22 maja 2013

Dodano: 5/22/2013

Prawdę mówiąc nie mieliśmy pomysłu jak uczcić fakt, że post, który teraz czytacie jest już setnym wpisem, który publikujemy na naszym blogu. Okazuje się, że najlepsze rozwiązania przychodzą znienacka. W życiu byśmy nie pomyśleli, że taką okazję uświetni nam celebryta. :) Tak, tak, proszę Państwa, poważna sprawa.
Autorem niespodzianki (gdyście przypadkiem nie przeczytali tytułu) i zarazem fanarta będącego SETNYM wpisem na naszym blogu jest ... Maciej Łazowski, zwany także "Magistrem Łazowskim".

Autor wydanego przez Kulturę Gniewu komiksu Boska Tragedia. Mamy nawet autograf i rysuneczek na naszym egzemplarzu. Powaga! Zobaczcie na sam dół wpisu. ;)
Wraz z Bartoszem Szymkiewiczem współtworzył popularne webkomiksy Bug City oraz Hell Hotel.

Jednak sławę i pieniądze przyniosły mu Głosy w mojej głowie. Rewelacyjny webkomiks (utrzymany w lupusowej kolorystyce, przypadek?), wyróżniony w 2011 roku nagrodą za “Najlepszy komiks on-line” przez Polskie Stowarzyszenie Komiksowe.

No, ale dobra, można by tak jeszcze pisać i pisać, wymieniać i linkować, a tu fanart stygnie.
Podziwiać!


21 maja 2013

Dodano: 5/21/2013

Nie mam pomysłu jak zacząć.Z jednej strony zachwycam się okładką leżącego przede mną Doomboy'a, ale z drugiej strony wiem już teraz, że to nie będzie jeden z tych wyłącznie głaskających po pleckach opisów.
Doomboy to już czwarta publikacja tego autora w Polsce. Tym bardziej cieszyłem się jego zapowiedzią i z niecierpliwością oczekiwałem paczki z zamówionym komiksem.
Tony Sandoval to wieczny romantyk i to mi pasuje, nawet bardzo. Zakochałem się w jego albumie "Trup i sofa", będącym dla mnie uniwersalną historią o wakacyjnej miłości z trupem i wilkołakami w tle. Ot, jak tu nie kochać gościa, który uwielbia rysować/malować macki, trupy, demony z innych światów przedzierających cienką granicę rzeczywistości i sensu.
Doomboy to historia miłości w stylu doom-metalu.
Główny bohater, ukrywający swoją tożsamość pod pseudonimem Doomboy, próbuje odnaleźć ukojenie po stracie bliskiej mu osoby zanurzając się w mocnym, ponurym brzemieniu doom-metalu - nieświadomie stając się miejską legendą. Tak w jednym, długim zdaniu można by opisać historię tego komiksu. To jest właśnie ten zgrzyt, przez który miałem wątpliwości, czy powinniśmy prezentować ten komiks na blogu. W końcu miało być o ładnych książkach i fajnych komiksach.
Ostatecznie Doomboy wygrał rysunkami, które jak przystało na Sandovala są po prostu rewelacyjne. Nagniemy więc lekko nasze motto, przeinaczając je na "blog o fajnych książkach i ładnych komiksach".
Myślę sobie, że Tony wymyśla swoje historie tylko po to, by móc narysować kilka epickich plansz. Naprawdę, dla samej strony graficznej warto kupić ten komiks. Ilustracja na okładce, szkicowa wyklejka, jednostronicowe plansze no i każdy kadr z mackami i morskimi, demonicznymi stworami, czynią ten komiks pięknym. :)
Nie mogę sobie przypomnieć dlaczego, ale moim pierwszym odczuciem, gdy wziąłem ten komiks w ręce była irytacja wywołana jakością papieru. Wiem, że mógłby być nieco mniej błyszczący, ale mimo to bardzo ładnie oddaje nasycenie kolorów i w tym momencie, gdy piszę ten tekst, papier już tak bardzo mnie nie irytuje. Ostatnio zauważam też znaczną poprawę w jakości publikacji wydawanych przez Timof Comics. Nie udało nam się tego uchwycić, ale na okładce przy tytule znajdziecie wylakierowane duże, ozdobne "D". Już nie raz pisaliśmy o tym, że to niby nic nie znaczący dodatek, ale uwielbiamy takie smaczki. Da się też zauważyć, że wydawnictwo zaczyna kombinować coś ze swoim okropnym logo. Na razie jest to tylko kwestia jego prezentacji w różnych miejscach publikacji, ale mam cichą nadzieję, że z czasem doczekam się nowego znaku. :) Sam komiks jest porządnie wydany. Gruba, albumowa okładka i szyte wnętrze, dzięki temu powinien przeżyć falę pożyczających komisy znajomych.

Autor: Tony Sandoval 
Wydawnictwo: Timof Comics

14 maja 2013

Dodano: 5/14/2013

„Są komiksy dla dzieci”. Nieoficjalnie, tym właśnie hasłem, całkiem niedawno dwa wydawnictwa komiksowe w Polsce rozpoczęły nową serię wydawniczą skierowaną, jak nazwa sugeruje, do młodszych czytelników. Bawi mnie to przeogromnie i zabrzmię w tym miejscu jak staruszek, ale za czasów mojej młodości mawiało się, że komiks jako taki to czytadło dla dzieci. Spajdermeny, kaczory Donaldy i inne tego typu określenia podkreślające to, że w pewnym wieku już nie wypada czytać komiksów.
Paradoks niesamowity, zważywszy na to, że to wcale nie było tak dawno, a mimo to nie dziwi mnie już fakt, że siostra Weroniki omawia w gimnazjum komiks na zajęciach z języka polskiego. Wszystko odwróciło się do góry nóżkami, ale jak na razie wydaje się, że jest dobrze i idzie ku lepszemu.
Rosnąca w ostatnich latach popularność książeczek obrazkowych dla najmłodszych, musiała w pewnym momencie wpłynąć także na formę wydawniczą komiksów, bo przecież - czy komiks, aż tak bardzo różni się od ilustrowanej książeczki? Szczególnie, że wydawnictwa wydające książeczki dla najmłodszych bardzo dobrze przygotowały grunt czytelniczy, stawiając coraz większy nacisk na formę wydawanych przez siebie publikacji. Książki ładne, ale ładne z punktu widzenia ludzi z gustem, dobrze zaprojektowane i przede wszystkim mądre. Chociaż nie za bardzo przepadam za określaniem książeczek „mądrymi”. Wolę mówić, że są sprytne, szczwane i przebiegłe.
Ukształtował się zatem rynek młodych rodziców, którzy chcą karmić swoje pociechy literaturą mądrą/sprytną, ale także rozwijać ich zmysły plastyczne i kształtować ich zdolność postrzegania rzeczy ładnych. Koniec z kupowaniem książeczek dla dzieci na poczcie i w kioskach Ruchu.
Właśnie w ten rynek Kultura Gniewu i Centrala postanowiły się wstrzelić i przeinaczając dawne hasło, że komiksy są dla dzieci, stworzyły dwie serie wydawnicze: Krótkie Gatki oraz Centralka, które mówią, że SĄ komiksy DLA dzieci.

Pierwszym tytułem z serii Krótkie Gatki była „Norka zagłady,” Tomka Samojlika. Jest to kontynuacja wydanego przez Instytut Biologii Ssaków PAN komiksu „Ryjówka przeznaczenia”. Kultura Gniewu (Krótkie Gatki) na szczęście zapewniła sprzedaż obu albumów, tak by zachować ciągłość historii. Wydała również „Norkę zagłady” w identycznym formacie i stylu co „Ryjówka przeznaczenia”, przez co nawet nie zauważycie, że oba komiksy wydał ktoś inny (bardzo się to chwali Kulturze Gniewu).
Komiksy opowiadają o przygodach Dobrzyka, niby zwykłej ryjówki, która jeszcze o tym nie wie, ale świat ma ją poznać jako „Ryjówkę przeznaczenia”. Poza tytułową ryjówką poznajemy całą masę leśnych stworzeń, które towarzyszą Dobrzykowi, a które spotyka na drodze swojej przygody lub te, z którymi musi się skonfrontować.
"Ryjówka przeznaczenia" oraz "Norka zagłady" są jednymi z tych komiksów, które poprzez zabawę i przygodę, uczą. Wydawało się nam, że wychowawszy się na wsi, mając las praktycznie pod nosem, niczym nas te komiksy nie zaskoczą, a jednak, o części gatunków zwierząt nawet nie słyszeliśmy. 
Masa śmiechu, fascynujące ale i trzymające w napięciu przygody, niezwykłe procesy ekologiczne, tajemnice i przepowiednie, wszystko to, a nawet więcej czeka na dzieciaki przy lekturze tego komiksu. Spokojnie polecamy tę eko-przygodówkę wszystkim rodzicom ... ale nie tylko :).
Polecamy również po lekturze wybrać się na spacer do lasu, ale do lasu, a nie parku w mieście ;).

PS
Jak zdążyliście już zauważyć ani słowem nie wspomnieliśmy o części graficznej, a to dlatego, że specjalnie dla Was zaprezentowaliśmy komiks w otoczeniu leśnej natury. Po co pisać skoro można fajnie pokazać.
Zapraszamy do oglądania!
... i na my na serio z tym spacerem do lasu :)

Scenariusz i rysunki: Tomasz Samojlik
Wydawnictwo: Instytut Biologii Ssaków PAN (Ryjówka przeznaczenia), Krótkie Gatki (Norka Zagłady). 

6 maja 2013

Dodano: 5/06/2013

Wandering Ghost według naszych kryteriów to idealna, komiksowa zdobycz z zagranicznych wyjazdów. 
Niemy komiks z zachwycającymi ilustracjami. Dwie proste zasady, którymi staramy się kierować, szukając fajnych publikacji w nieanglojęzycznym kraju. Niby kryteria banalne, a jednak zadanie nie należy do najłatwiejszych. Na szczęście Wandering Ghost wpasowuje się tutaj idealnie. No i nie zapominajmy, że jest to komiks o lisie, tajemniczym lesie, duchach i magicznych stworach, czyli ma wszystko, ale to absolutnie wszytko co kochamy. Takie komiksy kupujemy w ciemno, bez drżenia ręki sięgającej do tylnej kieszeni po portfel.

Komiks opowiada magiczną, wzruszającą opowieść o małym duszku, który musi sobie poradzić z dość nietypową dla niego sytuacją - posiadaniem ciała. Problem jest o tyle poważny, że nowe, futrzaste ciało nie jest w stanie przeżyć bez obecności rezydującego w nim duszka, ale mały duszek nie jest do końca zachwycony nowym dorosłym wcieleniem. To pouczająca opowieść o wyobcowaniu we własnym ciele, o szukaniu swojej własnej tożsamości.

Komiks ten jest pierwszym albumowym wydaniem wspaniałej ilustratorki Moki. Artystka operując piórkiem do kaligrafii, prostymi liniami stworzyła przepiękny krajobraz wędrówki małego ducha. W jej ilustracjach daje się odczuć fascynację krajobrazami wprost z japońskich rycin. Rzadko korzysta z cieniowania powierzchni lub budowania przestrzeni plamami. Nawet w kolorowym artbooku dołączonym do komiksu, nanosi kolory w bardzo płaski sposób, wykorzystując faktury drewna jako "malarski" podkład.

Całość wydana raczej klasycznie, okładka kartonowa, szyto-sklejana ze skrzydełkami. Do środka włożony jest kolorowy artbook. Kupcie sobie jak będziecie mili okazję - warto.

Autor: Moki
Wydawnictwo: Reprodukt

24 kwietnia 2013

Dodano: 4/24/2013

W końcu przyszła wiosna. W końcu, ponieważ z niecierpliwością czekaliśmy na dzień, kiedy będziemy mogli wyjść na dwór i pocykać zdjęcia bez obawy, że nam łapki zmarzną. Ta konkretna publikacja czekała kilka miesięcy na swoją plenerową sesję i w końcu się doczekała. Owszem, mogliśmy porobić zdjęcia w naszej pracowni, ale widzicie, jest jeszcze jeden ważny powód dla którego czekaliśmy z niecierpliwością na ciepłe, słoneczne dni. To jest w końcu ta pora, kiedy można już myśleć o wycieczkach i foto-spacerach. Co tu dużo mówić, już teraz możecie zacząć planować swoją wycieczkę śladami wrocławskich murali i właśnie ten album, który za chwilę zaprezentujemy Wam w tym pomoże (a na pewno mapka do niego dołączona). My też się na taki wypad szykujemy.

O samym OUT OF STH pisaliśmy w ramach poprzedniego katalogu, więc nie chcielibyśmy się za bardzo powtarzać. W zeszłym roku miała miejsce już trzecia edycja tego streetartowego wydarzenia, a jego podsumowanie znajdziecie właśnie w prezentowanym albumie OUT OF STH VOL.3.
Z tego albumu cieszymy się szczególnie, ponieważ nie mogliśmy uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach 3. edycji festiwalu OUT OF STH i dzięki tej właśnie publikacji możemy choć trochę nadrobić braki.

Obserwowaliśmy OUT OF STH od pierwszej edycji i kibicujemy temu wydarzeniu bardzo mocno. W 2008 roku w Polsce mało kto znał określenie „street art”, większość ludzi malowanie na murach kojarzyło jedynie z tagami i graffiti. Naszym skromnym zdaniem to właśnie Wrocław, pomimo długiej historii muralu artystycznego i reklamowego, rozpowszechnił w Polsce ideę muralu na skalę, można rzec, masową. Po sukcesie OUT OF STH w wielu polskich miastach nastała niemalże „moda na murale”. Ma to swoje dobre i złe strony, ale najfajniejsze jest to, że coraz więcej osób nie tylko wie czym jest mural, ale zaczyna rozumieć i zauważać szerszą perspektywę działalności artystycznej w przestrzeni miejskiej. Bo przecież murale to tylko jeden z przejawów street artu. I pokrótce można powiedzieć, że właśnie to miała pokazać trzecia edycja tego wydarzenia. Oprócz murali i wystaw, można było zobaczyć lub nawet uczestniczyć w projektach, które znacznie mocniej niż pomalowane ściany dotykają mieszkańców miast. Przykładem niech będzie akcja „Baraca”, podczas której artystka zbudowała dom z mieszkańcami cygańskiego koczowiska. To nie był dom z cegieł ani drewna, tylko taki jak inne na wrocławskim koczowisku – ze znalezionych elementów: blach, tektur itp. To próba wejścia w skórę innego człowieka, próba zrozumienia go przez jego środowisko, a nie obserwacja z daleka. Ważny dla nas, jako projektantów jest projekt RE: DIZAJN – zaproszeni projektanci zaprojektowali identyfikację wizualną dla trzech zakładów rzemieślniczych (magiel, szewc i jubiler). Efekty są niesamowite i marzy nam się więcej takich akcji – polskie ulice aż się o to proszą. Bardzo podobała nam się też rowerowa wystawa (którą dane nam było zobaczyć na własne oczy) i performance grupy Łuhuuu! (dziewczyny weszły pod kratki w chodnikach – trochę straszne;). Zresztą jak zaczniemy się rozpisywać o każdym projekcie, który nas poruszył, to wyjdzie nam tu drugi album powystawowy. Po prostu kupcie, przeczytajcie, zobaczcie i przyjedźcie do Wro!

Ach, no i na koniec rzeczy bardzo ważne dla nas jako projektantów, kolekcjonerów, ludzi doceniających dobry produkt. Tak jak przy prezentacji poprzedniego albumu, teraz też zachwycamy się albumem jako designerską publikacją. Sposób składu, dbałość o szczegóły, kolory, cud, miód i maliny. Tym razem publikacja zyskała płócienną tłoczoną okładkę, co sprawia, że wygląda jeszcze bardziej albumowo i elegancko. Znów mamy nietypowy introligatorski sposób złożenia książki z widocznym szyciem (kochamy to!). I znowu Grupa Projektor przyłożyła starań aby każdy nagłówek, podpis i fotografia były po prostu na najwyższym poziomie. Może nie interesować Cię treść, ale musisz docenić fakt, że ten album jest po prostu rewelacyjnie zaprojektowany.

Katalog możecie nabyć w wrocławskiej galerii BWA.

Wydawca: BWA Wrocław
Kuratorzy wystawy: Sławek ZBK Czajkowski, Joanna Stembalska
Projekt i skład: Grupa Projektor 




19 kwietnia 2013

Dodano: 4/19/2013

Wczoraj na naszą skrzynkę mailową wpłynęła wiadomość z bardzo miłą niespodzianką. Autorka maila, jak sama o sobie pisze, nie jest może jakąś mega sławną ilustratorką (postaramy się to zmienić), jest za to naszą wielką fanką i nie mogła się powstrzymać, żeby przygotować dla nas małą, ilustrowaną niespodziankę.

No dobra, nie będziemy dalej przeciągać napięcia, zwłaszcza, że i  tak wszyscy wiedzą, że dostaliśmy wilczego fanarta i to jakiego ślicznego. Jest na nim wszystko co kochamy: magia, las w którym obecnie mieszkamy, tajemnica, no i przede wszystkim - niebieski wilki zanurzony w lekturze tajnej (fajnej) księgi :)

Standardowo, każdego z autorów wilczych fanartów prosimy o zaprezentowanie samego siebie. Oto co napisała o sobie Iza:

Co lubię...
Lubię wszystko co ładne lub ilustrowane. Kupuję komiksy i książki; zwykle te dla dzieci  tylko, że te są dla mnie. Nawiasem mówiąc wolałabym już nie dorastać. I tak już za daleko to zabrnęło.
Jakby to nie brzmiało, uwielbiam naturę. Drzewa, zwierzęta i leśne duchy. Mieszkam z czarcim kotem Borutą, który zajmuje w domu specjalne miejsce.
Mam dwadzieścia lat i obecnie jestem na pierwszym roku projektowania graficznego w Katowicach. Przyjmuję też różne zlecenia.
Marzy mi się zilustrować książkę i spotkać Fauna. Tak. 

Prace Izy możecie znaleźć na jej profilu FB: https://www.facebook.com/pages/Dewizka/387244617974301 
czy w mniej aktualnym (jak sama twierdzi) portfolio http://izabeladudzik.pl/
lub w serwisie Digart, na którym wszystko się zaczęło http://dewizka.digart.pl/

ps. drodzy fani "Gry o Tron" wbijajcie szybko na blog Izy, znajdziecie tam jej zwycięski projekt koszulki "Gra o Tron". Nosilibyśmy!!!

A teraz podziwiajcie!
Śliczny prawda? :)

15 kwietnia 2013

:
Dodano: 4/15/2013

Jeszcze zanim "Zeszyty" wpadły w nasze ręce, spodobała nam się idea stojąca za ich powstaniem. Dobrze ujmuje ją ten fragment wstępu do numeru 2:
W trosce o źródło utrzymania łatwo stracić z oczu przyczynę, dla której zasiada się codziennie nad kartką papieru. Stąd wzięła się potrzeba stworzenia projektu, który pozwoliłby znaleźć punkt odniesienia dla własnych działań. Powstał „Zeszyt”, w którym spotykają się artystki, ilustratorki, designerki i graficzki. Wszystkie uczestniczki łączy potrzeba komunikowania się poprzez szeroko pojęty rysunek.

Może i uczyniliśmy (ja i Weronika) w jakimś stopniu naszą pasję pracą, ale nie możemy zapomnieć, że jest to w pierwszej kolejności źródło utrzymania, a przyjemność nie zawsze wysuwa się na pierwszy plan. Może już nie zasiadamy przed kartką papieru tak często jak kiedyś, ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego jak ważny jest cel łączący wszystko to co siedzi nam w głowach w jakieś kreatywne działanie. Dlatego właśnie założyliśmy pracownię sitodruku, dlatego prowadzimy ten blog i dlatego tak bardzo cienimy sobie projekty, które powstają z pasji dla pasji. Jeżeli jeszcze przy tym wszystkim połechczą one nasze bibliofilskie ego, to już w ogóle rozpływamy się jak masełko na rozgrzanej patelence ;)
"Zeszyty" to w zasadzie kobieca inicjatywa. Wymyślona przez panie i tworzona w pełni przez panie. Czy skierowana też do pań? Ani przez chwilę ich tak nie odebrałem, ale jeżeli boisz się, że maczo w Tobie może ucierpieć, to faktycznie zastanów się dwa razy zanim sięgniesz po te "Zeszyty" ... czy też jakąkolwiek inną publikację. :)
Każdy numer "Zeszytów" dopełniany jest innym przymiotnikiem określającym motyw przewodni zamieszczonych w nim prac. Pierwszym numerem był "Zeszyt kryminalny". Drugi, prawie dwukrotnie grubszy, numer nosi tytuł "Zeszyt zagraniczny". Każda z zaproszonych uczestniczek odpowiada swoim graficznym komunikatem na hasło przewodnie danego numeru. Obrazem, rysunkiem, szkicem czy też projektem graficznym. Razem tworzą ciąg nieformalnych komunikatów.
Seria nie bez powodu nazywa się "Zeszytami". Formatem przypomina zeszyt szkolny, szkicownik, który zawsze chciałem mieć. Wypełniony od pierwszej kartki do ostatniej rewelacyjnymi, czarno-białymi rysunkami. 
Teraz stawiam sobie bardziej realistyczne cele, ale gratuluję dziewczynom, że im się udało :)

Oficjalna strona: www.zeszytzrysunkami.blogspot.com

Redakcja: Natalia Kulka, Marta Pieczonko, Joanna Szumacher


Autorki "Zeszytu kryminalnego": Magdalena Karpińska, Agnieszka Chojnacka, Marta Pieczonko, Katarzyna Bogdańska, Natalia Kulka, Pięć filarów, Anna Orlikowska, Agata Staros
Autorki "Zeszytu zagranicznego": Gosia Machon, Marta Pieczonko, Aleksandra Ska, Katya Shadkovska, Julia Gruner, Magdalena Karpińska, Emelie Östergren, Agata Staros, Antje Herzog, Anna Orlikowska, Róża Litwa, Natalia Hołub, Pięć Filarów/Joanna Szumacher, Natalia Kulka

Gdzie kupić? Na przykład tutaj: PictureBook.pl

8 kwietnia 2013

Dodano: 4/08/2013

Trochę nagniemy zasady, wprowadzając małe (mamy nadzieję) urozmaicenie, ostatecznie chaos, którego postaramy się więcej nie wywoływać :)
Po raz pierwszy zaprezentujemy zapowiedź publikacji zamiast samą publikację. Wszystko za sprawą Daniela Gutowskiego. Nie znam go osobiście, ale bardzo lubię to, co robi. Żałuję jedynie tego czego nie robi, a mianowicie, że nie wydaje własnych komiksów. No dobrze, nie do końca jest to prawdą, ale zdecydowanie jest tego za mało. Byłem bardzo podekscytowany jego „Nikiforem” do scenariusza Dominika Szcześniaka, jednak ostatecznie ten króciutki komiks nie zaspokoił mojego apetytu. Ku mojemu zadowoleniu pojawiła się szansa, że jednak z zadowoleniem przyjdzie mi pochłonąć lekturę komiksu w pełni narysowanego przez Daniela do scenariusza Michała Rzecznika.
„Maczużnik”, ponieważ o nim mowa, to kwietniowa, 72 stronicowa zapowiedź z wydawnictwa Centrala. Byłem podekscytowany tą zapowiedzią i na tyle bezczelny, że poprosiłem wydawnictwo o wgląd w plansze komiksu zanim jeszcze pojawiła się oficjalna zapowiedź.
No i proszę moi mili: tylko tutaj, tylko u nas, na naszym blogu trzy dodatkowe (zielone), ekstra przedpremierowe, nikomu innemu nieudostępniane plansze z komiksu „Maczużnik”!
Komiks będzie miał swoją premierę 18-go kwietnia na 4. Międzynarodowym Festiwalu Kultury Komiksowej Ligatura w Poznaniu.

Fabuła komiksu opowiada o ludziach zamkniętych w umownej scenerii (po)pegeerowskiej wsi i ciasnego M-3. Niczym się nie wyróżniające życie głównych bohaterów - pary małżeńskiej i żyjącej z nimi matki żony - okazuje się prawdziwym folie a trois: dzielonym przez wszystkich członków rodziny paranoicznym opracowaniem piekła dusznej codzienności. Opowieść o niszczącej sile więzów rodzinnych i sąsiedzkich, o opresyjnych normach kształtowanych przez małe społeczności oraz próbach ich przekraczania, które muszą prowadzić do szaleństwa.

Na koniec jeszcze kilka smaczków zdradzonych przez wydawcę.
Komiks będzie posiadał wklejki w postaci telegramów oraz koperty z listem. Podobne do tych jakie są w „The Lonely Matador”.
Jeżeli kupicie komiks w przedsprzedaży w internetowym sklepie Picturebook.pl - http://picturebook.pl/pl/p/Maczuznik%2C-Daniel-Gutowski%2C-Michal-Rzecznik/256
będzie on zapakowany w papier pakowy i obwiązany wstążeczką, co ma swoje uzasadnienie dramaturgiczne w komiksie.

Dodatkowo, kupując ten komiks przedpremierowo otrzymacie 26% zniżki, więc warto.

PS
Jak tylko otrzymamy naszego „Maczużnika”, to podmienimy ten post na pełnowartościową prezentację i opinię w stylu Lupus Libri ;)

Uwaga! Poniższe plansze to tylko wizualizacje a nie zdjęcia. Faktyczny rozmiar komiksu nie jest tutaj odwzorowany.

2 kwietnia 2013

Dodano: 4/02/2013

To już kolejna fajna ilustrowana książka wydana na polskim rynku i jednocześnie dostępna całkowicie za darmo! Czyżby narodził nam się jakiś trend? Jeśli tak, to my cieszymy się bardzo!

Nie dajcie się zmylić podtytułem – polecamy tę książkę także dorosłym. Świetnie opowiada o pozytywnych aspektach wynikających ze współpracy między owadami, zwierzętami i ludźmi. Są też i negatywne formy współpracy, jak np. współpraca przestępców, o której również dowiecie się z tej książeczki. Naturalnie jest to wyjątek potwierdzający regułę, że współpraca to pozytywne działanie na korzyść większej grupy.

Dużym atutem tej książeczki jest zróżnicowanie stylistyczne (o współpracy opowiada kilku autorów) i cała gama przykładów owocnej współpracy, od mrówek i pszczół począwszy, na opozycji antykomunistycznej i pomocy humanitarnej skończywszy. Czytelnik może dowiedzieć się na prawdę ciekawych detali, np. że nietoperze-wampiry dzielą się ze sobą zdobytą krwią, albo że świnie potrafią grać w gry komputerowe (na prawdę!). Fajnie przedstawione są też skomplikowane procesy, jak np. produkcja filmu, organizacja konwoju z pomocą humanitarną czy też praca naukowa przy Wielkim Zderzaczu Hadronów. Więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ilustratorka bawi się stylistyką, stosując czasem czyste wektorowe kształty, a czasem odręczne elementy i grube krechy. Zaskakuje też pomysłowością – dla wszystkich komiksomaniaków mała ciekawostka: w książce pojawia się Batman ... z Robinem!

Cała książeczka dostępna jest także on-line: http://issuu.com/krytykapolityczna/docs/wspolpraca

Anna Pluta zilustrowała wcześniej inną książkę z "przewodnikowej" serii Krytyki Politycznej. Niestety nakład już został wyczerpany, ale można poczytać na ekranie: http://issuu.com/krytykapolityczna/docs/bieda_przewodnik


Autorzy: Janina Ochojska, Jakub Bożek, Agnieszka Wiśniewska
Ilustracje: Anna Pluta


26 marca 2013

Dodano: 3/26/2013

Zacznę tym razem trochę od tyłu, bowiem na tyle okładki tej książki znajduje się krótki tekst/recenzja Moniki Obuchow, który przemówił do mnie równo mocno, co zawartość książki. Co prawda w innym sensie, ale nie mogłam pominąć tego w naszej prezentacji. Monika pisze o autorce i "Kłopocie" ale tak naprawdę dotyka sedna samych książek obrazkowych. Zwraca uwagę na to, że dobra książka "dla dzieci" powinna trafiać nawet mocniej do dorosłych odbiorców, nazywa ją "poezją obrazu". Rozumiem to aż nadto dobrze, bo właśnie my (czyli ja i Grzegorz, a pewnie i sporo z Was) jesteśmy tymi "dorosłymi bez dzieci", którzy chłoną treści zapisane w formie obrazów o wiele chętniej niż tysiąc-stronicowe tomiszcza zapisane suchym tekstem.
Dzięki Moniko! Nazwałaś kilkoma słowami wszystko to, co czułam od lat kilku :)

No dobrze, wróćmy jednak do "Kłopotu". Nie było przypadkowe to, że taka, a nie inna recenzja znalazła się na tyle tej książki.
"Kłopot" to na prawdę wyjątkowa książka. Mało tu słów, ale nie ma też rozbudowanej ilustracji.
To książka oparta na pomyśle, to kreatywna zabawa z czytelnikiem, to wreszcie zaproszenie do świata, w którym nawet nieprzyjemny wypadek przy pracy może stać się początkiem czegoś wartościowego. Wszystko zaczyna się od przypalonego obrusu, śladu żelazka... potem wciąga nas niesamowity tok myślenia autorki tego trójkątnego kształtu, a kończymy zastanawiając się, nie nad tym co jeszcze można dorysować, by ten kształt w coś fajnego zamienić, ale dochodząc do wniosku, że prawdziwe wartości przedmiotów, to nie ich trwała, choćby najpiękniejsza, forma ale znaczenie jakie ze sobą niosą... Zresztą to nie jedyna mądra refleksja, która goni nas po lekturze, ale może reszty doświadczcie już na własnej skórze ;)

Tekst i ilustracje: Iwona Chmielewska
Wydawnictwo: Wytwórnia