poniedziałek, lutego 01, 2016

Zapytam prosto z mostu - macie już kalendarz na nowy rok? Wiem, wiem, jest już luty, ale serio, macie już kalendarz na nowy rok?  Jaonna Bartosik (którą powinniście kojarzyć choćby z naszego lupusowego fanartu) przygotowała dla Was takie rewelacyjne kalendarze ścienne. Dostępne w dwóch rozmiarach 21 x 42cm oraz 8,5 x 20,5cm. Z większym dostajecie w zestawie klips do spięcia i powieszenia kalendarza, ale nie ten ze zdjęcia. Ten ze zdjęcia to nasz prywatny, wieszako-klips, dyżurny, do kalendarzy. Jeszcze wrócę do tego, że jet luty. Luty w kalendarzu Joanny ma najfajniejszą ilustrację, więc serio, nie zmarnujcie tej szansy. To jest ten moment by sobie taki kalendarz zamówić, powiesić i napawać się tymi fajnymi ilustracjami. Ah i jeszcze dodam, że kalendarz jak widać jest drukowany w odcieniach szarości, więc spokojnie można po nim (jeżeli ktoś ma taką dewastacyjną potrzebę) bazgrać, zakreślać, planować, ale nie polecam, bo szkoda, no ale można, jak ktoś już musi.

Kalendarz możecie zamówić bezpośrednio u Joanny pisząc do niej maila lub wiadomość na jej profilu facebook. Tanie są - duży kosztuje trzydzieści zika + wysyłka, a mały dyszkę + wysyłka, więc sami widzicie, jest okazja. 

poniedziałek, stycznia 25, 2016

Późno zaczynamy nowy rok na naszym blogu, ale za to z petardą wydawniczą. To była jedna z najmocniej wyczekiwanych premier końcówki zeszłego roku (przynajmniej przez nas). Już same plansze podglądowe wywoływały niemały zachwyt, ale trudno się dziwić kiedy ich autorem jest nie kto inny jak Joanna Concejo. Tym razem ta wielce zdolna autorka i ilustratorka książek wzięła na warsztat klasykę braci Grimm - Czerwonego Kapturka.

Ciekawe czy ktoś kiedyś policzył jak wiele razy ilustrowana i wydawana była bajka o Czerwonym Kapturku. Można by założyć, że tak wiele razy w przeciągu ponad 200 lat, że już nic nowego z tą historią nie da się zrobić. A jednak – da się! Udało się to znakomicie Joannie Concejo. Zresztą nie jestem sobie w stanie wyobrazić nikogo innego, kto mógłby zrobić to lepiej. Dzięki tej ilustratorce znana wszystkim na pamięć historia o małej dziewczynce przemierzającej las w drodze do babci staje się dużo bardziej oniryczna i poplątana. Niby ilustracje opowiadają tę samą bajkę, a jednak jest trochę tak, jakby to była inna równoległa rzeczywistość. Czerwony Kapturek Joanny Concejo gubi swój główny atrybut już na początku bajki, skacze z wilkiem w workach i zamiast z nim dyskutować, o tym kto ma wielkie oczy, to pozwala zaplatać sobie warkocze. I wcale tu nie narzekam, że coś się z czymś nie zgadza. Bardzo odpowiada mi ten drugi poziom narracji i wszystkie niedopowiedzenia wprowadzone przez ilustratorkę. Dzięki temu stara bajka nabiera nowej jakości.

Może się trochę rozmarzyłam, ale oczami wyobraźni widzę już wielki tom Baśni Braci Grimm z ilustracjami Joanny Concejo. To byłoby coś!


Wilhelm i Jakub Grimm
Ilustracje: Joanna Concejo
Wydawnictwo: Tako

czwartek, stycznia 14, 2016

Autorka o sobie:
Nazywam się Magda Kościańska. Projektuję i ilustruję, ponad to - piszę i od czasu
do czasu prowadzę warsztaty. Choć chętnie i najczęściej "dziubię" na papierze akwarelowe detale, w moim portfolio znajdziecie rozmaite realizacje: ilustracje książkowe i opakowania, projekty gier karcianych i deseni, a nawet trochę malowanych ścianek. Przy lub na biurku często towarzyszy mi asystent Ryszard,
który lubi mieszanie farb (i mieszanie w ogóle) oraz wylegiwanie się na kartkach - oczywiście, najlepiej zamalowanych.

środa, grudnia 23, 2015

Z prezentacją tej książki zwlekaliśmy rok. W przeciwieństwie do innych, oczekujących na swoją blogową premierę publikacji, w tym przypadku była to zwłoka zaplanowana. Znaleźliśmy ją pod choinką dokładnie rok temu. Już wtedy wiedzieliśmy, że albo zaprezentujemy Wam tę książkę od razu albo przyjdzie nam czekać rok. Świąteczne lenistwo wygrało, książka cierpliwie czekała rok. Nie przeciągając dłużej - poznajcie Małgorzatę.

Główna bohaterka - Małgorzata mimo, że przekroczyła 80 wiosen, nie jest wcale typową babcią. Spędza święta samotnie, choć ma dzieci i wnuki. I jest to jej świadomy wybór - ona wręcz cieszy się na spokojny wigilijny wieczór przed telewizorem. Już od jakiegoś czasu nie wychodzi z domu – boi się czyhających poza nim niebezpieczeństw – rzezimieszków, śliskich chodników, chorób. W domu czuje się bezpiecznie i komfortowo. Ale życie nie cierpi spokoju. W precyzyjny rozkład programów telewizyjnych wkracza niespodziewanie obca rodzina, której auto psuje się tuż obok domu Małgorzaty. I niby to nic wielkiego, ale dzięki temu spotkaniu Małgorzata odkryje w sobie zapominane pokłady uczuć i chęci do działania. Niby nic, a jednak mały wigilijny cud.

Historia Małgorzaty to opowieść o niezależności ale też trudach starości i niedołężności. To pochwała życia nawet przy jego schyłku. To wreszcie próba udowodnienia, że na zmianę nastawienia nigdy nie jest za późno. Ta książka jest tak senna i spokojna jak osobowość głównej bohaterki i to zarówno w narracji, jak i w ilustracji. Już same rysunki Pascala Blancheta są tak bardzo retro, jak tylko możecie sobie wyobrazić. Ciepłe, jakby pożółkłe kolory, styl jak z dawnej ilustracji prasowej. Całość zgrywa się idealnie – opowieść snuje się powoli i żałuję, że nie mam kominka, bo przy nim, ciastkach i mleku powinno czytać się takie książki.

Książka został nagrodzona jednym z najbardziej prestiżowych międzynarodowych wyróżnień w dziedzinie ilustracji książkowej – BolognaRagazzi 2014.

Tekst: India Desjardins
Ilustracje Pascal Blanchet
Wydawnictwo: Dwie Siostry

Wigilia Małgorzaty

wtorek, grudnia 01, 2015

Rzadko kupujemy stare, ale takie naprawdę stare książki dla dzieci do swojej kolekcji. Przeważnie pchani wspomnieniami wyłapujmy okazje by kupić książkę, którą pamiętamy z czasów gdy byliśmy dziećmi, a która nie miała na tyle szczęścia by przetrwać nasze dzieciństwo. Jeszcze rzadziej kupujemy stare książki, których nie znamy. Wówczas kierujemy się prostą zasadą - oceniamy po okładce. Z książką Strzelba zajączka to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ponadczasowe ilustracje Janusza Stannego z lepiej dobranym składem spokojnie mogłyby uchodzić za współczesne, mimo, że książka została wydana w roku 69-tym. Kilka tytułów z ilustracjami Stannego zostało wznowionych całkiem niedawno, m.in. O malarzu rudym jak cegła, wydanym przez wydawnictwo Wytwórnia, czy też Raz czterej mędrcy ... z wydawnictwa Dwie Siostry. Ja osobiście jestem fanem tych nieco bardziej geometrycznych ilustracji jakie możemy zobaczyć właśnie w Strzelbie zajączka, w szczególności rozpływam się nad projektem domku Kaczki i Kaczora.
No właśnie, skupiłem się mocno na stronie graficznej książki, całkowicie pomijając fabułkę. Książka opowiada historię wspomnianego już domku pośrodku lasu, w którym żyją Kaczor i Kaczka. Domek odwiedzają w trakcie srogiej zimy różne zwierzątka szukające schronienia, z których nie wszystkie mają dobre intencje. Jednym z tych zwierzątek (tych z dobrymi intencjami rzecz jasna) jest tytułowy zajączek ze strzelbą na plecach. Spokojnie, strzelba jest zepsuta, nie strzela, no i jeszcze nabita jest grochem, ale wrażenie robi. Jak rozwija się cała historia musicie przeczytać sami. Książkę można spokojnie wyhaczyć na allegro, wystarczy się tylko nieco przyczaić.
Na koniec jeszcze ważna ciekawostka, autorem historii jest Czesław Janczarski m.in. twórca książkowej postaci Misia Uszatka
Tekst: Czesław Janczarski
Ilustracje: Janusz Stanny
Wydawnictwo: Biuro wydawnicze "Ruch", 1969

środa, października 28, 2015

Malutki Lisek żyje samotnie w dolinie, w cieniu konarów wielkiej jabłoni. Jest szczęśliwy sam ze sobą, zajmując się własnymi lisimi sprawami. Wszystko ulega zmianie, kiedy w dolinie pojawia się Wielki Dzik. Malutki Lisek jeszcze tego nie wie, ale jest to zapowiedź pięknej przyjaźni i wielkiej wyprawy do odległej krainy zwanej Tam.
To drugi z wyróżnionych komiksów w ramach tegorocznego Konkursu im. Janusza Christy na Komiks dla Dzieci, który chciałbym Wam polecić. O samym konkursie wspominałem w ramach wpisu o komiksie Niezła draka, Drapak!, do którego zresztą Was odsyłam po więcej szczegółów.

Komiks Bereniki Kołomyckiej to wzruszająca, uniwersalna historia o przyjaźni, o tym, że razem jest zawsze raźniej, że wspólnymi siłami można dokonać więcej i o tym, że nieznane wcale nie musi być takie straszne, kiedy obok siebie masz przyjaciela. To również bardzo śliczny album, mocno plastyczny. Swobodne ilustracje, wykonane farbami wodnymi, nasuwają wrażenie dziecięcych ilustracji.
Uwielbiam projekty obu postaci. Są rozbrajająco zabawne i sympatyczne. Nie sposób nie pokochać tych dwóch bohaterów. Jestem przekonany, że komiks przypadnie do gustu, nie tylko najmłodszym.

Tekst i ilustracje:Berenika Kołomycka
Wydawnictwo: Egmont
-
Do kupienia w tych sklepach.


środa, października 21, 2015

Dokładnie dwa lata temu (październik 2014) wydawnictwo Egmont zorganizowało pierwszą edycję Konkursu im. Janusza Christy na Komiks dla Dzieci. Konkurs miał dać szansę młodym twórcom komiksów na wykreowanie bohaterów i serii komiksowych dla dzieci w duchu twórczości Christy. Tak jak kiedyś komiksy Christy uczyły i inspirowały młode umysły obecnych trzydziesto-paro-latków, tak teraz pokonkursowe komiksy miały inspirować ich dzieci.
Efektem pierwszej edycji było wydanie pięciu nagrodzonych i wyróżnionych komiksów. Na początku tego roku wydawnictwo ogłosiło drugą edycję konkursu, która całkiem niedawno zaowocowała pojawieniem się na naszym rynku czterech nowych tytułów. O ile tytuły z pierwszej edycji (z wyjątkiem jednego) nie przypadły mi szczególnie do gustu, tak efekt drugiej edycji bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. 

W tym i kolejnym wpisie postaram się przekonać Was do dwóch komiksów, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę. Pierwszym z nich jest Niezła draka, Drapak!, stanowiący debiut komiksowy (albumowy) rysownika i ilustratora Tomka Kaczkowskiego, który wykreował postać Drapaka do scenariusza Bartosza Sztybora.
Komiks przedstawia nam postać Kornela, właściciela antykwariatu, który pod osłoną nocy zakłada super-bohaterski kostium by walczyć ze złem jako Drapak. W pierwszym tomie nasz bohater musi stawić czoła przeciwnikowi, który wykorzystuje muzykę by zapanować nad mieszkańcami miasta.
Tak, mamy tutaj do czynienia z dobrze znaną formułą komiksu super-bohaterskiego i jest to celowo narzucona konwencja. Widać, że autorzy doskonale czują klimat tego typu komiksów i bawią się tą formułą świetnie kreując świat Drapaka. Nie trudno też odnaleźć w komiksie inspiracje Batmanem. Ba! W zasadzie Tomek Kaczkowski nie stara się ukryć swoich fascynacji tą postacią, przelewając je na świat Drapaka. Komiks jest przeładowany odniesieniami do komiksowej popkultury, ale nie tylko. Praktycznie z każdej planszy autorzy puszczają do nas oko, a to napisem TMNT wymalowanym nad kanałami, a to przeróbkami starych plakatów filmów z lat 90-tych.

Bez wątpienia komiks Kaczkowskiego i Sztybora to szansa na wypełnienie luki na polskiego super-bohatera w komiksach dla dzieci. Forma graficzna jest moim zdaniem idealnie trafiona. Prosty, przerysowany, cartoonowy styl Tomka Kaczkowskiego idealnie pasuje do komiksu dla młodego pokolenia wychowanego na współczesnych amerykańskich kreskówkach. Natomiast zabawna, pełna akcji fabuła powinna wciągnąć młodego czytelnika do ostatniej strony.
Jestem przekonany, że dzieciaki pokochają Drapaka i kto wie, może doczekamy się polskiej serii komiksowej, która sprawi, że dzieci będą chciały być Drapakiem. Było by super!

Zachęcam byście dali szansę temu komiksowi, szczególnie, że jego cena jest naprawdę przystępna.

Ps. W przygotowaniu jest już tom drugi.

Scenariusz: Bartosz Sztybor
Ilustracje: Tomasz Kaczkowski
Wydawnictwo: Egmont
-
Tutaj kupisz tanio

niedziela, października 18, 2015

Monika Sańczyk - właśnie kończy studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Ilustruje, ilustruje i jeszcze raz ilustruje, właściwe to nieustannie coś ilustruje. Uwielbia książki kucharskie i te dla dzieci. Z siostrą założyły pracownię Kipimleko, gdzie robią przydatne i ładne rzeczy, zresztą sami sprawdźcie.


środa, października 07, 2015

Tym razem zachęcę Was do zapoznania się z bardzo fajną, ładną i (relatywnie) tanią serią komiksów. 17x23 to formuła, pod którą wydawnictwo Nobrow publikuje komiksy młodych, początkujących twórców. To taka trampolina, z której autorzy mają szansę wybić się do większych komiksowych projektów. Założenie serii jest bardzo proste, 24 strony w tytułowym formacie 17x23 cm, tyle dostaje każdy autor na opowiedzenie swojej historii. Żeby nie rozpisywać się dłużej o samym projekcie, a z marszu zachęcić Was do tytułów wydawanych pod szyldem 17x23, powiem, że to właśnie w ramach tej serii zadebiutowała Hildafolk (w Polsce komiks ten ukazał się pod tytułem Hilda i Troll), komiks autorstwa Luka Pearsona. Przykułem Waszą uwagę?

Poniżej szybki przegląd tytułów w ramach serii, które akurat posiadamy w naszej kolekcji. Od razu sprzedam Wam cynk gdzie kupować poniższe komiksy - BookDepository! To zagraniczny dyskont książkowy, mają sporo cenowych promocji ale co najważniejsze, wysyłka do Polski jest całkowicie za darmo.

wtorek, września 29, 2015

Już lada dzień październik, jesień, a zanim się spostrzeżemy przylezie znów ta okropna zima. Trzeba się spieszyć z przetworami, żeby chociaż trochę uprzyjemnić sobie tę, miejmy nadzieję nie ciapowatą, porę roku. W miniony weekend zainspirowani książką Agaty Królak Z działki z lasu i takie tam zabraliśmy się za przyrządzenie keczupu. Wiecie, takiego bez konserwantów, doprawionego jak tylko Ci smakuje i w ogóle, sklepowe niech się chowają.
Z działki z lasu i takie tam to zbiór przepisów na niebanalne przetwory przyrządzane wyłącznie z naturalnych składników i według sprawdzonych receptur. Książka zbiera 72 przepisy (policzyłem, mam nadzieję, że dobrze) podzielone tematycznie według miejsca zbioru składników, następnie według sposobu skrzyżowania np. do picia lub przegryzienia. Wszystkie ręcznie spisane i ślicznie zilustrowane.
Całość przywołuje na myśl kolekcje zeszytów z przepisami mojej mamy.
Muszę Was jednak uprzedzić, książka ma jeden minus, część przepisów jest bardzo skrótowo opisana. Jeżeli ktoś nie ma doświadczenia z gotowaniem to może mieć problem z przygotowaniem niektórych przetworów.
Mimo tego keczup wyszedł przepyszny, palce lizać. Już teraz zaznaczyliśmy sobie w książce kolejne: masło kurkowe, papryka z miodem, nutella z węgierek. Brzmi mniam!
Na koniec dodam, że z serii ukazała się jeszcze książka Ciasta, ciastka i takie tam, z przepisami, które osłodzą Wam zimowe (ale nie tylko) dni.
Tekst i ilustracje: Agata Królak
Wydawnictwo: Dwie Siostry

poniedziałek, września 07, 2015

Anna Gensler:
Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmuje się grafiką komputerową, ilustracją książkową oraz prasową. Kolekcjonuje i czyta książki dla dzieci. Interesuje się historią sztuki a także twórczością różnych artystów. W wolnym czasie uprawia malarstwo olejne. Uwielbia kwiaty, herbatę z miodem i kawę.

poniedziałek, sierpnia 31, 2015

Jak się pewnie domyślacie, nie jest to zwykła książka z alfabetem rozsypanym po kolejnych stronach. Iwona Chmielewska jak zawsze dostarcza nam coś innego niż wszyscy. Alfabet to tutaj tylko pretekst do tego by zbudować ilustracyjną mapę powiązań i odniesień. Wszystko osadzone w niemieckiej kulturowej miksturze (już tytuł wskazuje niemiecki kontekst, swoją drogą genialna zabawa internetową domeną) – to taki elementarz, słownik i lekcja wiedzy o kulturze w jednym. Oprócz bardziej codziennych rzeczy i sytuacji, na kartach książki pojawiają się wielcy naukowcy, muzycy, pisarze, tłem bywają niemieckie miasta, a wokół pojawiają się dodatkowe konteksty. Część postaci, miejsc i odniesień wyłapuje się od razu, z niektórymi jest trochę trudniej, a część pewnie dostrzegą nieliczni. Ale sprawia to właśnie, że książka jest jeszcze lepsza - można do niej dojrzewać, sięgnąć za jakiś czas i sprawdzić czy aby czegoś się nie nauczyliśmy o świecie od ostatniego razu. Spotkamy zatem Bacha, Kanta, braci Grimm i wielu innych. Odwiedzimy Berlin, Dortmund, Frankfurt i pomniejsze miasta. Przypomnimy sobie wielkie dzieła i cytaty artystów, muzyków, pisarzy. A przy okazji nauczymy się, lub odświeżymy sobie, całą masę bardziej lub mniej podstawowych słówek. I jakby tego było mało – ta książka jest przepiękna! Niby nadal w stylistyce poprzednich publikacji Chmielewskiej, ale na moje oko mamy tu szerszą paletę barw i jeszcze więcej kolażowych wstawek niż w poprzednich książkach autorki. Cudowny w dotyku papier, tkanina na okładce i obwoluta. Wszystko zaprojektowane i wykonane na tip-top. Wydawnictwo Warstwy jak zwykle stanęło na wysokości zadania.

Autorka: Iwona Chmielewska
Wydawnictwo: Warstwy

poniedziałek, sierpnia 10, 2015

Kraków jest jednym z najstarszych miast Polski i zarazem jednym z najpiękniejszych, z zachowaną starą zabudową miejską i wieloma wartościowymi obiektami architektonicznymi. Jest to również miasto z bogatą historią, z którą zmierzyli się Artur Wabik wraz z ilustratorem Marcinem Surmą. W efekcie ich pracy otrzymaliśmy historyczny przewodnik po Krakowie. Słowo "historyczny" jest tutaj kluczowe. O ile klasyczne przewodniki zabierają czytelnika na wycieczkę wyłącznie ulicami miasta, tak publikacja Artura i Marcina zabiera nas na wyprawę przez czas. W ten oto sposób skacząc z planszy na plansze możemy obserwować dynamiczne zmiany miasta, jakim ulegało na przestrzeni wieków. Artur skupił się na ośmiu najważniejszych, w istocie definiujących miasto okresach historycznych oraz przypisanych do nich istotnych wydarzeń. Począwszy od czasów Wiślan, przez Jesień Średniowiecza, okres okupacji, na czasach współczesnych kończąc. Świetnym zabiegiem graficznym było zachowanie na każdej planszy tego samego kadru mapy miasta, co rewelacyjnie ukazało proces zmian.
Jest to jedna z tych publikacji, w której treści prezentowane są w formie graficznej i w większości poukrywane/porozmieszczane na planszach czekają by zostać odkryte. Niech Was nie zwiedzie te osiem plansz, publikacja ta nie znudzi się Wam za szybko! Jest to książka, którą będziecie wertowali w kółko, za każdym razem odkrywając coś nowego.

Jestem miasto Kraków to portret miasta na przestrzeni wielu lat, to "autoprezentacja" miasta pod kątem wydarzeń historycznych kształtujących miasto jak i samej architektury miasta. To publikacja zarówno dla osób, które doskonale znają Kraków, oraz dla osób takich jak my, które w Krakowie były ze dwa razy.
Polecam. Nie wierzę byście byli nią zawiedzeni.

Książka ukazała się w ramach serii "Jestem miasto". Do tej pory, poza Krakowem, ukazał się jeszcze przewodnik po dziejach Warszawy. Czy w ramach serii ukaże się kiedyś Wrocław? Mamy taką nadzieję.

Scenariusz: Artur Wabik, Marcin XULM Surma
Ilustracje: Marcin XULM Surma
Wydawnictwo: Wilga (Grupa Wydawnicza Foksal)

środa, sierpnia 05, 2015

Pierwsza rodzina Marvela (trans. Marvel's First Family) zadebiutowała w 1961 roku na łamach własnego tytułu Fantastic Four. Komiks miał być odpowiedzią wydawnictwa na rosnąca popularność serii super-bohaterskich wydawanych przez konkurencyjne wydawnictwo DC Comics. W rzeczywistości dał początek nowej erze komiksów z przygodami obdarzonych super-mocami herosów i tym samym zapewnił wydawnictwu Marvel Comics niekwestionowaną pozycję komiksowego giganta po dzień dzisiejszy. Ojcami tego sukcesu byli Stan Lee oraz Jack Kirby, czyli ci sami panowie, którzy powołali do życia zastępy obecnie już kultowych postaci jak choćby Spider-Man czy Hulk oraz kolejne super-grupy takie jak Avengers i X-Men.

W pierwszym numerze komiksu Fantastic Four poznajemy głównych bohaterów, czwórkę poszukiwaczy przygód: Reeda Richardsa, jego przyszłą żonę Susan Storm, jej brata Johnnego oraz ich przyjaciela Bena Grimma, którzy na wskutek kosmicznego promieniowania zyskali super-moce. Polscy czytelnicy mieli okazję zapoznać się z wyrywkowymi przygodami tej grupy już w latach 90-tych dzięki przedrukom z wydawnictwa Tm-Semic.

Tyle jeżeli chodzi o skrótową historię serii. Czterdzieści cztery lata od premiery pierwszego numeru komiksu, wydawnictwo Marvel Comics wydaje albumowy hołd swojej pierwszej super-bohaterskiej serii. Maximum Fantastic Four, bo o niej właśnie mowa, to nietypowa pozycja stanowiąca przedruk pierwszego numeru o przygodach Fantastycznej Czwórki, z tą różnicą, że każdy panel oryginalnego komiksu został tutaj zamieszczony na osobnej stronie/stronach. Z 32-stronicowego komiksu, otrzymaliśmy 224 strony powiększonego albumu z grubą, sztywna okładką.
Cały album utrzymany jest w bardzo pop-artowym klimacie. Otrzymujemy coś na wzór obrazów Roya Lichtensteina, gdzie każdy z kadrów Jacka Kirbiego świetnie funkcjonuje osobno, zawieszony poza fabułą całego komiksu. To pop-artowe odczucie w sporej mierze zawdzięczamy też odświeżonym i mocno podkręconym kolorom, które znalazły dopiero w przedrukach komiksu. Oryginalne plansze komiksu i tym samym oryginalne kolory można oglądnąć na zamieszczonych na obwolucie skanach. Wspomniana obwoluta to fajny smaczek-dodatek. Z jeden strony mamy wspomniane skany plansz, a z drugiej okładkę pierwszego numeru komiksu Fantastic Four w formie plakatu.

Maximum Fantastic Four to pozycja zdecydowanie dla fana wizualnych perełek, mimo, że oryginalna narracja komiksu nie została tutaj naruszona, jest to album zdecydowanie bardziej do oglądania niżeli czytania. W momencie, w ktorym przygotowuję ten wpis tytuł jest nadal dostępny w promocyjnej (66,94 zł) cenie na Multiversum. Dlatego szczerze polecam spieszyć się. Wątpię by podobna promocja szybko się powtórzyła.

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby
Wydawnictwo: Marvel Comics

poniedziałek, lipca 27, 2015

Małgorzata Detner o sobie:
Z wykształcenia jestem kostiumografką, z zamiłowania ilustratorką.;) Na co dzień zajmuję się grafiką i ilustracją okładkową ale największą radość sprawia mi rysowanie dla dzieci. W każdym z nas jest coś z dziecka ale we mnie jest tego zdecydowanie więcej. :) Poza tym uwielbiam zabawę kolorem. Kopalnią inspiracji są dla mnie ilustracje ze starych książek oraz prace artystów takich jak Mary Blair, Alice and Martin Provensen czy Fiep Westendorp.

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined