środa, maja 14, 2014

dodano: środa, maja 14, 2014

Pod koniec kwietnia, przy okazji wizyty w Berlinie wybraliśmy się na jednodniową imprezę komiksową Comic Invasion Berlin. Cała impreza miała miejsce przy Urban Spree Gallery, przy Warschauer Str. (tak, polski akcent ;). Miejsce bardzo klimatyczne, ponieważ położone poniżej poziomu ulicy na terenach poprzemysłowych (obstawiamy starą zajezdnię tramwajową). Cały kompleks jest o tyle fajny, że przewija się przez niego masa ludzi. Pokazy pirotechniczne, knajpki, ogródki piwne, otwarte w nocy galerie sztuki, ścianka wspinaczkowa i masa innych atrakcji. Najlepszą rzeczą z tego wszystkiego i tak była "firma" organizująca noce zwiedzanie miasta w małych gokartach stylizowanych na stare autka. Rewelacja! Tylko trzeba sobie odpuścić alkohol na cały dzień.

Wracając jednak do imprezy komiksowej, trudno byłoby ją nazwać festiwalem. Przy Urban Spree Gallery regularnie odbywają się jakieś imprezy, a ta była po prostu kolejną z rzędu, tylko z akcentem komiksowym. Nie było w niej przepychu komiksowego znanego z naszych polskich festiwali, brak tutaj czystego geekostwa, co pewnie zawiodłoby wielu fanów/uczestników polskich imprez komiksowych. Nikt się nie przebierał, ba, mało kto miał koszulkę komiksową, a mimo to atmosfera była rewelacyjna, świetna, odprężająca wręcz. Cała energia imprezy była skumulowana na placu przed galerią. Były warsztaty z robienia scenagrafii do animacji, warsztaty rysunku, robienie masek, dwóch panów malowało oldschoolowe szyldy na życzenie. Wszystko w powolnym tempie, przy piwku i muzyką w tle. Ciekawostka: dj zapuścił w pewnym momencie zmiksowany kawałek Słuchaj Rytmu (dzięki Dominika).

Miłym akcentem (i kolejnym polskim) w części wystawienniczej było stoisko wydawnictwa Centrala, które niedawno przeniosła swoją siedzibę do UK. Sama część wystawiennicza była skromna, ale raczej adekwatna do kameralnej formy całej imprezy. Wystawiały się na niej wydawnictwa tj. Reprodukt, Avant-Verlag, księgarnie Renate Comics czy choćby nasza ulubiona Modern Graphics, niezależni wydawcy, znalazło się też stoisko z  komiksem francuskim, wystawiali się też twórcy ze swoimi komiksami, zinami czy plakatami. 
Sławy - był Cameron Stewart, przy stoisku którego za 20 eurosów można było kupić sygnowany egzemplarz jego komiksu Sin Titulo, gdzieś w tłumie przemieszczał się Tony Sandoval, a na gitarce podobno grał Mawil. Ciekawostką w części wystawienniczej była "maszyna do ilustracji" (Illumat) - wrzucasz życzenie, pieniądze, czekasz i dostajesz ilustrację tego co sobie zażyczyłeś. Nasz niemiecki pisany był (nadal jest!!!) na tyle słaby, że odpuściliśmy ... i nie chciało nam się stać w kolejce ... i widzieliśmy jakie ilustracje wypluwa "maszyna". ;)

Hitem (nie komiksowym) były trzy szklarnie postawione w centrum placu. Niemcy mają manię na punkcie ekologii. Taka mini szklarnia na kółkach, z mini ogródeczkiem w środku i dwoma krzesłami służy kontemplacji zieleni, to taka zamknięta (dosłownie), zielona strefa w środku miasta.

Czy wybierzemy się na kolejną edycję CIB? Specjalnie nie, ale chętnie skorzystamy jeszcze raz z pretekstu jakim była ta impreza by odwiedzić to miasto. ;)

Ps. no i nakupiliśmy trochę ładnych rzeczy, które będziemy starali się co jakiś czas wrzucać na blog.













Tekst i zdjęcia: Grzegorz Teszbir

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined