niedziela, stycznia 19, 2014

dodano: niedziela, stycznia 19, 2014

Z czasów kiedy się jeszcze nie znaliśmy, ale kiedy chodziliśmy do tej samej podstawówki w małym miasteczku, mamy jedno wspólne wspomnienie. A wygląda ono mniej więcej tak: małe branżowe sklepiki rozrzucone wzdłuż wąskich uliczek z brukowej kostki, do których jako dzieci uwielbialiśmy zachodzić. Malutka cukiernia, w której kupowaliśmy słodkie bułki do szkoły. Obok niej znajdował się jeszcze mniejszy sklep rybny, do którego (wyjątkowo) nie lubiłem wchodzić z powodu zapachu i zawsze czekałem przed drzwiami, aż mama skończy robić w nim zakupy. Sporą popularnością cieszył się tamtejszy warzywniak. Pan, który był właścicielem tego sklepiku większość sprzedawanych tam warzyw i owoców hodował we własnym gospodarstwie. Wszystko zawsze było świeże, niejednokrotnie jeszcze oblepione ziemią. Do dziś oboje mamy ogromny sentyment do warzywniaków. Był też taki sklep z pierdółkami, z breloczkami, przypinkami i bajerami, które zawsze po szkole przykuwały mnie do okratowanej witryny na dobrych kilka minut. Później zrobili tam obuwniczy i już się nie zatrzymywałem przy tej witrynie. Księgarnia od dawna jest już kwiaciarnią, a mięsny stał się zakładem pogrzebowym. Wszystko się zmienia, no prawie wszystko, ponieważ gdy ostatnio byliśmy razem w tej miejscowości, zrobiło się nam ogromnie miło widząc, że stara cukiernia i rybny obok niej dalej, po tylu latach nadal są otwarte.
Młode pokolenia tego nie pamiętają i pewnie nie do końca rozumieją nasz sentyment do małych sklepików, do których trzeba biegać, od jednego do drugiego, zamiast załatwić wszystko w jednym markecie.
Joasia i Maciej w swojej książce przywracają świetność małych sklepów. Trochę poprzez sentyment zachęcają rodziców do korzystania z usług prywatnych sprzedawców, do pokazania dzieciakom jaką frajdę może sprawić robienie zakupów w takich sklepikach, zamiast spędzania całych weekendów z rodziną w galerii handlowej.

Ilustracje Maćka w tej publikacji zyskały iście francuski klimat i mamy nieodparte wrażenie, że te sklepiki wyglądają prawie jak z uliczek Paryża. No ale w sumie nasze miasta (przynajmniej stare ich części) pomału odzyskują ten europejski poziom. Publikacja jest bardzo starannie zaprojektowana i złożona. Od najmniejszych detali takich jak "nalepka" z ceną, poprzez kod kreskowy w formie koszyka na zakupy, po listę zakupów na skrzydełku książki. Minimalistyczna, ale wyrazista wyklejka i  prosta, zgrabna typografia dopełniają świetności tej publikacji. Za pomysł i wykonanie przyznajemy komplet punktów i nie ma tu nad czym się rozwodzić. Joanna i Maciek zafundowali nam świetną, sentymentalną przechadzkę po sklepach, które pamiętamy z dzieciństwa - duet Ładne Halo znowu rządzi!

Na końcu publikacji czeka na Was miła niespodzianka - możecie sami narysować swój wymarzony sklep. My od razu wyobraziliśmy sobie tam nasz sklep RUNO, a jaki Wy mielibyście pomysł na swój wymarzony sklep? Poniżej czeka na Was konkurs z tym związany.

No i pamiętajcie - owoce i warzywa to tylko w warzywniaku, np. po drodze na pocztę, a pączki tylko w starej piekarni. My tak robimy! Lepiej, smaczniej i milej i dodatkowo można zaszpanować po drodze płócienną eko-torbą, a nie siatą z plastiku.

Wydawnictwo: Ładne Halo
Tekst: Joanna Guszta
Ilustracje: Maciek Blaźniak
Konkurs!
Jeżeli moglibyście otworzyć swój własny,  wymarzony, mały sklepik, to jaki sklep by to był? Co chcielibyście w nim sprzedawać? Dajcie się ponieść wyobraźni. Odpowiedzi piszcie w komentarzu pod tym wpisem! Jedna osoba - jeden komentarz. Konkurs twa do środy (22 stycznia 2014) włącznie. Wybierzemy pomysł, który najbardziej nas urzeknie. Oczywiście Wasze pomysły nie zostaną przez nas wykorzystane :)
Do wygrania jest jeden egzemplarz książeczki "Sklepy".

Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo

Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo
Sklepy - Ładne Halo
Tekst i zdjęcia: Grzegorz Teszbir

31 komentarzy:

  1. Moj sklep nazywałby sie Szkaradka. (która istnieje naprawde!) miesciłyby sie tam, rzeczy wymyśłone przez dzieci, które byłyby specjalnie tworzone na ich potrzeby. Dla dzieci które bujaja w obłokach i nieustannie bawią sie na trzepaku, ganiajac sie i bawiąc beztrosko, i że nic ich zlego nie spotka w życiu Misiowie puszyści, ubrania chroniace ich przed szarą rzeczywistościa. Oczywiście dla dzieci tych dużych, a i może by było coś i dla tych małych.

    OdpowiedzUsuń
  2. My powoli ruszamy ze sklepem, a co tam będzie? same cuda :), a bynajmniej chcemy zebrać tam same cuda.
    Artykuły dla dzieci i rodziców, wyselekcjonowane i testowane przez dzieci, i takie cudne książeczki też byśmy chcieli mieć w naszej ofercie.
    A nazwa wymyślona przez córkę - Guguga :) czyli w jej języku Papuga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mój sklepik byłby z pocztówkami - robionymi z moich rysunków, akwarelek, zdjęć. a że rysować umiem tylko trochę i nie zawsze prosto i ładnie to w sklepiku znalazłabym się też część cukiernicza, w której moja przyjaciółka, aktualnie szukająca pomysłu na życie zawodowe, sprzedawałaby swoje pyszne wypieki. pomysł prosty - do każdej pocztówki ciacho, do każdego ciacha - pocztówka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. otworzyla bym sklepik ze wspomnieniami. w jakims zapomnianym miejscu. bo ludzie bardzo chca pamietac, a jednak zapominaja, z czasem wspomnienia sie zacieraja, blakna, plowieja. gdyby przyniesli takie wspomnienie mogla bym je jak zegarmistrz odnowic, wyczyscic i wypolerowac. a gdyby nie mieli nic, kupili by sobie jakies inne. ot zeby przez chwile zapomniec o terazniejszosci.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm... a może być bardziej wypożyczalnia? :D Mnie się marzy wypożyczalnia komiksów, w której będzie można wypożyczyć komiks do domu za drobną opłatą, a za jeszcze mniejszą opłatą przeczytać go na miejscu. Będzie taki oddzielony boks, dużo światła, wygodne fotele, designerskie lampy i stoliczki. Do zamówienia kawa, herbata, jakieś ciastko, gdyby ktoś sobie życzył. Coś takiego mi się marzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś o tym myśleliśmy, ale szybko daliśmy sobie spokój, gdy pomyśleliśmy o tych wszystkich ludziach macających nasze komiksy - to nie jest dla takich wariatów ja my :D
      Ale chętnie byśmy do takiej wypożyczalni chodzili :)

      Usuń
  6. Ja bym otworzyła sklep ze słoikami, ale nie byle jakimi! Były by to słoiki różne, przeróżne, najróżniejsze bo słoiki na wspomnienia. Można by takie wspomnienie zamknąć w np. słoiku z uszczelką na zatrzask, co by nie uciekło, postawić na półce i wracać do niego kiedy się tylko chce. Słoiki do wyboru do koloru. Jakie wspomnienie taki słoik, pojemność, kolor, wzór specjalnie dopasowany do okazji bądź danego okresu w życiu :) A nazywałby się Słoiwspominki!

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja bym tak: wynajęła lokal z płynnym przejściem na drugą stronę, gdzie będzie polana z jeziorem, to raz. Od taty biorę ze trzy ładne, kulturalne krowy, i na tę polanę je - to dwa. W środku sklepu wszystko białe, lady, lustra, szkło, mlecznie, przezroczysto, ze dwa stoliki i krzesełka z takiego białego fikuśnego metalu, a do tego ze dwa razy ich więcej na tarasie po drugiej stronie, białe materiałowe parasoleczki. To trzy i cztery.
    I teraz tak: sama doję te krowy, bo się znam. W środku można kupić: mleko prosto od krowy (jeszcze ciepłe, już zimne, zsiadłe), śmietanę, bitą śmietankę, lody, ser, serek taki jakby styropianowy, jogurt, kaszkę mannę i co tam jeszcze. Do tego dodatki takie smaczne - owoce sezonowe, wanilia, czekolada taka starta. No i co, ludzie wchodzą, kupują, a jak chcą, to siadają i spożywają, mogą na tarasie, biorą dzieci i mówią "o, zobacz, zobacz, to jest krowa". Interes niestety tylko w sezonie, ale można byłoby się jeszcze załapać na dopłaty z prow chyba. A nazwa byłaby taka, "(Z)siadła Zapolska", bo to w "Kaśce Kariatydzie" takimże sklepem olśnionam została

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój sklepik był by wielofunkcyjny. Można by w nim było kupić herbatę i kawę z całego świata dodatkowo napić się na miejscu dobrego napoju zjeść tosta ze szpinakiem albo świeżą szarlotkę lub owocowe szejki. Była by to przestrzeń dla dzieci i ich mam. Kącik z zabawkami dla dzieci i książkami dla mam. Dodatkowo raz w tygodniu były by warsztaty z recyklingu artystycznego. W moim sklepie mamy kupiły by przede wszystkim trochę odpoczynku i dobrej kawy lub herbaty a dzieci dobrą zabawę, i rozwijanie talentów wszelakich>

    OdpowiedzUsuń
  9. A mój sklepik byłby z zegarami odmierzającymi tylko dobry czas i medalami dla wszystkich i na każdą okazję ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja marzyłam od zawsze o jakimś swoim sklepiku, takim do którego ludzie wracaliby zawsze chętnie i z uśmiechem, takim w którym byłoby zawsze gwarno, takim w którym drzwi nie zamykałyby się prawie, takim z duszą, z uczuciem powrotu do dzieciństwa i błogości :) od małego nie miałam też nigdy wątpliwości jaki byłby to sklepik, zdecydowanie księgarnia ale tylko z książeczkami dla najmłodszych i z kącikiem w którym każdy mógłby zjeść kawałeczek domowej szarlotki z dzieckiem , usiąść porozmawiać, albo posiedzieć w czasie gdy dzieci by oglądały książeczki na półkach. To takie marzenie od małego, w moim domu książek było niewiele, nie dostawałam ich za często, czasami tata mi kupił bo lubił czytać więc zawsze przechodziłam obok księgarni i patrzyłam na wystawy, wchodziłam, dotykałam książek,przeglądałam je i marzyłam żeby mieć trochę swoich w domu na półce. Brakowało mi tych książek w domu ich zapachu, dotyku wiec chodziłam namiętnie do biblioteki i pożyczałam i pomyślałam wtedy że kiedyś otworzę właśnie księgarnię dla dzieci. Taką w której będzie też biblioteczka taka do czytania na miejscu, przytulne miejsce, w którym ja się odnajdę wśród tych dzieciaczków kochających książki jak ja. Bo książki dla dzieci uwielbiam baardzo. Jak moje dzieci. Wieczorem piekłabym ciasto dla małych klientów, bo przecież najlepiej czyta się zajadając kawałkiem domowego ciacha :) A wystawy taak coś co zmieniałabym często aby przyciągać wzrok nawet najbardziej opornych rodziców, aby dzieci zaciągneły ich do środka, obejrzeć popatrzeć, przecież każdy z nas wie że książki to nie nuda, ksiązki to taki inny cudny świat !! Taki właśnie byłby to sklepik w którym po wejściu czas by sie zatrzymywał, nikt nie śpieszyłby się, bo wybrać książkę to dla dziecka ważna sprawa i myślę że to byłoby spełnieniem marzeń ! nazwałabym go Książki z Zielonego Wzgórza bo zawsze uwielbiałam Anię z Zielonego Wzgórza i nigdy mi ta miłość do tej książki nie przeszła :)

    pozdr.
    Alicja Lange(kuai@amorki.pl)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sklepem, który otworzyłabym najchętniej byłaby bezsprzecznie KSIĘGARNIA ze względu na moje wyjątkowe zamiłowanie do książek. Sprzedawałabym w niej wyłącznie książki dla dzieci, bo to do nich mam największy sentyment i byłabym najszczęśliwszą osobą pod słońcem gdybym mogła otaczać się nimi co dzień, dodatkowo mogąc dzielić się tą radością z innymi.
    Nazwałabym ją SPRZEDAWCY MARZEŃ, bo każda książka to inna historia, inna przygoda i jakby nie było inne marzenie. Każda kryje za sobą coś wyjątkowego, wprowadza nasze dzieci w świat fantazji, uczy skupienia, rozwija wyobraźnię.

    Nie byłoby to takie zwyczajne miejsce. Oprócz półek z książkami znaleźlibyśmy osobne pomieszczenie w którym mamy mogłyby przed decyzją o zakupie przeczytać fragmenty książek swoim podopiecznym. Drugie pomieszczenie zostałoby wygłuszone i wypełnione książkami i zabawkami po to by zająć te mniej cierpliwe maluchy. Mamy mogłyby w tym czasie wybrać coś na spokojnie.
    Widzę kolorowe pomieszczenia, na księgarnianym stole wielki słój ze słodyczami w której każde dziecko mogłoby zamieszać jak w czarodziejskiej kuli i wyciągnąć dla siebie słodką niespodziankę. Widzę dużo radości, takie miejsce w którym spełniają się marzenia i sny. Widzę kolorowo ubranych ludzi, trochę gwaru i zapachu świeżo zmielonej kawy, którą częstowałabym tych starszych klientów.
    Moim zadaniem byłoby zachęcić wszystkich do czytania z miłości. Z miłości - dla miłości. Czyli dla naszych wspaniałych dzieci, którym niewątpliwie się to należy i powinien być to dla nich ważny element dzieciństwa.

    <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Alicja Lange, dopiero teraz zauważyłam, że napisałyśmy o tym samym... :)
    Nie było to zamierzone. Mamy chyba podobne marzenia. :) Może otworzyłybyśmy takie miejsce wspólnie? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I razem tak gadać o tych książkach dla dzieciaków i się zachwycać to jest myśl :D tylko teraz w czasach Bonito i Arosu które ceny mają tak konkurencyjne takie sklepiki znikają... a szkoda bo magia w nich jest , sama znam kilka i niestety kilka zamkniętych,,, :(

      Usuń
  13. Mój sklepik sprzedawałby drapanie. Tak drapanie, możecie się śmiać, ale drapanie jest najlepsze na świecie! Każdy człowiek i mały i duży mógłby przyjść do takiego sklepiku i kupić sobie drapanie. Np. " Dzień dobry, poproszę 15 minut drapania".
    Daje wtedy Pani bilecik, który jest w formie mp3 z muzyką relaksacyjną, odpalam ją i zaczynam drapać. Jest wiele metod drapania, można by napisać o tym przewodnik, może kiedyś to zrobię :). W "Drapniku" można kupić wiele designerskich akcesoriów do drapania, które można wykorzystywać w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubimy drapanko, oj lubimy. Trochę tutaj, trochę tam. Och i jakby jeszcze można było przychodzić do sklepu z kotem - zamawialibyśmy dla niego drapanie za uszkiem, a dla siebie po pleckach. :D
      Podoba nam się taki sklep.
      Rita - książka dla Ciebie. Podeślij adres na maila.

      Usuń
  14. Mnie się marzy sklep z czekoladą! Słodką i gorzką. Z orzechami, z pistacjami, z chili... i na gorąco!
    Marzenia są po to, aby je spełniać!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój sklepik z zewnątrz nie będzie wyróżniał się niczym specjalnym, ale już otwierając drzwi wchodzącego przywita zniewalający zapach - taki, który akurat jest ulubionym klienta. Dziecko poczuje zapach landrynek i waty cukrowej, mama - zapach świeżo skoszonej łąki, konwalii czy fiołków, a tata... może szarlotki z bitą śmietaną ;) Kto raz wejdzie do sklepiku nigdy już o nim nie zapomni i będzie tu przychodził choćby po to, by pospacerować między półkami.
    A na półkach każdy znajdzie coś dla siebie. Od uśmiechu, przez radość, wspomnienia, po ...paczkę gwoździ ;) Sklepik dla wszystkich!
    Gdy ktoś poczuje zmęczenie, będzie mógł przysiąść w rogu: rodzic przy stoliku, by wypić kawę czy sok i poczytać książkę, a dziecko w kąciku pełnym zabawek.
    Taki właśnie jest mój wymarzony sklepik :)

    Anita H. ( biedro_nka@wp.pl)

    OdpowiedzUsuń
  16. Otworzyłbym bezwalutowy sklep ze szczęściem. Klienci ustawialiby się w dwie kolejki - jedna dla tych z nadmiarem a druga z niedoborem szczęścia. Nośnikiem szczęścia byłyby opowieści, pasje lub pomoce - każdy znalazł by coś dla siebie. Jest jeden warunek - człowiek, który po wizycie w sklepie wyhodowałby swoje własne szczęście winien odwiedzić sklep w przyszłości i oferować kawałek od siebie.
    jacekx MAŁPA icloud.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój sklep z uwagi na moje imię byłby trochę nierealny. Nazwa? Może po prostu "Alicja z Krainy Czarów", a może "Czary Mary"...wstęp najlepiej tylko dla dzieci takich poniżej 10 roku życia? Płatności? Kto nie kocha zabawkowej kasy na plastikowe pieniądze, albo banknotów z Monopoly? Co by było w asortymencie? Wszystko co kochają dzieci...gwiazdki z nieba, spotkanie z ukochaną prababcią, która odeszła, słodycze, które nie psują zębów i nie odbierają apetytu na obiad, zeszyty z przepisami na fantastyczną zabawę. Oprócz tego w ofercie byłyby talony na wydłużanie czasu wolnego dla rodziców, żeby mogli go spędzać na zabawach z dziećmi, na czytaniu książek, na łaskotaniu i przytulaskach. Wystrój? Pełen ciepła i magii, ale tej dobrej, a nie kojarzącej się z czarownicami, tylko z marzeniami i poczuciem bezpieczeństwa.
    Pozdrawiam serdecznie
    Alicja Mikołajczak (alicja7-84@o2.pl)

    OdpowiedzUsuń
  18. stary antykwariat, z wygodnym fotelem, w którym można się zanurzyć z książką i zapomnieć w lekturze i stolikiem do kawy, gdzie w porcelanowej filiżance piłoby się gorącą czekoladę zimą i mrożoną herbatę latem, miejsce, w którym czas staje w miejscu, do którego zagląda się dla podróży w czasie, a siłą nabywczą są nie pieniądze, a pozostawiony uśmiech

    OdpowiedzUsuń
  19. SKLEP Z ZABAW(k)AMI

    Razu pewnego, Zuzka i Tymek
    Brat jej jedyny i o rok młodszy
    Nie mówiąc rodzicom opuścili domek
    Poszukać zabaw ze wszystkich najsłodszych

    Chodząc po mieście tak długo szukali
    Już wtedy od domu byli odlegli
    Feerię kolorów ujrzeli w dali
    A tuż po chwili sklepik spostrzegli

    We wnętrzu, na półkach słoików bez liku
    Za ladą - z kolei - gruby jak beczka
    Stoi pan subiekt w swym meloniku
    Na każdym ze słojów z nazwą karteczka

    W słoikach zabawy dla dzieci kultowe
    Zuzka w ekstazie już w słoikach grzebie
    Gra w klasy, podchody i gry planszowe
    Krocie zabawy – również dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  20. W moim sklepie sprzedawałby Pan lis! Pocztówki z leśnych wakacji, szyszki na sztuki , lisie krawaty, wilcze przypinki, niedźwiedzie napoje wyskokowe z bąbelkami i draże! Sklep nazywałby się bardzo prosto " Edmund " ( u Edmunda? ) - ( od Pana lisa sprzedawcy, bo to prosty lis, w lesie chowany ) - branża? troche feszyn, trochę spożywczak! wielobranżowy znaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzilibyśmy!!! Lupus u Edmunda byłby stałym klientem. :D

      Usuń
  21. ZAPRASZAM DO SKARBNICY !!!

    Ludzie są różni i nie mówię o podziale na ekstrawertyków, introwertyków i innych yków. Dzielimy się na ryzykantów obdarzonych fantazją i życiowych cykorów dla których przygodą są zakupy w supermarkecie. Jeżeli zaliczasz się do tych drugich NIE PRZYCHODŹ do "skarbnicy" (bo tak właśnie nazywa się mój sklep) !!! Pamiętaj jednak: kto nie ryzykuje, szampana nie pije! Dlatego też w moim sklepie muisz zdać się na szczęśliwy traf.

    Wybierasz mapę, jedną z wielu, jedną z setek zrolowanych na regałach map. Po zakupie pozostaje Ci tylko podążać drogą przez nią wskazaną, odliczać kroki, rozszyfrowywać zagadki żeby dotrzeć do miejsca przeznaczenia! A co tam znajdziesz? Trudno powiedzieć, ale na pewno będzie to coś:P! Obyś znalazł swój skarb. Jeżeli się jednak nie uda to zapraszam ponownie;). Proste? Proste!

    katarzynahabrych@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Pani Pasztetowa22 stycznia 2014 20:48

    Wszyscy sprzedawaliby ciastka w nie mniej słodkich lokalikach, a nikt nie pomyśli o mięsnym. Przez to mamy same różowe prosięce imperia z wiklinowymi akcentami w tych bardziej wyszukanych, każdy pachnie jak pachnie, a za ladą stoi pani z wąsikiem pod nosem i gumowymi rękawiczkami opinającymi jej pulchne dłonie. Czy sklepy mięsne muszą udawać szynkowe skalniaki przy błyszczącej tafli lady? Zróbmy tak. Wędlina aż cieknie ślina, wystrój taki że zrzednie mina. Podłoga biała, sufity białe, na ścianie tapeta w kiełbasy małe. Dajmy się kiełbas opętać pętem! I to pędem!

    joabart@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. W tym miejscu przerywamy konkurs i wczytujemy się Wasze pomysły na sklep. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochani, dzięki za wszystkie pomysły. Waszymi sklepami można by wypełnić długą uliczkę i byłaby to naprawdę bardzo fajna uliczka. Niemniej jednak nagroda jest jedna, a w tym przypadku przeważyła nasza wilcza natura i ciągłe ocieranie się o regały z książkami. :D
    Rita Duczmańska gratulujemy!

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined