piątek, marca 21, 2014

dodano: piątek, marca 21, 2014

Gdy startowaliśmy z pomysłem wilczych fanartów, nie przypuszczaliśmy, że tak ochoczo podchwycicie temat i sami z siebie będziecie podsyłali nam swoje ilustrowane wariacje na temat naszego niebieskiego wilka. Ba, żeby to były tylko ilustracje. Był już zestaw szklanych gadżetów, a także wilcza figurka. Nie śmieliśmy nawet wybiegać dalej wyobraźnią i zastanawiać się, gdzie jeszcze może wylądować nasz wilk i w jakim formacie. Nie będę już niepotrzebnie przeciągał tego wstępu - zapewne i tak wszyscy widzieli już zdjęcie na fejsie lub dawno przewinęli post do momentu ze zdjęciami. Tak jest, czapki z głów - wilczy fanart w formie graffiti! Pewnie teraz cisną się Wam na usta takie pytania jak: co, kto, gdzie i z jakiej paki? Spokojnie, dokładnie te same elokwentne pytania eksplodowały w naszych głowach zaraz po odebraniu maila. Po odpowiedzi udaliśmy się do źródła całego zamieszania, autora poniższego fanarta - Marcina Malickiego.

Lupus Libri: Otagowałem Cię z marszu jako „ilustrator”, bardzo się pomyliłem, czy może zostać taka etykietka?

Marcin Malicki: Hmmm ...Ilustrator to mocne słowo. Raczej takiej etykiety bym sobie nie przypisał. Przede wszystkim jestem writerem czy jak kto chce graficiarzem (to określenie odbiera lat i sprawia, że znów czuję się jak nastolatek ;) Jednocześnie graffiti stało się dla mnie punktem wyjścia do wszystkiego co robię teraz. A teraz fakt: troszeczkę ilustruję, projektuję loga, okładki płyt, czasem layouty stron. Czasem ostatnio nieco więcej pstrykam migawką. Ciągnie mnie w stronę typografii i projektowania krojów ale to akurat są plany. Właściwie cały czas pokornie się uczę.

No! Czyli tag „ilustrator” zostaje, dodam „graficiarz” i chyba powinienem jeszcze dopisać „człowiek orkiestra”. :)
Odpowiedź coś więcej o sobie, skąd jesteś, czym się zajmujesz na co dzień, co Cię kręci w życiu?

Marcin Malicki czyli Malik. Uśmiechnięty czasem trzydziestolatek wychowany u podnóża beskidzkich górskich szlaków. Po porannej gimnastyce etatowo maczam palce w drukarskich tuszach pod lampami UV, a po pracy sięgam za ołówek pisak, puszki, myszkę lub tablet i znowu męczę oczy :)

Co mnie kręci? Oj. Hmmm. Karuzele mnie kręcą. :) A tak na poważnie to multum spraw miejsc, spraw, emocji. Człowiek chciałby tyle zrobić, niestety ma tylko 24 godziny na dobę, a na domiar złego jeszcze musi parę z nich poświęcić na sen. Magisterium z socjologii otwiera nieco oczy na świat. Podyplomówka z grafiki pozwala wychwytywać jego wizualne smaczki, którymi jest przepełniony – tylko trzeba czasem zwolnić, zatrzymać się, podnieść głowę lub spojrzeć pod nogi lub przez ramię.

Mam chyba szczęście lub ktoś podrzuca na moim szlaku ludzi otwierających przede mną nieznane wcześniej światy. Tak było z ludźmi z zespołu Psio Crew, przez których zakochałem się w góralskim beskidzkim folklorze i teraz szperam w etnograficznych pracach z lat trzydziestych nucąc sobie pod nosem „Sarnę”. To przykład jeden z długiej listy.
Tu dochodzimy do muzyki. Muzyka musi być. Czy w samochodzie z głośników czy idąc do sklepu w słuchawkach.

Od dawna zajmujesz się streetartem? Mogę tak w ogóle powiedzieć? „Streetart” czy „graffiti”?

Graffiti ;)

Przeszło tuzin lat graffiti. I to już raczej nie jest „zajmowanie się”. To już elementarna cząstka mnie. Dojrzałe drzewo hodowane z małego ziarenka wydające teraz owoce. Najpierw była ulica i bazgranie, które z biegiem lat zaprowadziło mnie tu gdzie jestem teraz. A wzajemnie relacje graffiti i streetartu to temat do dyskusji wykraczającej mocno poza ramy tego wywiadu. Ale może kiedyś siądziemy przy herbacie lub nie tylko i wymienimy się racjami:)

Z przyjemnością. :)
Próbowałem wyguglować jakieś Twoje portfolio, bezskutecznie. Istnieje coś takiego w Internecie?

PR-owcem to ja nigdy nie zostanę. Jestem marketingową nogą. Nie prowadzę bloga. Dochrapałem się tylko profili na digarcie oraz streetpins'ie.

Jakieś adresiki?

Pierwszy nieco bardziej przekrojowy choć czasem zapominam o jego istnieniu. Drugi mocno grafiiciarski. Niestety niewiara we własne możliwości hamuje przed wkroczeniem na szerokie wody międzynarodowych portali projektowych.

Cały czas na etapie produkcyjnym jest strona graffunk.pl.
Właśnie GRAFFUNK jest moją ideą łącząca wszystkie dziedziny, w których się obecnie poruszam. A jest tego troszkę bo nie chcę się zamykać w jakiejś szufladce, a potem łapać dramatycznie hausty powietrza. Rusza profil na fb więc jest już jakieś światełko w tunelu. Wszystkich zainteresowanych zapraszam serdecznie do odwiedzania. Ruszy zapewne w piątek czyli pierwszy dzień wiosny – oczywiście graffunk się zwie :)

Będziemy śledzić na pewno. To może pochwal się tutaj, z jakiej swojej pracy jesteś najbardziej zadowolony?

Haha, chyba z żadnej do końca. Każdej coś brakuje, zawsze można coś poprawić, po namyśle dopracować. Sztuką jest uznać pracując nad czymś że już jest ok i trzeba to zostawić bo każda kolejna ingerencja okaże się być preludium do ciężkiego postrzału kolana i zmusi nas do cofnięcia się przynajmniej o parę kroków. Ale jednocześnie to jest paliwo by robić to dalej.
Mam kilka prac które lubię czasem oglądać i znajdować dobre elementy czy rozwiązania i mówić sobie „tak, to było dobre. Trzeba iść w tym kierunku”. Taki jest Drwal z Siemianowic, dzieciak z balonami z WPA w Dusznikach-Zdroju. I ostatnia płyta zaprojektowana dla zDolnego Przedmieścia. Może jeszcze kilka.

Ale częściej takie retrospekcje wywołują salwy śmiechu. Tu pozdrowienia dla Asi – mojego consigliere i naczelnego krytyka.

W jakich miastach można „Cię” znaleźć? Zmalowałeś coś może we Wrocławiu?


We Wrocławiu gościłem jako writer daaawno temu na jednej z edycji Meeting Of Styles jeszcze w zeszłej dekadzie. Ostatnio wpadam częściej towarzysko w odwiedziny poznać bardziej miasto, a mam dobrego przewodnika. Z graffiti jest tak, że cechuje się immanentną tymczasowością. Te same miejsca są przemalowywane wielokrotnie więc pewnie w paru miastach już tych prac nie ma. Ale ja i tak mam zdjęcia więc nie mam za czym płakać. Naturalnym moim terenem łowieckim jest moje rodzinne miasto Bielsko-Biała oraz Górny Śląsk, gdzie aktualnie rzuciły mnie watry dziejów.
Ale podróże to wisienka na torcie malowania. Od Gdańska po Liptovski Mikulas, od Lublina i Białegostoku po Wrocław i Duszniki-Zdrój. Nowe miasta na mapie, nowi ludzie w sercu, nowe miejsca w pamiętniku.

... a lupusowego fanarta można zobaczyć w ...?

Pojawił się nie wiedzieć czemu w Żorach, na obrzeżach miasta między blokami osiedla Pawlikowskiego. A obok jest wielkopłytowy blok z najciekawszą boczną elewacją jaką widziałem – warto ;)

Chyba zdajesz sobie sprawę, że to pytanie w końcu padnie. Korciło mnie, żeby pominąć wszystkie pozostałe i od razu wyciągnąć z Ciebie odpowiedź na pytanie - skąd pomysł na graffiti z niebieskim wilkiem bibliofilem?

Cały czas szukam pomysłów na prace projekty. A czasem to one mnie znajdują. Wilk znalazł mnie, a ja dałem się wciągnąć do watahy jego fanów. Poza tym uwielbiam góry i miejsca odludne, a wilka ciągnie do lasu :)
To chyba była naturalna chemia :)

Śledzisz naszego bloga, czy to oznacza, że lubisz ładne publikacje? Jesteś fanem komiksu, a może sam coś wydałeś/zamierzasz wydać?

Lubię dobrą oprawę graficzną. Przyciągają mnie świetne okładki, skład, ilustracje. A takie można znaleźć nawet w „Baśniach Narodów ZSRR”. Choć nie jestem na bieżąco, wiele rzeczy mi umyka. Ale jestem wielkim miłośnikiem komiksu od czasów podstawówki. Wtedy były czasy Marvela i DC Comics, Janusza Christy i Szarloty Pawel. Pamiętam lato kiedy kupiłem pierwszy numer G.I.Joe. Haha. :)

A potem odkryłem skąd się bierze woda sodowa i już nic nie było takie jak dawniej. Dorastałem ja, dorastały rzeczy, które wpadały mi w ręce. Tetralogia Potwora, Rork... Choć pamiętając o „48 stronach” przyłapuję się na tym, że przesadziłem z tym dorastaniem :)

Uwielbiam opowieści – nie tylko komiksowe ale też animacje – które wymagają od odbiorcy pewnych kompetencji zarówno popkulturowych jak i tych z wyższej półki, wielowarstwowych, puszczających oczko co jakiś czas. Choć czasem jeszcze znajduję czas na książki zupełnie pozbawione ilustracji.
Parafrazując Johna Cleese'a – może się nie znam na książkach ale wiem co mi się podoba.

Dzięki za fajną rozmowę i jeszcze fajniejszy fanart. Nie chcę się powtarzać, ale sprawiłeś nam świetną niespodziankę. :)

A teraz to, na co wszyscy czekali, lupusowe graffiti i więcej prac Malika. Podziwiajcie.

Po więcej prac Malika zaglądnijcie na jego portfolio (jak ruszy).

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined