niedziela, lutego 28, 2016

dodano: niedziela, lutego 28, 2016

Kiedy dobre kilka lat temu jechaliśmy po raz pierwszy do Berlina, Grzegorz, po godzinach poszukiwań w necie, stworzył dla nas mapę murali i szablonów, które warto tam zobaczyć.
I przyznam, byliśmy lekko oszołomieni ilością tych prac, często także ich wykonaniem i jaraliśmy się jak dzieci znajdując mocno już "zużyte" szczury Banksego wrośnięte w tkankę murów. Podczas kolejnego wypadu odkryliśmy też, że tam street art już wszedł do galerii. Ba! Były galerie, które zajmowały się tylko i wyłącznie promowaniem artystów związanych ze sztuką ulicy – np. Circle Cultrue. No nie powiem, że nie robiło to na nas wrażenia. 
W Polsce wtedy oczywiście były wlepy, graficiarskie tagi, wrzuty na pociągach, jakieś szablony. Ale murale to była raczej rzadkość. Mieszkaliśmy już wtedy we Wro i jak się okazało byliśmy we właściwym miejscu. To Wrocławiowi pozazdrościła później reszta polskich miast, kiedy sukcesem okazywały się kolejne edycje Out of Sth. No i się zaczęło. Teraz w Polsce chyba już każde miasto ma swój festiwal street artu. Sami już nie wiemy co o tym wszystkim myśleć. Uwielbiamy dobry streetart, ale zaczyna nam doskwierać ilość, a czasem także jakość tych wielkoformatowych prac.

Żeby było ładnie - Rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce
Żeby było ładnie - Rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce

Tym bardziej ciekawi byliśmy książki Sebastiana Frąckiewicza i tego co na ten temat powiedzą artyści i organizatorzy festiwali. Sebastiana chyba mocno gryzło, to co się dzieje na naszych oczach, bo solidnie "przetrzepał" nie tylko twórców, ale także ludzi, którzy festiwale organizują i kolekcjonerów sztuki ulicy. Przed lekturą wywiadów zakładałam (nie wiem w sumie dlaczego), że wszyscy będą mieć podobne zdanie. I byłam trochę zaskoczona, kiedy okazało się, że różnice w ocenie zjawiska potrafią być diametralnie różne. Podczas rozmów wyłonił się dość mocny konflikt między fanami ładnych i technicznie zachwycających wielkoformatowych murali, a aktywistami, którzy uważają, że sztuka ulicy powinna przede wszystkim nieść treść i to treść najlepiej odnoszącą się do danego miejsca i lokalnej społeczności.

Żeby było ładnie - Rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce

Patrząc na to szerzej, to nic innego jak odwieczny spór wewnątrz świata sztuki w ogóle i dywagacje: co jest ważniejsze forma czy treść? Ja nie potrafię się postawić jednoznacznie po jednej ze stron i trafiają do mnie po części argumenty każdej z nich. Jednym z ciekawszych wywiadów jest ten ze Zbiokiem, który jest nie tylko artystą, ale także kuratorem Out of Sth. Jego spojrzenie jest o tyle ciekawe, że stał po obu stronach: malując przy murach i organizując festiwal. Sławek Czajkowski podkreśla mocno potrzebę nadawania sztuce ulicy treści i kontekstu i rozwijania innych działań ulicznych poza wielkoformatowymi muralami. Zresztą, spora część rozmówców wtóruje na różne sposoby takiemu kierunkowi rozwoju streetartu i samych festiwali. Te aspekty porusza, nawet mocno krytykowana w środowisku, organizatorka łódzkiego Urban Forms, Teresa Latuszewska-Sydra. To niewątpliwie jedyny słuszny kierunek, choć dla części artystów malowanie wielkoformatowych prac i podróże od festiwalu do festiwalu to już sens życia. Dla nich, co podkreśla np. Sainer z Etam Crew, podczas pracy nie ma zbyt wiele czasu na wizję lokalną i przeważnie przyjeżdżają pod ścianę z gotowych projektem. I jakby tego nie krytykować ich prace zapierają dech. I tu wracamy do sedna: jak połączyć sztukę z ulicą?


W ciągu kilku ostatnich lat wydanych zostało w Polsce kilka pozycji zahaczających o street art. Ale w dużej większości to bardziej albumy z pracami niż publikacje pobudzające dyskusję o temacie. Natomiast książka Frąckiewicza, to bardzo udana próba oddania głosu rzeczywistym ludziom – twórcom i kuratorom. To nie jest kolejna wycieczka "szlakiem murali", ani próba dokumentacji zjawiska. Dzięki tym wywiadom widać, że boom rzeczywiście miał miejsce, że wszyscy odczuwają pewien kryzys przeładowania, ale także, że istnieje nadzieja i kierunek, w którym street art powinien i chyba już pomału podąża.


Tytuł książki idealnie koresponduje z mottem naszego bloga i nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie podkreślili jej świetnego wydania. Pomimo tego, że nie jest to album o sztuce, to książka jest pięknie i przemyślanie wydana. Ukłony w stronę znakomitego projektanta Honzy Zamojskiego, ale także wydawcy (i pewnie też Sebastiana Frąckiewicza). Nic tu nie jest dziełem przypadku - począwszy od papieru dobranego na okładkę, który jest szorstki i szary niczym betonowa ściana, poprzez doklejoną na niej wlepkę, po projekt składu. Dodatkowo, dla laików w temacie, dołączono słowniczek terminów, które pojawiają się w książce. Dla wszystkich sprawdzi się jako zakładka.
Niestety, albo stety, książka okazała się sukcesem i nakład został już wyczerpany. Ponoć kilka egzemplarzy jest do dostania jeszcze w Łodzi w Bardzo Rozsądnie. Wydawca zapowiedział już także wznowienie. 

Rozmówcy: Ixi Color, Patyczak, Mariusz Libel, Peter Fuss, Rafał
Roskowiński, Magdalena Drobczyk, Sepe, Michał Kubieniec, Teresa
Latuszewska-Syrda, Sainer, Pikaso, Zbiok, Otecki, M-city
Tekst: Weronika Kołodziej, zdjęcia: Grzegorz Teszbir

2 komentarze:

  1. Z tego co osobiście obserwuję, szczególnie w galeriach (poza wyjątkami, jak zawsze), bardzo dawno wszelki pietyzm warsztatowy zniknął zastąpiony potworniejącą coraz bardziej sztuczną ideologią i przegadaniem. Nie chciałabym tego zacząć teraz oglądać w street arcie. Niech będzie ładnie, do jasnej cholery. Sztuka mówi przez formę - inaczej jest to gniot z nadpisem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki, chętnie napisze o niej na blogu kiedy w końcu wpadnie w moje łapki :) Świetny temat!

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined