wtorek, marca 26, 2013

dodano: wtorek, marca 26, 2013

Zacznę tym razem trochę od tyłu, bowiem na tyle okładki tej książki znajduje się krótki tekst/recenzja Moniki Obuchow, który przemówił do mnie równo mocno, co zawartość książki. Co prawda w innym sensie, ale nie mogłam pominąć tego w naszej prezentacji. Monika pisze o autorce i "Kłopocie" ale tak naprawdę dotyka sedna samych książek obrazkowych. Zwraca uwagę na to, że dobra książka "dla dzieci" powinna trafiać nawet mocniej do dorosłych odbiorców, nazywa ją "poezją obrazu". Rozumiem to aż nadto dobrze, bo właśnie my (czyli ja i Grzegorz, a pewnie i sporo z Was) jesteśmy tymi "dorosłymi bez dzieci", którzy chłoną treści zapisane w formie obrazów o wiele chętniej niż tysiąc-stronicowe tomiszcza zapisane suchym tekstem.
Dzięki Moniko! Nazwałaś kilkoma słowami wszystko to, co czułam od lat kilku :)

No dobrze, wróćmy jednak do "Kłopotu". Nie było przypadkowe to, że taka, a nie inna recenzja znalazła się na tyle tej książki.
"Kłopot" to na prawdę wyjątkowa książka. Mało tu słów, ale nie ma też rozbudowanej ilustracji.
To książka oparta na pomyśle, to kreatywna zabawa z czytelnikiem, to wreszcie zaproszenie do świata, w którym nawet nieprzyjemny wypadek przy pracy może stać się początkiem czegoś wartościowego. Wszystko zaczyna się od przypalonego obrusu, śladu żelazka... potem wciąga nas niesamowity tok myślenia autorki tego trójkątnego kształtu, a kończymy zastanawiając się, nie nad tym co jeszcze można dorysować, by ten kształt w coś fajnego zamienić, ale dochodząc do wniosku, że prawdziwe wartości przedmiotów, to nie ich trwała, choćby najpiękniejsza, forma ale znaczenie jakie ze sobą niosą... Zresztą to nie jedyna mądra refleksja, która goni nas po lekturze, ale może reszty doświadczcie już na własnej skórze ;)

Tekst i ilustracje: Iwona Chmielewska
Wydawnictwo: Wytwórnia

Kłopot
Kłopot
Kłopot
Kłopot
Kłopot
Kłopot
Kłopot

Tekst: Weronika Kołodziej, Zdjęcia: Grzegorz Teszbir

4 komentarze:

  1. Cieszę się!
    A niektórzy nie wierzą, że bez dzieci też można fascynować się "takimi rzeczami". Dziwne, nie?
    Pozdrawiam, Monika Obuchow vel Pani Zorro

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna wychodzę z biblioteki obładowana książkami dla dzieci i chociaż mam w domu trzylatkę, większość wypożyczonych książek czytam sama. Karta czytelnicza córki jest niezłym alibi:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty przynajmniej masz alibi. Musimy sobie też takie sprawić :D

      Usuń

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined