmy przytargane z zagranicy ilustrowane karty do tarota? Każdą kartę w całej talii ozdobił ilustracją inny artysta. To teraz wyobraźcie sobie taki projekt w Polsce. Dobra, nie musicie sobie tego wyobrażać, wystarczy, że klasycznie zescrollujecie stronę w dół.
To co za chwilę Wam zaprezentujemy to soczysta dawka polskiej ilustracji spakowana do formatu kolekcjonerskiej talii kart do gry. Czterdziestu trzech polskich artystów, w sumie przygotowało pięćdziesiąt cztery prace. Każdy z nich zrobił to w charakterystycznym dla siebie stylu. Całość została spakowana w eleganckim, czarnym pudełku i zaplombowana etykietą potwierdzającą numer egzemplarza w kolekcji. Nie bez powodu użyłem wcześniej zwrotu "kolekcjonerski". Na rynek trafiło zaledwie trzysta egzemplarzy talii i z tego co się orientuję, na chwilę obecną ciężko będzie dorwać choćby jeden egzemplarz.

Inicjatorem tego projektu jest Goverdose -  internetowy kolektyw polskich artystów, który narodził się w 2008 roku z inicjatywy Jakuba Głowackiego oraz Adama Hudymy. Obecnie zrzesza on kilkudziesięciu członków, którzy na przestrzeni sześciu lat przygotowali siedem ilustrowanych projektów. Talia kart była szóstym projektem, ale pierwszym, który doczekał się druku w formie nietypowego mikro albumu. To co osiągnęli twórcy projektu oraz sami artyści to wysokiej jakości produkt. Pomijam fakt, że jest to gadżet limitowany, ale sam fakt, że w tak małej paczce została skondensowana dawka świetnej rodzimej ilustracji, już stanowi swoisty ewenement na naszym rynku. To co mnie zachwyciło to staranność wydania talii. Czarne, czy raczej grafitowe pudełko ozdobione wyłącznie (tak mi się przynajmniej wydaje) nadrukiem lakieru, daje piękny, subtelny i elegancji efekt - pierwsze wrażenie powalające. Karty wydrukowane zostały na papierze o wysokiej gramaturze, wzmocnione folią. Prace są różne stylistycznie, od prostych cartoonkowych ilustracji, przez digital painting po 3D. Co ciekawe dwóch artystów, którzy brali udział w tym projekcie pojawili się już u nas na blogu. Mam tutaj na myśli Sebastian Skrobola i Wojtka Polaka, którzy zmalowali dla nas wilcze fanarty. Ta różnorodność stylów graficznych, która jest charakterystyczną cechą wszystkich projektów Goverdose, sprawia, że każdy, nawet najbardziej wybredna osoba, znajdzie wśród tych ilustracji coś dla siebie.

Dobra, wyobrażam sobie, że po tym wpisie cześć z Was podniośle rzuci  - po kiego prezentujemy te karty skoro są już niedostępne?. Po to byście nie przegapili kolejnej świetnej edycji tej rodzimej inicjatywy. Podobnie jak my, spora część z Was interesuje się wszystkim co wizualnie piękne, ba, część z Was sama tworzy wizualne cuda. Jeżeli wiec nie chcecie przegapić kolejnego projektu kolektywu to polecam czym prędzej zacząć obserwować ich profil na FB. Mam nadzieję, że talia kart nie była ostatnim drukowanym projektem Goverdose.

Kilka szczegółów na koniec.
Talia zawiera: 56 kart, w tym 52 karty, każda z inną ilustracją, dwa jokery, wlepka oraz karta ze spisem autorów. Wszystkie karty możecie zobaczyć na stronie Goverdose.

czwartek, października 02, 2014

Wydawnictwo Mundin nie próżnuje i wydało niedawno drugą część przygód detektywa Moseleya. Znów mamy podobny klimat – duszne Miami pełne imigrantów i turystów. Znów dziwna sprawa na sam początek – tym razem Hoke próbuje rozwikłać zagadkę śmierci nastoletniego ćpuna. Wszyscy zakładają zwykłe przedawkowanie, ale nie Moseley. W międzyczasie Hoke dostaje od ambitnego szefa dodatkowe zadanie – stare niezamknięte śledztwa. Znów dużo wątków, w tym budowanie relacji z nową latynoską partnerką w pracy, uwodzicielska macocha nieżyjącego ćpuna oraz dwie nastoletnie córki wyrastające jak spod ziemi. Wszystko to wzajemnie się przeplata ale dzięki temu nigdy nie jest nudno. Aż dziw, że nasz bohater daje radę to wszystko ogarnąć bez smartfona i internetu.

Książkę czyta się wręcz znakomicie i zasługa w tym nie tylko autora ale także polskiego tłumacza. A trochę abstrakcyjne i dość ekspresyjne ilustracje Mikołaja Moskala doskonale towarzyszą treści. Nie tylko okraszają publikację kolorem ale niektóre same w sobie są zagadkowe i wymagają chwili dedukcji aby odkryć sedno, które ukrył w nich ilustrator. W sumie banalny pomysł aby w kryminale umieścić ilustracje-zagadki, ale jak dla mnie genialny! W poprzedniej pozycji z tej serii dodatkiem do książki była mapa. W tej również otrzymujemy mały "gratis" – jest nim plakat z Julio Iglesiasem, który pojawia się w książce (nie będę zdradzać gdzie dokładnie, bo frajdę sprawiało mi oczekiwanie na moment, w którym w końcu się pojawi).

Kiedyś kryminały kojarzyły mi się z najtańszą rozrywką wydawaną małym kosztem. Seria od Mundin całkowicie temu przeczy. Na okładce najnowszej pozycji mamy tłoczenia i złocenia, a cała reszta wydrukowana jest na dobrej jakości papierze. Nie wspominając o jakości samego projektu graficznego i ilustracji. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że to pod każdym względem kryminał z najwyższej półki.
Autor: Charles Willeford
Redaktor: Anna Brzezińska
Tłumaczenie: Robert Sudół
Ilustracje i projekt okładki: Mikołaj Moskal
Opracowanie graficzne, skład: Honza Zamojski
Wydawnictwo: Mundin
Nadzieja dla umarłych

wtorek, września 30, 2014

Komiks zdobywcą Światowego Rekordu Guinnessa? Tak! Ale zacznijmy od początku.
Projekt, który ostatecznie przyjął formę publikacji, którą Wam za chwilę zaprezentujemy, zakiełkował w głowie jednego człowieka - Jakuba Mazeranta. Jakub, będąc twórcą internetowej galerii Illustrate Yourself, promującej młodych, zdolnych ilustratorów z polski i zagranicy, wpadł na pomysł akcji integrującej członków IY. W maju 2006 roku rysując pierwszy kadr dał początek projektowi, którego celem było stworzenie komiksu bazującego na jednej prostej zasadzie "jeden artysta = jeden kadr". Każdy kolejny ilustrator otrzymywał poprzednie kadry i to od niego zależało w jaki sposób będą kontynuowane rozpoczęte już wątki. Każdy z ilustratorów miał ogromny wpływ na dynamikę akcji jak również na sam charakter i kierunek opowiadanej w komiksie historii. Scenariusz z kadru na kadr ulegał nieustannym zmianom, ewoluował w nieprzewidziane kierunki, ograniczone jedynie wyobraźnią twórców. Tak powstał projekt Pieces, którego głównym założeniem była konfrontacja różnych stylów graficznych oraz podejścia artystów do budowania wspólnej historii.
Projekt trwał cztery lata i jego oficjalny finał nastąpił w marcu 2010 roku. Przy jego tworzeniu udział wzięło 94 artystów z 17 krajów, zaś finałowy kadr komiksu przygotował mistrz - Tadeusz Baranowski. Pierwotnie Pieces funkcjonowało jako projekt typowo internetowy, dostępny jedynie na stronie internetowej Pieces Books. Jednak wraz z 10-tymi urodzinami galerii Illustrate Yourself, Pieces doczekało się formy drukowanej i to właśnie ta publikacja, w 2013 roku, została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa w kategorii "Most contributors to a published comic book" (Największa liczba współtwórców wydanego komiksu).
Jest to pierwszy tego typu wyczyn na polskim rynku komiksowym. Mamy nadzieję, że nie ostatni, szczególnie, że obecnie można śledzić drugą edycję projektu Pieces. Można się tylko domyślać, że autorzy projektu będą chcieli pobić swój własny rekord.

Sama publikacja wydana jest w albumowej formie, ze sztywną, punktowo lakierowaną okładką. Duże plansze formatu A4 dobrze oddają mnogość i różnorodność stylów graficznych. Album liczy sobie ponad 70 stron i poza główną częścią, czyli komiksem, zawiera notki autorów biorących udział w przedsięwzięciu oraz wywiad z Tadeuszem Baranowskim. Jedynka na grzebiecie komiksu sugeruje, że można śmiało robić miejsce i czekać na kolejny album po zakończeniu drugiej edycji.
Ciekawostka: Na zbliżającym się Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi odbędzie się prezentacja komiksu wraz z wystawą prac związanych z zarówno pierwszą jak i drugą edycją projektu. Informacja, która powinna ucieszyć kolekcjonerów jest taka, że podczas wręczania egzemplarzy autorskich będzie można nabyć limitowany egzemplarz komiksu Pieces Book 1. Liczba sztuk bardzo, ale to bardzo limitowana.
Pomysł i opracowanie graficzne: Jakub Mazerant
Ilustracje: 94 artystów z 17 krajów.
Wydawca: Illustrate YourLIFE Group

poniedziałek, września 29, 2014

Jeżeli nie przeczytasz tego opisu, prawdopodobnie na podstawie szybkiego przescrollowania zdjęć w dół stwierdzisz, że masz do czynienia z typowym zinem komiksowym. Masa autorów, kilkanaście/kilkadziesiąt jedno lub dwustronicowych komiksów zebranych w czarno-białej publikacji. W dodatku jeszcze prezentację publikacji zaczęliśmy od numeru trzeciego - bez sensu.
Jeżeli jednak czytasz ten opis, wiesz, albo za chwilę się dowiesz, że Profanum dalekie jest od wzorca typowego zina komiksowego. Na stronie internetowej publikacji czytamy:

Masz dość króciutkich komiksowych historyjek z których niewiele zostaje w głowie? Masz dość magazynów wypchanych nimi po brzegi? Witaj w klubie. Profanum to antologia, którą stworzyliśmy, żeby móc wreszcie przeczytać coś porządnego. Dlatego, dwa razy do roku chcemy dostarczać ponad 120 stron mięsistych historii od najlepszych doświadczonych twórców i najciekawszych młodych talentów.

Czy przesadzają? Nie. Faktycznie z każdym numerem dostajemy porcje kilku dłuższych, dopracowanych historii z fajną szata graficzną. Trzeci tom jednak bije wszelkie rekordy. Zamiast "ponad 120 stron" otrzymujemy "ponad 200 stron", 8 komiksów, z czego najdłuższy ma 58 stron. Zanim jednak zagłębię się w zawartość trzeciego tomu muszę wyrazić swoje małe, ale jednak, rozczarowanie. Po trzytomowej historii publikacji spokojnie mogę stwierdzić, że najlepszym komiksem drukowanym w Profanum był Buc Kartofel autorstwa Tomasz Grządzieli. Jednak do trzeciego tomu Tomek nie wyrobił się z nowym materiałem co, nie ukrywam, troszeczkę mnie rozczarowało. Tym samym, chociażby dla samych komiksów Tomka polecam również dwa poprzednie tomy Profanum ... o ile są jeszcze dostępne.
W trójce czarnym koniem okazał się Daniel Gizicki z dwoma mocnymi historiami: Dzieci swoich rodziców oraz Rodzice swoich dzieci, z rysunkami (w kolejności) Mikołaja Ratki oraz Wojciecha Stefańca (uwielbiam). Sensacyjne Centrum Reperacji Kołsuta i Wyrzykowskiego, które z przyjemnością zobaczyłbym w kolorze oraz zabawny Rycerz Janek z rysunkami Igora Wolskiego do scenariusza Mazura i Sienickiego zamykają peleton moich faworytów tego numeru.
Dopracowana szata graficzna, przemyślane historie i świetni twórcy, których prace czasami widzę po raz pierwszy na papierze. Mam nadzieję, że ta forma wydawnicza przyjmie się na naszym runku i tym samym doczekam się kolejnych, może jeszcze grubszych i treściwszych numerów Profanum.

Ps. Zerknijcie na okładkę autorstwa Igora Wolskiego. Chłopak jest niesamowity. Jego dbałość o szczegóły, dopracowanie ilustracji i dobór kolorów z pewnością przysporzy kompleksów niejednemu ilustratorowi.

Autorzy: Tomasz Kontny, Błażej Kurowski, Daniel Gizicki, Mikołaj Ratka, Jan Mazur, Bartłomiej Kuczyński, A.A. Turkiewicz, Rafał Kołsut, Janusz Wyrzykowski, Robert Sienicki, Igor Wolski, Wojciech Stefaniec, Artur Chochowski
Wydawnictwo: Dolna Półka

wtorek, września 23, 2014

Dobrusia Rurańska studentka 5 roku grafiki warsztatowej na ASP w Katowicach. Zainteresowana głównie ilustracją i grafiką książki, okazjonalnie ale z wielką przyjemnością zajmuje się projektowanie plakatu i pisaniem opowiadań. Od niedawna zmaga się z prowadzeniem bloga, gdzie publikuje swoje prace.

niedziela, września 21, 2014

Od 1915 do 1918 roku, pod niemiecką okupacją, Puszcza Białowieska była eksploatowana na niespotykaną skalę.
W efekcie masowego wybijania zwierzyny przez żołnierzy, dezerterów i kłusowników ze stada żubrów liczącego przed wojną 727 sztuk nie pozostało prawie nic.

Jest rok 1919, do Białowieży przyjeżdża zagraniczny jegomość Kurzt, który nie zawaha się przed niczym, żeby powyższy cytat skorygować z "prawie nic" na "nic". Kurzt przybył do Białowieży na zaproszenie biznesmena Wolanda, który ma chytry plan jak zarobić grube pieniądze na dalszej eksploatacji Puszczy Białowieskiej - wyciąć puszczę w pień, a następnie wybudować w jej miejscu luksusowy hotel. Na drodze ku realizacji tego planu stoją mieszkające w puszczy żubry. Dopóki ostatni z nich żyje Kurzt i Woland mogą zapomnieć o intratnym interesie, a tego akurat nie mają w planach. Na szczęście na przeciw destrukcyjnym zamiarom pary czarnych charakterów stanął najwybitniejszy polski przyrodnik – profesor Władysław Szafer, którego marzeniem jest utworzenie chronionego Parku Narodowego. Jednak by do tego doszło, musi on potwierdzić, że puszczę zamieszkuje przynajmniej jeden żubr. Tak zaczyna się akcja komiksu Tomasza Samojlika, autora m.in. Ryjówki Przeznaczenia oraz Norki Zagłady.

Czytając przygody Ostatniego żubra, nie sposób nie chłonąć ciekawostek związanych z historią rezerwatu w Puszczy Białowieskiej czy też jej mieszkańców. Jest to historia w pełni oparta na faktach (poza oczywistymi wątkami fantastycznymi), zaś jej autorem jest doktor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. To świetny miks wiedzy, pasji i talentu, który skutkuje cieszącymi się popularnością publikacjami komiksowymi dla najmłodszych. Samojlik bez trudu udowadnia jak bardzo komiks edukacyjny może być fajny, zabawny, ładny i przede wszystkim nienachalny. Warto też podkreślić, że choć komiks Ostatni żubr, dedykowany jest młodszym czytelnikom, to wcale nie oznacza, że Ci starsi nie będą dobrze się bawili czytając przygody małego żubra, a wręcz przeciwnie. No i powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie jest się za starym, żeby się czegoś nowego nauczyć. ;)

Kreska Tomka powinna być Wam już dobrze znana. Prosta, przyjemna, bardzo "cartoonkowa", tym jednak razem wzbogacona kolorami Joanny Szłapy. Część z Was pewnie wie, że komiks, który prezentujemy poniżej jest wydaniem drugim. Pierwsze, w pełni czarno-białe, ukazało się nakładem Zakładu Badań Ssaków Polskiej Akademii Nauk. Dopiero w wydaniu drugim puszcza zazieleniła się kolorami nałożonymi przez Joannę. Osobiście wolę kolorowanie Tomka, ale jest kilka plansz (w tym okładka), które kolorystycznie mnie oczarowały. Dodatkowo, wydanie to rozszerzone jest o żubrze łamigłówki, zadania oraz galerię gościnnych ilustracji. Zaś nasz egzemplarz wzbogacony jest jeszcze przepiękną ilustracją od Tomka, specjalnie dla nas. Fajna prawda? ;)

Autor: Tomasz Samojlik
Kolory: Joanna Szłapa
Wydawnictwo: Krótkie Gatki (Kultura Gniewu)

czwartek, września 18, 2014

Książka ta
posłuży radą,
jak wykazać się
ogładą.

Tak w skrócie można opisać o czym jest najnowsza książka autorstwa Oli Cieślak i prawdę powiedziawszy nic więcej już chyba nie napiszę. Ilustracje Oli totalnie odebrały mi mowę. Nie wiem jak mogliśmy do tego doprowadzić, że jest to pierwsza publikacja Oli na naszym blogu. Powinniśmy dostać po naszych włochatych, niebieskich łapach!
Co wypanda, a co nie wypanda to świetnie zaprojektowana i zilustrowana książka do nauki dobrych manier, z założenia dla dzieci, ale jak ktoś przegapił tę lekcję w dzieciństwie, to ma szansę ją nadrobić właśnie z tym tytułem. Wydana na grubym kartonie, książka zalicza się do tych "dziecko-odpornych" i powinna przetrwać nie jedną próbę pandziej lekcji dobrego wychowania.
No proszę, jednak musiałem wtrącić jeszcze swoje trzy grosze, ale teraz już milczę. Podziwiajcie, a jeszcze lepiej kupcie. Warto. Książeczka kosztuje tylko dziewiętnaście dziewięćdziesiąt i uwierzcie to będzie najlepiej wydane dziewiętnaście dziewięćdziesiąt w Waszym życiu. ;)

ps. Ola z Bloku sorry, poprawimy się.

Tekst i ilustracje: Ola Cieślak
Wydawnictwo: Dwie Siostry

wtorek, września 16, 2014

Napisany przez Michała Rzecznika i narysowany przez Przemka Surmę komiks z założenia miał być publikacją dla dzieci. Opowiada historię Adasia, typowego chłopca żyjącego na przełomie lat 88/89. Mieszka on z rodziną w mieście, ma swoją paczkę rówieśników, wędkuje z dziadkiem, stoi w kolejkach za prodiżem i marzy o klockach Lego (tu puszczamy oczko do Przemka, który od dawna, wraz z bratem, prowadzi blog inspirowany klockami Lego). Nie jest nikim szczególnym, nikim znanym. Jest typowym dzieckiem żyjącym w tamtych czasach, ale dla niektórych jest kimś więcej. No właśnie i tutaj pojawia się pytanie - czy faktycznie komiks 88/89 jest publikacją dla dzieci?
Michał Rzecznik scenariusz swojego komiksu oparł głównie na swoich własnych wspomnieniach i wspomnieniach ludzi pamiętających tamte czasu. Odnoszę wrażenie, że jest to publikacja, której mocną stroną jest bazowanie na sentymencie do czasów schyłku PRL. To komiks dla mnie, dla Grzegorza i całego naszego pokolenia. I trudno mi sobie wyobrazić jak odbiorą go współczesne dzieciaki czy nastolatki. Czy zrozumieją poszczególne sytuacje, żarty i będą śmiać się w tych samych momentach co my? Jestem tego ogromnie ciekawa ale niestety aktualnie nie mam pod ręką żadnego dziecięcego czytelnika...

Większość anegdotek w komiksie to sytuacje z codziennego życia dziecka w ówczesnych czasach. Braliśmy udział w podobnych lub podobne przytrafiały się naszym kolegom. Dzieci z miasta spędzały wakacje na wsi, a dzieci ze wsi odwiedzały krewnych w mieście. Ludzie stali w kolejkach po identyczne meblościanki i pomarańczowe składaki Romet, sprzedawało się butelki do skupu i nosiło śliskie mundurki do szkoły. Do rozpuku śmiałam się z historyjki o tym jak Adaś próbował zaobserwować na etykietach sklepowych "wzrost cen" i po nieudanych próbach obserwacji, doszedł do wniosku, że ceny muszą rosnąć w nocy. Takie właśnie rozterki towarzyszyły naszemu dzieciństwu. Grało się w gumę i siedziało na trzepaku.

Czy współczesne dzieci uznają czasy naszej młodości za "mega" nudne? Nie wiem. Rozumiem zasadne założenie autora, aby bawiąc śmiesznymi, codziennymi anegdotami przemycać między wierszami tekstu i w tle obrazków naszą historię najnowszą. Lecz czytając ten komiks cały czas zastanawiałam się nad tym, czy współczesne dziecko zrozumie choć trochę z tych historii. Pomijając już fakt, że cała sytuacja ówczesnego ustroju politycznego jest trudna do zrozumienia. W komiksie pojawiają się jeszcze słowa, które już dawno przestały obwiązywać w naszym codziennym życiu. Na szczęście akurat z tym autorzy poradzili sobie rewelacyjnie, umieszczając na końcu publikacji słowniczek. Tylko dlaczego nie ma w nim wyjaśnienia słowa kogel-mogel? Myślę, że obecnie nie jest to już tak popularny "słodycz", zwłaszcza w wegańskich domach. ;)

No dobrze, to jak jest w końcu z tym komiksem? Dla dzieci czy nie? Na koniec lektury doszłam do wniosku, że jest to komiks rodzinny. Bardzo ważny dla mojego, naszego pokolenia, ale też ważny w kontekście zachowania pamięci o tamtych, jakże odmiennych od obecnych czasach. Dlaczego komiks rodzinny? Wydaje mi się, że jest to idealna lektura do wspólnego przeczytania i przegadania z dziećmi.
Dorośli z pewnością rozwiną wiele wątków własnymi historiami i wytłumaczą niezrozumiałe sytuacje zawarte w komiksie. Przede wszystkim potwierdzą, że tak faktycznie było. Jestem przekonana, że wiele dzieci nie uwierzy w część historii z komiksu. A przecież one są wszystkie uniwersalnie prawdziwe.

A jak się prezentują ilustracje w tym komiksie, zapytacie? Rewelacyjnie! Zresztą zobaczcie sami.

Scenariusz: Michał Rzecznik
Ilustracje: Przemek Surma
Wydawnictwo: Widnokrąg
komiks 88/89

czwartek, września 11, 2014

Joa Bart łamana na Joannę Bartosik to studentka ostatniego roku grafiki projektowej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Hurtowo projektuje plakaty, jak również identyfikacje wizualne, opakowania, gry, jednak zdecydowanie najbardziej lubi ilustrować. Jej dwie książki wzięły udział w tegorocznej wystawie "Książka dobrze zaprojektowana - zacznijmy od dzieci". Jej rysunki wzięły udział w II Ogólnopolskiej Niezależnej Wystawie Studenckiej z cyklu „Granice Sztuki” – „Granice Rysunku” organizowanej przez Koło Naukowe Czarny Kwadrat Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego przy współpracy z Galerią Turbo w Warszawie. Celująco obroniła dyplom, który pokazała później na wystawie książek w księgarni Bookarest w Poznaniu - "Rzuć look na artbook". Jest również ilustratorką w stawiającym pierwsze kroki wydawnictwie Oculino, którego celem jest wspieranie rehabilitacji dzieci z dysfunkcją wzroku. Więcej prac Joanny znajdziecie na jej prywatnej stronie. Zapraszam!

niedziela, września 07, 2014

W tym tygodniu na serwisach i profilach komiksowych było głośno o jednej zapowiedzi. Od dawna już jeden tytuł nie wywołał tak dużej fali ekscytacji wśród fanów komiksu. Mowa oczywiście o serii Mouse Guard wydanej w Polsce (w tym momencie zapowiedzianej na październik tego roku) pod tytułem Mysia Straż. Kto jest odpowiedzialny za polską edycję tej serii? Tutaj też spora niespodzianka. BUM Projekt to założona w 2013 roku księgarnia internetowa, która teraz najwyraźniej rozszerza swoje pole działania lub po prostu przekształca swoją działalność ze sprzedażowej na wydawniczą. Spokojnie można powiedzieć, że jest to czarny koń tegorocznych zapowiedzi komiksowych zaplanowanych na październikowy Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier w Łodzi ... ba, to całkiem możliwe, że najlepsza wiadomość komiksowa w tym roku. My dziś (przed premierą polskiego wydania) pokażemy Wam anglojęzyczną wersję, która już od jakiegoś czasu czekała na swoją kolej do prezentacji na blogu.

Mouse Guard to wyróżniona nagrodą Eisnera seria fantasy autorstwa Davida Petersena. Osobiście nie przepadam za tym gatunkiem w komiksie, a mimo to Mysia Straż urzekła mnie niesamowicie. Może dlatego, że Peterson w swoim komiksie głównych bohaterów uczynił myszami, a ich historie osadził w normalnym (średniowiecznym) świecie z zachowaniem wszelkich rzeczywistych proporcji. Personifikację myszy ograniczył do nadania im cech ludzkich, postawił je na dwóch łapkach, obdarował zdolnością mowy i myślenia, ale na tym koniec. Dalej są małymi stworzonkami przemieszczającymi się wśród dwa razy większych od siebie traw czy korzeni drzew. Dla mnie osobiście to zachowanie rzeczywistych proporcji jest jednym z kluczowych, koncepcyjnych powodów, przez który komiks ten ogląda się i czyta z dużą przyjemnością. Z ogromną łatwością zanurzyłem się w świecie głównych bohaterów zapominając, że w tym jednym momencie cały świat wokół mnie powiększył się kilkukrotnie. Węże i kraby są ogromne, a pszczoły siadają na ramieniu niczym wytresowany sokół.
W tym właśnie świecie pełnym zagrożeń istnieje królestwo myszy z ich małymi domkami i wielkim zamkiem wykutym w kamieniu. Przed czyhającymi zewsząd zagrożeniami królestwo chroni  Mysia Straż, bractwo myszy, które przysięgły bronić swoich pobratymców, gdy tylko jest to konieczne. Dotyczy to również zapewniania bezpieczeństwa na "mysich" ścieżkach i ochronę podróżnych przed drapieżnikami. Właśnie na jednej z takich ścieżek, w pierwszym tomie komiksu poznajemy głównych bohaterów serii: Lieama, Kenziego i Saxona, dzielnych kompanów i towarzyszy broni, dla których przygoda w Mysiej Straży tak naprawdę ma się dopiero zacząć.
Mouse Guard to typowy epos rycerski, mamy tutaj dzielnych rycerzy, królewską intrygę, próbę przejęcia władzy i liczne bitwy na miecze. Zaś liczba wątków, jak można się tylko domyślać, będzie się powiększała z albumu na album. Komiks, który Wam prezentujmy, to pierwsza seria zebrana w jednym tomie pod nazwą "Fall 1152" (Jesień 1152). Na chwilę obecną seria doczekała się czterech albumów, co jest liczbą bardzo przyjemną i jak mi się wydaje realną do szybkiego nadrobienia przez BUM Projekt (trzymam kciuki).
Zapewne ten komiks nie znalazłby się tutaj gdyby nie ilustracje Petersena. Może i nie są one szczególnie wyjątkowe, momentami można nawet odebrać wrażenie, że są wręcz zwyczajne, a mimo to sposób w jaki Petersen przedstawił swoje postaci i świat, w którym przyszło im żyć oczarował mnie już z pierwszych stron. Oszczędna, "jesienna" paleta kolorów dodatkowo podsyca pozytywny, wizualny odbiór komiksu.
Polecam. Zainteresujcie się tym tytułem. Nie będziecie zawiedzeni.
Autor: David Petersen
Wydawnictwo: Archaia Studio Press
Mouse Guard - Mysia Straż

wtorek, września 02, 2014

Chyba żadna książka z dzieciństwa nie utkwiła w mojej pamięci tak mocno jak Na wyspach Bergamutach, mimo to za każdym razem gdy wygrzebuję z kartonów u rodziców jakąś swoją starą książkę, moją głowę przeszywa sentymentalny dreszczyk. Tak samo było w przypadku Geometrii dla najmłodszych. Nie pamiętam za wiele z treści, ale pamiętam doskonale głównych bohaterów (przewodników) wykreowanych w wyobraźni Bohdana Butenko - Ołówek, pajacyk Buratino z kredką zamiast nosa (mój ulubiony), Nieumiałek i Samoradzik.
Wiem, że w jakiś stopniu przemawia przeze mnie sentyment, ale mam wrażenie, że dopiero po latach potrafię w pełni docenić ilustracje Butenko. Na przykład, dopiero teraz zwróciłem uwagę na charakterystyczny klucz graficzny jaki wprowadził Butenko. Strony z obramowaniem w kolorze niebieskim to te, na których występują wyżej wymienione postaci. Żółte plansze to te z "przygodami" Punktu i Cyrkla, natomiast na stronach z różową obramówka znajdowały się ćwiczenia. Nie możemy zapominać, że była to przecież publikacja edukacyjna, wydana przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Podobno zrobiłem wszystkie zadania z tej książki, a te z Buratino nawet po kilka razy. Ja sam tego nie pamiętam. Moja więź sentymentalna z tą książką ogranicza się wyłącznie do wspomnień poszczególnych stron z książki, no i oczywiście głównych postaci.

A wy co pamiętacie z tej książki?

Autor: Władimir G. Żytomirski, Lew N. Szewrin
Tłumaczenie: Urszula Drabarek
Opracowanie graficzne: Bohdan Butenko
Wydawnictwo: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogoczne
Geometria dla najmłodszych

piątek, sierpnia 29, 2014

Tym wpisem kończymy przegląd "dokumentalnych" leporello z wydawnictwa Nobrow. Najlepsze jednak zachowałem na koniec. Space race zarówno wizualnie jak i treścią zabiera "czytelnika" wysoko, wysoko w przestrzeń kosmiczną, by na 136-ciu centymetrach śledzić barwny wyścig programów kosmicznych Stanów Zjednoczonych oraz Związku Radzieckiego. Identycznie jak to wyglądało w Rise and Fall oraz High Times, tutaj także wewnętrzna strona okładki skrywa małą ściągawkę historyczną dotyczącą kluczowych wydarzeń związanych ze wspomnianym wyścigiem oraz lotami w kosmos.
No a wizualnie? Wizualnie, jak już wspomniałem, z całej trójki ta publikacja przypadła mi najbardziej do gustu. Ponownie, jak w przypadku High Times kluczowe było dla mnie wykończenie ilustracji. Tom Clohosy Cole, podobnie jak Golden Cosmos, również postawił na bardziej graficzne, momentami malarskie, wykończenie ilustracji, ale w moim odczuciu poradził sobie z tym lepiej niż para z Berlina. Kupił mnie przede wszystkim barwnym, niemal trójwymiarowym zobrazowaniem zachodów słońca czy też efektu spalanego paliwa przez startującą rakietę ... no dobra i jeszcze Łajką siedzącą w rakiecie.
Wydawnictwo: Nobrow

czwartek, sierpnia 28, 2014

Kolejna wizualna perełka od brytyjskiego Nobrow i kolejny zapowiedziany wpis poświęcony rozkładanym publikacjom z tego wydawnictwa.
High Times to smakołyk dla fanów dobrej ilustracji, świetnego książkowego dizajnu ... i awiacji. Golden Cosmos, czyli Doris Freigofas oraz Daniel Dolz to kreatywny duet z Berlina, który odpowiedzialny jest za przygotowanie tej 139-cio centymetrowej ilustracji. Ta niesamowicie barwna panorama ilustruje historię lotnictwa od jej mitologicznych początków (Ikar), przez pierwszy lot balonem, Leonarda da Vinci i jego latające maszyny, po II wojnę światową i loty w kosmos. Jak już wspomniałem przy Rise and Fall, Nobrow w przypadku swoich leporello stawia na detal, zabawę w wyszukiwane mikro historii ukrytych pomiędzy piętrzącymi się barwami. Takie dociekliwe badanie każdego skrawka tej ponad metrowej publikacji skutecznie rekompensuje brak treści pisanej. Podobnie jak w przypadku Rise and Fall, tutaj także jedyną treścią są ciekawostki spisane na wewnętrznej stronie okładki (etui). Rozszerzone zostały o daty i stanowią rys historyczny maszyn latających (i tych związanych z lotnictwem), zaczynając od wynalezienia pierwszego spadochronu w 1490 roku, kończąc na roku 2011 i ostatnim locie promu kosmicznego w kosmos.
Wizualnie publikacja jest spójna z pozostałymi z tej serii. Tutaj także występują wyraźne, brylaste formy pozbawione obrysów, jednak w przeciwieństwie do prac Micah Lidberg w Rise and Fall, Golden Cosmos operują bardziej "malarskim" wykończeniem swoich ilustracji. Więcej tutaj przecierek, przybrudzeń i pryśnięć tuszem. Nieważne czy są to efekty manualnego rysunku czy tekstury w programie graficznym, daje to bardzo fajny efekt końcowy. Polecam.

Na ten kończący się tydzień zaplanowaliśmy dla Was trzy prezentacje (włącznie z tą tutaj). Wszystkie będą dotyczyły zdobycznych leporello z wydawnictwa Nobrow. Tak jak je kupiliśmy, tak je Wam zaserwujemy - hurtem.
Pierwszym tytułem będzie Rise and Fall czyli dwustronna, 136 centymetrowa, rozkładana panorama obrazująca upadek wielkich gadów i narodziny nowych gatunków zwierząt.
Misterne ilustracje odwzorowane praktycznie bez linii a jedynie za pomocą zabawy plamą i kolorów sprawiają, że można się godzinami wpatrywać w szczegóły całego obrazka i doszukiwać się nowych elementów - co akurat jest domeną Nobrow i ich "niemych", rozkładanych publikacji.
Jedyna treść jaką znajdziemy w tej "książce" znajduje się na wewnętrznej stronie okładki i stanowi ona spis kilku krótkich ciekawostek związanych z życiem na ziemi.
Czy muszę pisać, że polecam? Chyba nie.

Wydawnictwo: Nobrow

 
undefined