poniedziałek, grudnia 15, 2014

dodano: poniedziałek, grudnia 15, 2014

Wyobraźcie sobie klasyczne baśnie braci Grimm o Babie Jadze oraz Jasiu i Małgosi przekalkowane przez wyobraźnię przesiąkniętą mroczną twórczością Mike'a Mignoli, a otrzymacie album, który za chwilę Wam zaprezentuję. Quiet Little Melody to albumowy debiut Sebastiana Skrobola, w którym autor garściami czerpie z klasycznych, znanych nam z dzieciństwa bajek, zastępując ich niewinność bardziej mroczną, momentami makabryczną wizją. Sebastian bazując na schematach klasycznych baśni buduje swoją własną opowieść o dwojgu rodzeństwa, z których jedno jest śmiertelnie chore, a drugie postanawia wyruszyć w poszukiwaniu cudownego lekarstwa w głąb tajemniczego lasu pełnego wiedźm, wilkołaków i trupów.
Quiet Little Melody to w pełni niema historia podzielona na cztery, następujące po sobie akty, z których jeden jest retrospektywnym przerywnikiem rozwijającym główny wątek historii. Zabieg o tyle fajny, że przerywa "liniowe" czytanie całej historii, nadając jej bardziej dynamicznego charakteru.
Jak już wspomniałem cały komiks jest pozbawiony dymków z tekstem. Sebastian swoją historię opowiada uniwersalnie, przy pomocy jedynie zgrabnej narracji graficznej i wychodzi mu to świetnie. Jeszcze przed premierą komiksu, na podstawie przykładowych plansz można było zakładać, że będzie to jeden z bardziej widowiskowych graficznie komiksów tego roku. Założenia się potwierdziły, Quiet Little Melody to świetny album graficzny, z rewelacyjnymi mrocznymi ilustracjami, utrzymanymi w zamkniętej palecie barw. Nie sposób porównać rysunków Sebastiana do jakichkolwiek innych. Wypracował on sobie bardzo oryginalny styl z charakterystycznymi fluorescencyjnymi elementami graficznymi oraz teksturami w tle.
Komiks Skrobola to świetna baśniowa historia w rewelacyjnej mrocznej oprawie wizualnej z potencjałem na serię lub cykl. Jedyne co mi przeszkadza w tym komiksie to forma wydania. Niestety bardzo charakterystyczna dla Wydawnictwa Komiksowego, a totalnie nie pasująca do komiksu Skrobola. Zamiast matowego, kremowego papieru dostajemy papier śliski (kreda? powlekany?) totalnie nie oddający charakteru postarzanych, teksturowanych plansz komiksu. To samo z okładką, niestety, mimo, że jest to gruba, albumowa okładka, oddaje wrażenie taniej i ponownie niedobranej do formy graficznej komiksu. Szkoda, bo mogło to świetnie dopełnić całość, czyniąc z tego komiksu wizualne i edytorskie cacuszko pod każdym względem. No, ale jest to moje i wyłącznie moje widzimisię i polecam Wam komiks Quiet Little Melody bez dalszego przynudzania. Powinien się Wam spodobać, szczególnie jeżeli lubicie mroczne, baśniowe klimaty.





Tekst i zdjęcia: Grzegorz Teszbir

4 komentarze:

  1. Świetnie wygląda! To są oryginalne plansze w tle?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadłam na chwile na spotkanie z Autorem na MFK - nie wiem jak sprawa miała się z okładką, ale papier do druku został podobno wybrany według zaleceń Pana Skrobola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat to czy taką formę wydania wybrał autor czy wydawca, nie zmienia faktu, że nie przemawia ona do mnie. Zwyczajnie mi się nie podoba. Może użyłem złych słów i niepotrzebnie przerzuciłem "żal" za jakość wydania na wydawcę.

      Usuń

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined