wtorek, maja 16, 2017

Wiecie dlaczego Licho nie śpi, albo kogo męczy Zmora, gdzie żyje Bies i jak wygląda Strzyga? Tego wszystkiego dowiecie się z ilustrowanego bestiariusza autorstwa małżeństwa Kamili i Łukasza Loskot - Czy to pies, czy to bies. O ile publikacja jest debiutem książkowym małżeństwa to nie jest to debiut Kamili na naszym blogu. Jeszcze podpisując się panieńskim nazwiskiem Kamila narysowała dla nas wilczy fanart.

Czy to pies, czy to bies - to skierowany do młodszych i starszych czytelników ilustrowany przewodnik po mitologii słowiańskich stworów. W swojej książce autorzy skupili się na 12 najbardziej popularnych w legendach słowiańskich demonach, duchach i innych upiorach, które zamieszkują nasze domostwa, pobliskie lasy i bory, czy choćby okoliczne stawy. Głównie, co akurat mnie bardzo cieszy, są to leśne i polne stwory takie jak: Bies, Leszy, Zmora czy Południca. Bestiariusz w przyjemny i lekki sposób wprowadza czytelnika w upiorny świat słowiańskich straszydeł. Jest trochę straszno, trochę poważnie ale też trochę śmieszno. Dawne legendy splatają się ze współczesnością i tak jedna Strzyga robiła zawrotną karierę w polityce i show-biznesie, z kolei Południca uwielbia szukać promocji na solarium. Książka okraszona jest prostymi, oszczędnymi ilustracjami ze stłumioną, akwarelową kolorystyką i świetnymi roślinnymi ornamentami (uwielbiam). Z pewnością przypadnie do gustu wszystkim małym i dużym łowcom upiorów. :)
Polecam.

Tekst: Łukasz Loskot
Ilustracje: Kamila Loskot
Wydawnictwo: Ovo
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

niedziela, maja 14, 2017

Książki jutra to wydana przez wydawnictwo Tako seria czterech ilustrowanych publikacji edukacyjnych dla najmłodszych wyjaśniająca czym jest demokracja, a czym dyktatura, czym różnią się od siebie kobieta i mężczyzna oraz czy istnieją klasy społeczne? Brzmi jak kolejna seria ogólnikowo i skrótowo nakreślająca dany temat? Tak i nie. Ponieważ widzicie, ta seria pierwotnie wydana była, i to jest najciekawsze, w 1977 i 1978 roku w Hiszpanii. Mamy więc serię książek wydanych równo 40 lat temu tłumaczących mechanizmy demokracji czy też objaśniających stereotypowe modele ról kobiety i mężczyzny w życiu codziennym. Pomyślicie sobie - rety, ale to musi trącić archaizmami. No własnie nie. Mimo upływu tak długiego okresu czasu duch, idee i spostrzeżenia zawarte w książce pozostały w dużym stopniu aktualne. Stąd właśnie wzięła się nazwa serii - książki jutra (hiszp. Libros para Manana). Odnosi się do ponadczasowego charakteru publikacji. W końcu podstawowe zasady demokracji nie uległy zmianie, a mając okno na świat jakim są ogólnodostępne kanały informacyjne możemy, niestety, nadal być świadkiem funkcjonowania opisanej w drugim tomie dyktatury. Najbardziej jednak podobały mi się dwie ostatnie części - te społeczne. Lubimy myśleć, że żyjemy w czasach ponad podziałami społecznymi, że czasy klas społecznych dawno przeminęły, ale czytając ten tekst z lat 70-tych uświadamiamy sobie, że to problem jak najbardziej aktualny.

...jak długo będą istniały klasy społeczne tak długo trwać będzie walka klas. Bo bogaci zawsze będą chcieli być bogaci, a biedni będą chcieli przestać być biednymi. 

Z całej czwórki wydawałoby się, że najbardziej zdezaktualizowała się się ostatnia książką, a mianowicie Kobiety i mężczyźni. 40 lat to szmat czasu i owszem masa przemian społeczno-kulturowych, w tym także tych dotyczących postrzegania roli mężczyzny i kobiety w życiu codziennym. Tak, tak, te parędziesiąt lat temu mało kto by pomyślał o sytuacji, w której to mama idzie do pracy zarabiać na rodzinę, a tato zostaje w domu zajmować się dziećmi. Mimo, że pewne stereotypowe modele i wzorce wywróciły się do góry nogami to jednak (i niestety), w jakiejś mierze książka Kobiety i mężczyźni nadal jest aktualna, szczególnie w kulturze takiej jak nasza, w której podział ról jest mocno zakorzeniony, a prawa kobiet nadal łamane.

Cała seria to naprawdę dobra podstawa do rozwinięcia wiedzy, ale przede wszystkim zaczepka do dyskusji na temat wolności, tolerancji i równości. Ponieważ, tak jak wspomniałem na początku, to nie jest do końca wyłącznie seria ogólnikowo i skrótowo nakreślająca dany temat. Jest to seria udowadniająca, że jedne wartości są ponadczasowe, podczas gdy inne ewoluują, zmieniają się i dostosowują do nowych czasów. Fajnym podsumowaniem każdej z książek są zawarte na końcu publikacji testy zmuszające raz jeszcze do zastanowienia się nad własnym stanowiskiem na dany temat.

Warto zapoznać się z tą serią. Szczególnie, że jest ona naprawdę bardzo ładna. Ponieważ, i tu ciekawostka, o ile tekst pochodzi z oryginalnej serii z lat siedemdziesiątych, to szata graficzna została odświeżona w roku 2015 przez hiszpańskie wydawnictwo Media Vaco (pol. Pół Krowy). Każda z książek została zilustrowana przez innego ilustratora. Moim osobistym faworytem Joan Negrescolor z trzeciej części serii - Klasy społeczne istnieją, ale również pozostałym ilustratorom nie można odmówić świetności.

Polecam. Warto.

Seria „Książki jutra”
Wydawnictwo: Tako

Co to właściwie jest demokracja
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustarcje: Marta Pina

Oto jest dyktatura
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustracje: Mikel Casal

Klasy społeczne istnieją
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustracje: Joan Negrescolor

Kobiety i mężczyźni
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustracje: Luci Gutierrez
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

niedziela, kwietnia 23, 2017

Ja wiem, że teraz dla młodszych czytelników wampiry są super cool, romantyczne i ogólnie mają kosę z wilkołakami.  Dla starych dziadów jak ja, fanów serialu Z archiwum X czy subskrybentów magazynu Faktor X, potwory i spółka sprawiały, że wejście na stary strych wymagało nie lada odwagi. Ten panujący tam półmrok, pajęczyny i poruszające się cienie o dziwnych kształtach dostrzegane wyłącznie kątem oka powodowały szybsze bicie serca. Odwrócić się i spojrzeć co czai się za plecami? Zapomnij o tym! Tego się nie robiło. Na samą myśl co mogło czaić się za moimi plecami dostawałem gęsiej skórki. Nie cierpiałem strychu w domu rodzinnym! Z wiekiem trochę oswoiłem się ze świadomością, że gdzieś tam, może obok nas żyją sobie wampiry, upiory i inne stwory.
O tym właśnie jest najnowsza książka Sylwii Blach z ilustracjami Pauliny Daniluk.
Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory to luźno poprowadzony przewodnik po świecie potworów i stworów nie koniecznie z tego świata. Książka opisuje 37 istot, które od wieków towarzyszyły człowiekowi, czy to w wierzeniach, opowiadaniach czy też były inspiracją kolejnych powieści lub filmów. Straszyły, intrygowały, przybierały różne formy, kształt i nazwy, a mimo to znane były na całym świecie - wampiry, kosmici, poltergaisty, czarownice, trolle, zjawy, smoki, mary i wiele innych. Każdy z rozdziałów w przystępny sposób opisuje jednego stwora, wprowadzając czytelnika w świąt mitologii danego stwora, opisuje jego pochodzenie, cechy szczególne, odniesienia do wierzeń oraz jego popularne inkarnacje w literaturze czy popkulturze. Ciekawostką są zamieszczone na końcu każdego rozdziału drabble, czyli krótkie opowiadania składające się równo ze stu słów. Drabble Sylwii Blach to zabawne historyjki z wybranym potworem w roli głównej.
Potwory potworami, ale nie udawajmy, że nie oceniamy książek po okładce, a ta ma wyjątkowo ładną szatę graficzną. Za ilustracje w książce odpowiada Paulina Daniluk. Z jednej strony mając na uwadze fakt, że książka jest skierowana głównie do młodszego czytelnika można by się obawiać infantylności ilustracji. Bez obaw. Paulina bardzo zgrabnie wyważyła mroczny, tajemniczy i momentami pełen grozy ton z ilustracją dla dzieci. Oszczędna paleta kolorów z dominującą szarością i przełamującą ją czerwienią nadają książce właściwy dla tematyki nastrój.
Dlatego, nie ważne czy jesteś przyjacielem wesołego diabła czy łowcą potworów, polecam Ci tę książkę.

Tekst: Sylwia Błach
Ilustracje: Paulina Daniluk
Wydawnictwo: Albus
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

wtorek, marca 21, 2017

Czasem trochę zazdroszczę warszawiakom tego jak piękne książki wydaje się o ich mieście. Dobrze wiem dlaczego jest ich dużo. Po pierwsze, to stolica, więcej się dzieje, przyjeżdża więcej turystów i można wydawać co chwilę fajne przewodniki w stylu Zrób to w Warszawie.

Po drugie, to miasto zawsze polskie (mimo zaborów i innych takich zawirowań) a taki „odzyskany” Wrocław nigdy nie będzie miał mieszkańców z podobnym poziomem lokalnej tożsamości. My tu, na zachodzie mamy problem z tym co nasze a co niemieckie i o wiele mniej się o historii dawniejszej niż tej po 1945 mówi. Nie mamy też własnej gwary, legend jest mało, niewielu jest także wrocławskich bohaterów znanych z imienia i nazwiska. Tego w stolicy nie brakuje. Całkiem niedawno pokazywaliśmy Wam pięknie opracowany zbiór legend warszawskich. Dziś coś innego, ale nie mniej ciekawego.

Muzeum Warszawy wydaje serię Planów Warszawy. Są to pięknie opracowane graficznie i wydane z najwyższą dbałością o szczegół publikacje, których podstawą są reprinty oryginalnych planów miasta. Dotychczas ukazały się: Plan Warszawy 1768 Georges’a Louisa Le Rouge’a oraz Plan Warszawy 1939 Książnicy-Atlas oraz prezentowany przez nas plan z 1912 roku. Plan ten oryginalnie został wydany w 1912 i został opracowany pod kierunkiem Williama Heerleina Lindleya. Przez lata pracy jego zespołu powstało aż osiem tysięcy szczegółowych arkuszy planów, które zostały zamówione na potrzeby budowy miejskich wodociągów i kanalizacji. Pomimo tego, że w tamtym czasie Warszawa była jedynie jednym z miast na zachodzie Cesarstwa Rosyjskiego, to jest okres wielu inwestycji i szybkiego rozwoju. W mieście intensywnie rozwijano sieć kolejową, transport publiczny, budowano mosty, wytyczono sporo nowych ulic i placów. Powstały także nowoczesne wodociągi i kanalizacja.

Na publikację składają się:
  • książka, dzięki której możemy spojrzeć na Warszawę z tamtego okresu nie tylko z góry. Otrzymujemy pełen obraz wraz z tłem historycznym i wieloma ciekawostkami zilustrowany fotografiami z tamtego okresu.
  • reprint oryginalnego planu
  • opracowany plan z naniesioną siatką ulic z 2016 roku
  • plan z zaznaczonymi najważniejszymi obiektami
  • dwie broszury o obiektach zaznaczonych na mapie oraz o ulicach i placach. 
Zestaw prezentuje się bardzo elegancko: oprawione w tkaninę grzbiety, świetna kolorystyka (rdzawy pomarańczowy i rozbielony błękit) i dodatkowa papierowa nasuwana obwoluta spinająca książkę i plany w jedną całość. Świetny projekt i piękne edytorskie wykonanie.

Polecamy tę wyjątkową publikację nie tylko warszawiakom i nie tylko pasjonatom historii. To naprawdę super punkt wyjścia do wielu spacerów po mieście i romantycznych rozmyślań przy kawie o mieście którego już nie ma.

William Heerlein Lindley. Plan Warszawy 1912. Plan niwelacyjny miasta Warszawy. Zdjęcie pod kierunkiem Głównego Inżyniera W.H. Lindleya

Autorzy: Ryszard Żelichowski, Paweł E. Weszpiński
Projekt graficzny, skład i przygotowanie do druku: Anna Piwowar
Wydawca: Muzeum Warszawy
-
Kupisz tutaj

środa, marca 15, 2017

Myśleliście, że widzieliście już wszystko w temacie lupusowego fanartu? My tak myśleliśmy dopóki nie otrzymaliśmy paczki od Małgorzaty Maciąg. Gosia w swojej pracowni z Głowy dzierga ręcznie robione zabawki i akcesoria. Nasz wilczek powstał na szydełku z włóczki bawełnianej i akrylowej i jak napisała nam Gosia, totalnie z główy, bez wzoru, na szydełkowym spontanie.

Zobaczcie koniecznie inne wyroby Gosi na jej stronie. Może wpadnie Wam coś w oko, albo zapragniecie mieć swojego misia, którego Gosia mogłaby dla Was wykonać.

niedziela, marca 05, 2017

Na naszym blogu już nie raz pokazywaliśmy książki ilustrowane lub w całości tworzone przez Iwonę Chmielewską. Jej styl jest już bardzo rozpoznawalny, a publikacje z jej nazwiskiem ma w folio prawie każde polskie wydawnictwo. Chmielewska robi książki różne, czasem bardziej dla dzieci, czasem dla dorosłych. Obie jest według mnie zdecydowanie dla dorosłych, ale co ciekawe próbuje też dokopać się do naszego wewnętrznego dziecka. Czyli taki dziwny gatunek nam wyszedł - książka dla dorosłych dzieci.

Za tekst odpowiada poetka Justyna Bargielska. Mamy tutaj zatem poetkę sensu stricto i poetkę wizualną. Duet to wprost idealny. Nie do końca podoba mi się zabieg zastosowany w książce – pierwsza strona to pełny tekst, który na kolejnych stronach pojawia się we fragmentach przy ilustracjach. Niby rozumiem, że to takie powtórzenie, ale jakoś mi to przeszkadzało w odbiorze całości.

Obie to picturebook poruszający temat macierzyństwa. W czasach idealnych matek z instagrama książka ta próbuje pokazać relację matki i dziecka w sposób niedosłowny. Bardziej zadaje pytania, niż opowiada historię. Przede wszystkim gra z nami w grę skojarzeń, wspomnień, marzeń, wyobrażeń. Próbuje dotykać różnych strun, sprawdza, która u nas się odezwie. Przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, poszukuje w nas dziecka, ale ukazuje też trud dawania kawałka siebie komuś innemu. Bardzo ujęła mnie ilustracja ukazująca kobietę przeglądającą się w lustrze, która aby zobaczyć w sobie dziewczynkę musi to lustro rozciągnąć.

Kocham czerwone nitki, którymi szyte są niektóre składki. Zabieg prosty, piękny i pomysłowo wykorzystany. Nitki pojawiają się też w ilustracjach i aż by się chciało aby nie były tylko nadrukowane.

Obie to wydawniczy debiut poznańskiego wydawnictwa Wolno, które rozkręca się bardzo szybko i niedawno wydało także Lodorosty i bluszczary cudownie zilustrowane przez Gosię Herbę. Czekamy zatem na kolejne piękne książki!

Tekst: Justyna Bargielska
Ilustracje: Iwona Chmielewska
Wydawnictwo: Wolno
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

niedziela, lutego 19, 2017

Mamy na naszym regale trochę nietypowych okazów książkowych: sporo leporello, kilka książek pop-up, różnie szytych, klejonych, wycinanych, ale nie widzieliśmy niczego podobnego do tej pozycji. Mały Teatrzyk to książka w postaci kart obrazkowych z tekstem na odwrocie, zamkniętych w kartonowe pudełko z okienkiem. O co chodzi? Z czym to się je? Jak się pewnie domyślacie kartonowe pudełko tworzy ramkę dla ilustracji. Karty wyciąga się po kolei, dzięki czemu oglądamy kolejne „kadry” opowieści. Sprytnie rozwiązane jest umieszczenie treści do czytania – na odwrocie już wyciągniętej karty mamy tekst do następnej ilustracji. Proste, nie?

Mały Teatrzyk czerpie inspiracje z papierowego teatru Kamishibai, którego historia ma swe początki w XII w. Więcej o tym możecie przeczytać na stronie projektu.

Pierwszy oferowany przez Mały Teatrzyk zestaw 23 kart opowiada historię o Jasiu i Małgosi według baśni Braci Grimm. Ciekawe jest to, że tekst nie jest oryginalnym tekstem baśni i został dostosowany przez autorkę - Annę Trzpil do formy książki. Zapowiedziane są już kolejne ilustrowane karty. W zakładce Repertuar na stronie Teatrzyku widać, że w kolejce czeka całkiem sporo opowieści. W sklepiku kupić można także czyste karty i stworzyć coś samemu lub z dzieckiem i potem urządzić domową premierę.

Najbardziej w formie tej publikacji podoba mi się to, że wymusza ona sposób czytania bajki. Przeważnie czytanie z dzieckiem wygląda tak, że musi ono zaglądać przez ramię rodzica aby zobaczyć ilustracje w książce. Mały Teatrzyk sprawia, że wieczorny rytuał staje się swego rodzaju wydarzeniem: jest scena, zmieniające się obrazy i narracja w tle. Tak jak wspomniałam, w planie są kolejne bajki, więc Teatrzyk nie pójdzie szybko w zapomnienie. Powinien Wam też długo posłużyć. Ramka jest wykonana z grubej, sztywnej tektury, zaś ilustracje wydrukowane są na sztywnych kartonikach.

Mały Teatrzyk to nie tylko karty i pudełka, ale także sporo wydarzeń: spektakle plenerowe, warsztaty i wystawy.

Na koniec warto zaznaczyć, że wydawniczy debiut Małego Teatrzyku to wynik zbiórki na wspieram.to. Bardzo cieszy nas fakt, że mogliśmy dzięki temu dorzucić się do fajnego projektu. Mocno trzymamy kciuki za kolejne zestawy kart i rozwój tej inicjatywy.

Autorka (tekst i ilustracje): Anna Gabriela Trzpil
Wydawnictwo: Mały Teatr Ilustracji
-
Do kupienia tutaj

niedziela, lutego 05, 2017

Przygody Robinsona Crusoe autorstwa angielskiego pisarza Daniela Defoe to niewątpliwie klasyk literatury młodzieżowej. Chyba trudno znaleźć kogoś kto nie słyszał o przygodach angielskiego rozbitka, który po katastrofie statku, cudem odnajduje ocalenie na bezludnej wyspie, na której w samotności (no prawie) spędza 13 lat. Nie trzeba już nawet zanurzać się w tekst Daniela Defoe by poznać dalsze losy rozbitka. Dzieło anglika doczekało się tak wielu adaptacji literackich, filmowych, serialowych czy teatralnych i ciągle inspiruje nowe, że na prawdę, trudno mi sobie wyobrazić by ktoś nie słyszał o losach Robinsona Crusoe.

Mnogość adaptacji niesie ze sobą pewien problem - coraz trudniej jest wymyślić coś nowego, świeżego, ale jednocześnie zgodnego z duchem klasycznej powieści. Pochodzący z Kuby artysta Ajubel podjął się tego wyzwania przedstawiając historię rozbitka wyłącznie obrazem. O ile w posłowiu książki czytamy, że technika narracji Ajubela czerpie bardziej z technik literackich i filmowych, niż czego można by się spodziewać z komiksu, to mimo tego nie można odmówić publikacji mocno komiksowego charakteru. Autor zaadaptował powieść Daniela Defoe w postaci monumentalnych, dynamicznych, całostronicowych 77 ilustracji stanowiących nieme sekwencje historii Robinsona Crusoe. Należy zwrócić uwagę, że zadanie nie należało do najłatwiejszych. Synteza dzieła Defoea do postaci kilkudziesięciu plansz, tak by całość zachowała dynamiczną ciągłość fabularną i jednocześnie czytelność, z pewnością była dla Ajubela nie lada wyzwaniem. W moim odczuciu poradził sobie z nim rewelacyjnie. Z początku nie byłem przekonany do stylu jakim operuje artysta. Zdecydowanie bardziej podobały mi się pierwsze, czarno-białe plansze. Jednak wraz z lekturą książki coraz bardziej doceniałem dynamiczny charakter kolorowych ilustracji Ajubela. Brak tekstu oraz ograniczoną objętość autor rekompensuje właśnie ekspresyjnymi ilustracjami, które wywołują wrażenie ruchu na poszczególnych planszach.

Sama książka również jest bardzo fajnie wydana. Gruba okładka z kolorową obwolutą i szytym środkiem. Osobiście jestem rozdarty i nie wiem czy publikacja podoba mi się bardziej z czy bez obwoluty. Po ściągnięciu kolorowej obwoluty znajdziemy, prostą, minimalistyczną, szarą okładkę, wyłącznie z odciskami stóp. Ten zabieg bardzo ładnie, graficznie koresponduje z wyklejką w środku książki, która wygląda jakby była odbita za pomocą linorytu. Nie mam porównania z oryginalnym wydaniem, ale ja jestem zadowolony z polskiego wydania. Brawo Wydawnictwo Tako. Polecam.

ps. z każdego sprzedanego egzemplarza 1 zł przekazywana jest na pomoc uchodźcom.

wtorek, stycznia 31, 2017

O ja! Jakie to fajne! Zobaczcie co ładnego zmajstrowała ostatnio Agata Królak. Pomyślicie pewnie, że kolejną książkę. Nie tym razem, przynajmniej nie do końca - to coś ciekawszego. O ja! Abstrakcja to nietypowa publikacja edukacyjna dla dzieci, która wykorzystując abstrakcję w myśleniu i obrazie, wyjaśnia jak i co mówią do nas kształty i kolory w otaczającym nas świecie.

Publikacja powstała jako narzędzie do przeprowadzenia warsztatów z dziećmi. O ja! Abstrakcja to nie tylko ten namacalny zestaw kart, który za chwilę zobaczycie na zdjęciach. To także cykl warsztatów z ich użyciem. I to te warsztaty działają mocno na moją wyobraźnię. Zwłaszcza dlatego, że Agata ma doświadczenie w pracy zarówno z dziećmi, jak i studentami. Dzięki ćwiczeniom uczestnicy warsztatów mogą uruchomić wyobraźnię, dowiedzieć się ciekawych rzeczy i popróbować swoich sił w abstrakcyjnym myśleniu oraz tworzeniu abstrakcyjnych obrazów. Zadania przeznaczone są dla dzieci powyżej lat pięciu, ale z racji tego, że nie ma ustalonej górnej granicy wiekowej polecam je z całego serca także dorosłym. Mam wrażenie, że dzieci są lepsze w abstrakcyjnym myśleniu, a my moglibyśmy się w tej kwestii od nich wiele nauczyć. Ciekawa jestem do jakich wniosków dojdzie autorka po cyklu warsztatów. Czy wszyscy potrafimy myśleć abstrakcyjnie? Czy dzieci to potrafią? Czy może rzeczywiście myślenie abstrakcyjne mają opanowane lepiej niż dorośli? Osobiście, po cichu stawiam na to, że dzieciaki są mistrzami abstrakcji! Bo nawet najlepsi studenci ASP zostali już jednak mocno dotknięci niewidzialną ręką socjalizacji. Jak już wspomniałam, za cały projekt odpowiada Agata Królak, więc nie dość, że jest interesująco, mądrze i odkrywczo, to jeszcze możemy być pewni, że jest ładnie. O ja! Abstrakcja ma formę teczki, w której umieszczone są karty z ćwiczeniami. Bardzo fajnie pomyślane są same karty, które można pozbawić elementów z tekstem (perforacja) i zostawić sobie samą część z obrazem. Dzięki temu po warsztatach możemy oprawić pracę dziecka lub projekt Agaty znajdujący się z drugiej strony.
Bardzo cieszy mnie fakt, że pojawia się coraz więcej fajnych warsztatowych publikacji dla dzieciaków. Zbieramy je i mamy już kilka na naszym regale. O niektórych z nich pisaliśmy na tym blogu. Smuci mnie tylko fakt, że te najfajniejsze, jak O ja! Abstrakcja są jednak mocno ograniczone nakładem i trudno dostępne. Może któreś z wydawnictw podejmie się kiedyś wydania takiej serii na większą skalę?
Tekst i opracowanie graficzne: Agata Królak

niedziela, stycznia 22, 2017

Zarówno kino jak i literatura przez lata dostarczały przeróżnych historii na temat Księżyca - a to, że jest zrobiony z sera, albo ma wielką twarz, albo jego "ciemną stronę" zamieszkuje nieznana dotąd rasa istot. Ba, Pan Twardowski pewnie też mógłby dorzucić od siebie trzy gorsze na temat Księżyca. Nie wspominając już o tych hultajach, Jacku i Placku.

To właśnie Księżyc staje się miejscem niezwykłego odkrycia w najnowszej książce Mikołaja Pasińskiego i Gosi Herby. W pewnym małym miasteczku mieszka sławna astronomka. Codziennie, przez swój teleskop obserwuje powierzchnię Księżyca. Spokojnie można powiedzieć, że zna każdy skrawek, każdy krater, każdy kamyczek srebrnego globu, ale czy na pewno? Jednego wieczora, ku jej własnemu zaskoczeniu astronomka odkrywa, że na Księżycu mieszka słoń. Ale jak to jest możliwe? Jak mogła tego nie zauważyć wcześniej? No i co właściwie robi słoń na Księżycu? Wieść o tym odkryciu szybko się rozchodzi wśród członków Towarzystwa Księżycowego, tylko czy uwierzą astronomce?

Słoń na Księżycu to kolejna po Fertility ilustrowana publikacja duetu Pasiński i Herba. Tym razem jednak skierowana do szerszego grona czytelników, zarówno do tych małych jak i dużych. Tych drugich powinien zainteresować fakt, że książka Słoń na Księżycu zainspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Podobno w XVII wieku sir Paul Neal – jeden z astronomów Towarzystwa Królewskiego miał zaobserwować obecność słonia na Księżycu. Już wtedy jego odkrycie wywołało sporo zamieszania, co z kolei rozpaliło wyobraźnię wielu literatów, którzy spisali owo wydarzenie niekoniecznie w formie poważnej literatury, a bardziej w formie bajek i satyry.

Nie umniejszając roli Mikołaja, nie da się ukryć, że siłą książki Słoń na Księżycu są przepiękne ilustracje Gosi Herby. W przeciwieństwie do wspomnianego albumu Fertility, tutaj Gosia operuje zgoła odmiennym stylem - prostą, geometryczną ilustracją zamkniętą w mocno ograniczonej kolorystyce. Chciałoby się powiedzieć, że dominujące w ilustracjach odcienie koloru niebieskiego idealnie korespondują z terminem "ciało niebieskie" jakim niewątpliwie jest Księżyc.

Nie wiem czy muszę to pisać za każdym razem, ale w ramach formalności napiszę - polecam!

Napisał: Mikołaj Pasiński
Narysowała: Gosia Herba
Wydało: Wydawnictwo Centrala
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

środa, stycznia 18, 2017

Tomasz Kaczkowski (ur. 1978) - ilustrator, grafik, komiksiarz, wokalista zimnofalowego zespołu "Wieże Fabryk".

Urodził się i pracuje w Łodzi. Tu też ukończył Akademię Sztuk Pięknych z wyróżnieniem za kolekcję dywanów z Batmanem i płonącymi samolotami. Po koncertach rysuje książki dla dzieci, projektuje plakaty i dalej rysuje.

Wraz z Bartoszem Sztyborem zdobył drugie miejsce w konkursie Na Komiks Dla Dzieci im. Janusza Christy, co zaowocowało superbohaterską serią komiksową Niezła draka, Drapak!. Jako ilustrator książkowy zadebiutował ilustracjami do książki Mat i świat Agnieszki Suchowierskiej, uhonorowanej Nagrodą Literacką - Książka Roku 2015 Polskiej Sekcji IBBY.

Ma psa Kiwi

poniedziałek, stycznia 16, 2017

Jest taki rodzaj książek, które budują własny alternatywny świat, a ich autorzy są w stanie stworzyć wręcz mapę tego nowego miejsca. Kojarzycie tę mapę Śródziemia we Władcy Pierścieni? Albo mapę Doliny Muminków? W Czarach na białym też otrzymujemy na wstępie taką mapę. Na początku trochę tajemniczą i intrygującą, ale wraz z lekturą coraz bardziej przydatną. Osobiście uwielbiam takie mapy, jak te we wspomnianych książkach, ale także te z filmów, choćby z Moonrise Kingdom Wesa Andersona. Taka mapa to swoisty punkt odniesienia i piękny ilustratorski smaczek.

Ale dość o mapach. ;)

Początek tej opowieści jest dość niewinny i bardzo łatwy do wyobrażenia: dziewczynka, szkolna świetlica, ciepłe kakao... Ale potem dzieją się rzeczy jak najbardziej zaskakujące i fantastyczne. Wraz z kożuchem (czy też Kożuchem, bo zotsaje on głównym bohaterem) z wspomnianego kakao lądujemy w przedziwnym świecie, na plaży z preparowanego ryżu, z morzem mleka, gadającą rybą w surducie i innymi niesamowitymi postaciami. Sama nie wiem czy powinnam Wam więcej zdradzać, bo mi czytało się tę książkę wyśmienicie właśnie dlatego, że zaskakiwała mnie co chwilę. Może napiszę tylko tyle, że postacie są bardzo zróżnicowane charakterologicznie, są przygody, tajemnice, przyjaźnie i mnóstwo wymyślnych potraw (ślinka Wam pocieknie). Nie wiem też, czy to tylko moje skojarzenie, ale mam nieodparte wrażenie, że oprócz mapki Czary na białym łączy o wiele więcej z Muminkami. Nie chodzi mi o jakieś zapożyczenia czy bezpośrednie inspiracje, ale o taki ogólny klimat opowieści. Jest trochę sennie, trochę dziwnie, ale tak naprawdę bardzo życiowo. Dobre książki dla dzieci (a może i te dla dorosłych) to takie, które trochę na okrętkę, w zawoalowany sposób mówią nam o życiowych prawdach, uniwersalnych uczuciach i wyborach.

Do tej poetyckości i niezwykłości bardzo pasują ilustracje Marii Dek – trochę kredek, trochę akwareli. Podoba mi się przede wszystkim połączenie tekstu i ilustracji. To, że trzymają się razem, że tworzą całość, a nie tylko „leżą” obok siebie. Wszystko spójne i przemyślane.

Maria Dek za ilustracje do książki Czary na białym została wyróżniona w kategorii ilustracje w konkursie Książka Roku 2016 Polskiej Sekcji IBBY.

Napisała: Magdalena Mrozińska
Narysowała: Maria Dek
Wydało: Wydawnictwo Warstwy
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

niedziela, stycznia 08, 2017

Wojtek AKUMA Polak -  Grafik i ilustrator z Warszawy, specjalizujący się w identyfikacji wizualnej drużyn sportowych oraz tworzeniu postaci. Cały czas eksperymentuje oraz szuka nowych dróg ekspresji. Zaczynał od surowych ilustracji wektorowych, a teraz ma bzika na punkcie rysunku odręcznego. Interesuje się kulturą i sztuką Japonii, złotą erą amerykańskiej kreskówki oraz ilustracją książkową.

niedziela, grudnia 18, 2016

W poprzednim wpisie pokazaliśmy Wam wyśmienitą anglojęzyczną pozycję opartą o alfabet – dziś także zaczniemy od A i skończymy na Z, ale będzie już po polsku. Po lekturze "Alfabetu polskiego" miałam natychmiastową refleksję, że ta pozycja powinna zostać przetłumaczona na wszystkie języki świata, bo jest to fajne skompresowane kompendium wiedzy o Polsce i pomogłoby nie jednemu obcokrajowcowi zapoznać się z naszą historią i dokonaniami.

Zaraz potem pomyślałam, że to jednak ma sens, że napisano i wydano ją po polsku, bo to książka dla nas wszystkich, Polaków. Nie ma co ukrywać - jesteśmy narodem pełnym sprzeczności. Z jednej strony bardzo lubimy czuć się najlepsi, wygrywać turnieje sportowe i zbawiać świat na przeróżne sposoby, z drugiej zaś mamy całą masę kompleksów i na wielu polach czujemy się gorsi od innych narodów. A wcale nie powinno tak być - mamy niesamowicie ciekawą historię, wielu nieprzeciętnych naukowców, super zdolnych artystów i przepiękną naturę. Anna Skowrońska próbuje nam to udowodnić i pokazuje wprost, na konkretnych przykładach, czym możemy się pochwalić i z czego być dumnymi. Wraz z graficzkami z Acapulco Studio, po trochę przypomina nam o naszych naukowcach, muzykach, plastykach, pisarzach, ale także o pięknych miastach, górach, budynkach. Nie zapomina też o historii i tradycjach oraz legendach. Wszystkie te skarby narodowe zostały dość niesztampowo dobrane, zgrabnie opisane i ułożone wg kolejności alfabetycznej. Wybór haseł musiał być bardzo trudny, bo publikacja nie jest ogromnym almanachem, a jedynie czymś w rodzaju wykrzyknika zwracającego uwagę na sprawę. I tak przykładowo pod C znajdziemy czekoladę i historię fabryki Wedla, pod K - Koziołka Matołka, a pod U - Uniwersytet Jagielloński. Przyznacie, rozpiętość tematyczna imponująca.

To na pewno fajna pozycja dla starszych dzieci, która rozbudzi ich ciekawość i uświadomi różnorodność z jaką mamy do czynienia mówiąc, że coś jest polskie. Bo polskie jest i morze, i powieści Sienkiewicza, i sól w Wieliczce. Idealny sposób na nienachalne podkręcenie patriotyzmu :)

Jeszcze słówko o warstwie graficzno-edytorskiej. Ilustracje przeplatają się tu z ikonkami i bardzo jestem ciekawa w jaki sposób dziewczyny z Acapulco Studio podzieliły pracę nad tą książką.
Na stronie wydawcy widnieje informacja, że za ilustracje odpowiada Dudek, a za opracowanie graficzne Nowak, ale do której kategorii zaliczymy ikonki, których jest całkiem sporo i ilustrują wiele z haseł? Ale to tylko takie moja zawodowa ciekawość, bo w sumie nie ma to większego znaczenia – ważne, że wyszło bardzo ładnie i spójnie. Dziewczyny udowodniły, że można zrobić książkę patriotyczną, która będzie nowoczesna, kolorowa i przyjemna w odbiorze.

Tekst: Anna Skowrońska
Opracowanie graficzne: Agata Dudek i Małgorzata Nowak
Wydawnictwo: Muchomor
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

środa, grudnia 14, 2016

Muszę przyznać, że zapowiedź komiksu Emily Carroll w ofercie wydawnictwa Entliczek była dla mnie miłym zaskoczeniem. Z jednej strony to, o ile mnie pamięć nie oszukuje, pierwszy komiksowy tytuł oferowany przez to wydawnictwo. Z drugiej jest to pozycja, którą bardzo chciałem przeczytać. Through the Woods, bo tak brzmi oryginalny tytuł komiksu, przewijał mi się wielokrotnie na różnego rodzaju podsumowaniach, topach, bestach i innych zestawieniach najlepszych z najlepszych, skutecznie podsycając mój apetyt na jego lekturę. Teraz ja spróbuję podsycić Wasz apatyt na tę pozycję.

Przez las to zbiór pięciu opowieści grozy, których wspólnym łącznikiem jest tytułowy las, a dokładniej to co co skrywają leśne ciemności. Strach przed ciemnością jest jednym z tych pierwotnych lęków, który towarzyszy nam całe życie. Nie jest jednak tak, że od czasu do czasu, w kontrolowanych warunkach nie lubimy być straszeni, czy to w książce, filmie czy właśnie komiksie. Trochę jakbyśmy chcieli poigrać z tym uczuciem lęku w nas samych, bo w głębi wiemy, że i tak się go nie pozbędziemy. Emily Carroll mistrzowsko odpowiada na to zapotrzebowanie, serwując czytelnikom przeraźliwą przechadzkę polnymi i leśnymi ścieżkami pełnymi mrocznych tajemnic.

Autorka w swoich historiach wyznaje zasadę, że lęk przed nieznanym podsycany ludzką wyobraźnią to idealna kombinacja na dobre straszydło. Dobrze to ukazuje pierwsza z historii Dom sąsiada i zarazem jedna z moich ulubionych, w której nie mamy do czynienia z jasno zarysowanym i nazwanym złem. Opowiadanie buduje napięcie i narastające uczucie lęku stopniowo z kartki na kartkę, po to by zakończyć się z nutką niedopowiedzenia i dać szanse by wyobraźnia czytelnika pociagnęła go głębiej w mroczne zakątki historii.

Moją drugą ulubioną historią jest opowiadanie - Rodzinne gniazdo, które konstrukcyjnie jest trochę inne niż Dom sąsiada. Tutaj samo zło jest już mocno zarysowane, ale sam pomysł na nie, oraz na samą fabułę jest po prostu genialny i wywołuje autentyczne uczucie niepokoju. Dostarczy Wam, podobnie zresztą jak pozostałe historie sporej dawki grozy.

Ale i tak, dla mnie najstraszniejszą z całego zbioru historii było króciutkie opowiadanie zamykające album. W dużej mierze przez rysunki Carroll i to co tam narysowała, ale to musicie zobaczyć sami.
No właśnie, obok formuły opowiadań, w których niepodpowiedzenie gra dużą rolę mamy jeszcze niesamowite, klimatyczne ilustracje. Emily bardzo mocno eksperymentuje graficznie w swoim albumie. Przede wszystkim zaciera granicę między komiksem a picturebookiem - nie utrzymując jakiejkolwiek reguły w kwestii kadrowania czy umieszczania dialogów w dymkach. Zabawa typografią jest tu bardzo istotna, ponieważ autorka używa jej nie tylko do opowiadania treści, ale także jako element graficzny. Jak w przypadku historii Dłonie pani są zimne, w której treść wkomponowana jest w długi, wijący się przez kilka plansz dymek. Swobodnie są także potraktowane ilustracje i paleta kolorów.
Brak jednolitej formy wizualnej w żadnym stopniu nie jest zarzutem, to wbrew pozorom przemyślany styl Emily Carrol, idealnie współgrający z niosącymi niepokój historiami.

Polecam wszystkim, którzy mają ochotę na trochę grozy. Publikacja w moim odczuciu idealnie nada się dla nastolatków i dorosłych.

Autorka: Emily Carroll
Wydawnictwo: Entliczek
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined