poniedziałek, stycznia 21, 2013

dodano: poniedziałek, stycznia 21, 2013

Ładne Halo to łódzkie wydawnictwo książek dla dzieci prowadzone przez Asię Gusztę i Maćka Blaźniaka. Z naszego bloga i księgarnianych półek możecie znać wydane przez nich książki:
"Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem","Jak się poznaliśmy", "O psie, który szukał" czy też najnowszą "Lalę Lolka". Jakiś czas temu odwiedziliśmy Asię i Maćka w ich pracowni, a dziś pytamy ich o różne intrygujące nas (i mamy nadzieję również Was) rzeczy.


LL: Przede wszystkim skąd pomysł na Ładne Halo? Czy wydawnictwo książek to tak dochodowy pomysł na biznes czy może zwyciężyły inne ambicje?

Maciek: To ja wymyśliłem. Wydawanie książek to na początek bardziej pomysł na życie niż na biznes. Po  prostu bardzo chciałem wydawać ilustrowane książki. Nawet bardziej niż ilustrować wydawane książki ;) Chociaż to właśnie od tego zacząłem. Zilustrowałem książkę, właściwie stworzyłem ją od deski do deski, wymyśliłem tekst, koncepcję, dobrałem wszystkie parametry – format, rodzaj papieru, typografię - tak, jak chciałem, żeby książka wyglądała. Od początku postanowiłem, że nie będę starał się jej wydać u któregoś z moich ulubionych polskich wydawnictw, a zajmę się tym sam, bo to sprawi mi równie wielką frajdę jak ilustrowanie. Takie właśnie „ambicje” mną wtedy na samym początku kierowały.

Rozeznałem więc temat jak tylko mogłem najlepiej. Pomocna okazała się wiedza ze studiów kierunkowych i doświadczenia z ilustracją prasową, ale równie mocno to, że książką ilustrowaną dla dzieci interesowałem się już od kilku lat. Śledziłem nowości, kolekcjonowałem bezcenne starocie. Co do reszty formalności namówiłem Asię, by mi pomogła. Wspólnie napisaliśmy wniosek o dofinansowanie na założenie działalności i druk pierwszej książki.  Wszystko się udało. Debiutancka książka „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” weszła na rynek.

Nie chcę powtarzać banału, który jest chyba wszystkim znany, o tym jak niewdzięcznym biznesowo pomysłem, jest zakładanie wydawnictwa z małym kapitałem i wielkim apetytem na piękne książki. Z tego co opowiadam można by wywnioskować, że to kompletnie nie ekonomiczne, a wyłącznie hedonistyczne względy mną kierowały, że Ładne Halo powstało dla zabawy, a nie dla pieniędzy. Ale ja właśnie wierzę, w nasze powodzenie jako biznes i od początku działam zgodnie z długoterminowym planem, który ma nas do tego doprowadzić. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i odpowiednio się na to przygotowałem. Nie rozwijamy się jakoś gwałtownie, cały czas się uczymy, ale póki co realizujemy założenia i konsekwentnie idziemy do przodu.

LL: Policzyliśmy, że Ładne Halo to rówieśnik Lupus Libri - powstało na początku 2011 roku, czyli ma już dwa lata. Co zmieniło się od momentu założenia wydawnictwa do dziś? Pozostaliście wierni założeniom i celom wytyczanym dwa lata temu, czy może dołożyliście coś nowego do formuły Ładnego Halo?

Asia: To fakt, firmę zarejestrowaliśmy dokładnie 13 grudnia 2010, ale faktycznie zaczęła działać z początkiem 2011, jak Lupus Libri. Trudno uwierzyć jak dużo się przez ten czas zmieniło. Kiedy wyszła pierwsza książka, wydawnictwo działało jeszcze trochę na drugim planie. Ja pracowałam wtedy w Gliwicach i pomagałam z doskoku, Maciek był skupiony głównie na zadaniach w ramach agencji interaktywnej z którą jako studio Ładne Halo współpracuje. W tym czasie działał jeszcze zewnętrzny dystrybutor, który zajmował się dla nas i większości małych wydawnictw, magazynem i sprzedażą.

Ładne Halo prowadziliśmy praktycznie po godzinach. Nie było to nawet takie trudne przy jednym tytule. Ale w momencie, kiedy zaczęliśmy pracę nad „O psie, który szukał”, wszystko zaczęło się powoli zmieniać. Przeprowadziłam się do Łodzi i zaczęłam krok po kroku wdrażać się we wszystkie tematy. Napisałam tekst i koordynowałam prace nad nową książką we współpracy z Martą Szudygą, którą zaprosiliśmy do projektu. Tym razem mieliśmy już trochę większe o wszystkim pojęcie, więc przygotowania były szerzej zakrojone, powstał plan promocji książki, zaprosiliśmy pewną psią fundację do patronatu, pojawiły się pomysły warsztatów.

To przez tę książkę i fakt, że dotychczasowy dystrybutor zawiesił działalność, zaczęliśmy szukać lokalu, w którym można by umieścić magazyn i zorganizować sobie centrum dowodzenia. Kiedy znaleźliśmy to miejsce, wszystko nagle nabrało tempa i teraz mamy już tyle pracy, że sami jesteśmy zdziwieni.

Maciek: Założenia i cele w głównej mierze zostały takie jak na początku. Nadal stawiamy na rodzimych autorów, nowe pomysły, dobrą ilustrację i staranne wydanie. Priorytetem jest dla nas nadal ilustracja i to nią najłatwiej nas przekonać do swojego projektu. Ciągle staramy się też zostawiać w książkach jakieś uchylone drzwi dla naszych czytelników i zapewniać im możliwość zabawy i interakcji z historią. Zaskoczyło nas tylko wydanie książki Katarzyny Boguckiej „Lala Lolka”, bo pierwotny pomysł był taki by starać się wydawać debiutantów, takich jakimi sami byliśmy. Ale pomysł Kasi na książkę był tak autorski i odważny, że nie mogliśmy odmówić. Tak, że to dla nas bardzo pozytywne odstępstwo od założeń.

LL: Byliśmy zachwyceni Waszą pracownią w OFF Piotrkowskiej, opowiedzcie o niej coś więcej - jak to się stało, że trafiliście do tego miejsca i co daje Wam funkcjonowanie właśnie pod tym adresem?

Asia:  Off Piotrkowska to aktualnie chyba najpopularniejsze miejsce w Łodzi, dzieje się tu dużo, pisze się o tym w lokalnych mediach prawie bez przerwy, odwiedza nas coraz więcej osób z miasta, spoza miasta i spoza kraju. W Łodzi poukrywanych jest setki fabryk. Prawie na każdej ulicy w centrum znaleźć można co najmniej jedną. Część z nich stoi niestety odłogiem i niszczeje. Część została dokładnie odrestaurowana pod budynki bogatych banków, eleganckich biurowców, modnych loftów. Wszyscy znają jedno z większych centrów handlowych w Polsce – Manufakturę, która jest tu najlepszym przykładem. Ale to naszą fabrykę spotkał najciekawszy moim zdaniem los. Została ożywiona od wewnątrz. Właściciel przędzalni, zmuszony kryzysem do odłożenia znacznych inwestycji w obiekt, postanowił nieco uporządkować teren i wypełnić go kreatywnymi biznesami i oryginalnymi miejscami rozrywki.

Mieliśmy wielkiego farta, że tu trafiliśmy. Kiedy zaczęliśmy szukać niedrogiego i niedużego pomieszczenia na wydawnictwo, właściciel Off Piotrkowska akurat kończył obsadzać lokale na pierwszym piętrze. Założenie było takie, że mają tam powstać pracownie, studia, sklepy związane z kreatywnymi biznesami, że swoje miejsca pracy mają tam urządzić ludzie związani z obszarem kultury, rozrywki, sportu, designu i reklamy. Udało nam się przekonać właściciela o naszym kreatywnym potencjale i wynająć jeden z ostatnich lokali. Choć fabryka mieści się przy Piotrkowskiej, w ścisłym centrum miasta, to stać nas było na czynsz, dzięki preferencyjnym zasadom umowy. Zobowiązując się, że będziemy na równi ze wszystkimi sąsiadami, współtworzyć życie kulturalne na terenie byłej przędzalni, korzystamy ze znacznego upustu.

Miejsce tętni teraz życiem, kreatywną energią, którą jedni zarażają się od drugich – to największy atut jaki przychodzi do głowy. Mamy teraz blisko do Pan Tu Nie Stał, a ostatnio otworzyła się naprzeciwko świetna piekarnia, notabene o nazwie Drukarnia, gdzie można od 7 rano kupić bagietki prosto z pieca, a o 17 zjeść pycha burgera. Wspólnie z resztą lokatorów korzystamy z dobrego pijaru tego miejsca, jeśli coś ciekawego dzieje się u jednego z nas, przyciąga to ludzi i media do nas wszystkich.


LL: Odwiedziny w Waszej pracowni udowodniły nam namacalnie, że łączy nas również pasja stricte kolekcjonerska. My dzielimy się naszą kolekcją jedynie wirtualnie za pośrednictwem bloga, za to u Was każdy odwiedzający może przekartkować lub nawet zatopić się w lekturze na wygodnej kanapie. Co skłoniło Was, żeby w pracowni urządzić czytelnię ilustrowanych książek (dodajmy, że
część z nich to publikacje waszej najbliższej polskiej konkurencji)?


Maciek: Ja też przez dłuższy czas dzieliłem się książkami na blogu. Na studiach zacząłem zbierać książki dla dzieci wydane w latach 60tych, 70tych 80tych, takich które zachowały się z mojego dzieciństwa, ale też tych znajdowanych w antykwariatach, które pamiętać mogą nawet nasi rodzice. Założyłem wtedy tralaloskop.blogspot.com i wrzucałem tam skany ulubionych ilustracji. Blog był dość popularny i miałem duży odzew z podziękowaniami, za przywołanie wspomnień z dzieciństwa.

Wszystkie te książki znajdują się teraz na dolnej półce naszej biblioteczki w pracowni i ci którzy nas odwiedzą w pracy mogą na niej do woli szperać. Na górnej półce leżą współczesne książki, najlepszych polskich wydawnictw niezależnych, ale i książki przywiezione z zagranicznych podróży. Trudno mi powstrzymać się przed kupowaniem dobrze wydanych książek więc trochę się ich nazbierało. Przy pracy nad naszymi projektami często sięgamy do znanych i lubianych pozycji i podpatrujemy na jakim wydane są papierze, jak wygląda wyklejka, szycie, albo gdzie były drukowane, a w tym kontekście na przykład jak pachnie dana drukarnia. Z tego powodu zbiory przenieśliśmy do pracowni, żeby mieć je w pracy pod ręką.

Z drugiej strony pomyśleliśmy, że skoro trafił nam się taki świetny lokal, to powinniśmy wykorzystać go nie tylko we własnym zakresie, ale otworzyć też dla ludzi i wypełnić czymś ciekawym. Zorganizowaliśmy więc otwartą czytelnię z małym regałem i wielką kanapą. Jeśli trafia do nas ktoś zainteresowany pięknymi książkami, często podsuwamy wybrane przez nas tytuły i o nich opowiadamy. Jeśli coś bardzo się spodoba, polecamy zakupy w zaprzyjaźnionej księgarni internetowej Małe Książki (www.maleksiazki.pl) lub na dole w sklepie Pan Tu Nie Stał. Nie traktujemy konkurencji jak przeciwników i chyba nikt w środowisku niszowych wydawnictw dla dzieci tak o sobie nawzajem nie myśli. Jesteśmy wszyscy po tej samej stronie i mamy to samo zadanie.

LL: Bardzo podoba nam się to, że Wasza działalność nie zamyka się tylko w formule wydawnictwa. Przy okazji premier swoich książek organizujecie warsztaty dla dzieci i rodziców, a ostatnio podjęliście też współpracę z odzieżową marką. To działania, które wychodzą znacznie poza standardową promocję książki. Czy to Wasz sposób na znalezienie niszy na rynku wydawniczym czy po prostu zajawka by robić fajne rzeczy?

Asia: Rzecz jasna po trochu jedno i drugie. Choć na ten moment bardzo często wydawnictwa starają się przy okazji premier organizować jakieś wydarzenia, by przyciągnąć czytelników i zainteresować szerszą publiczność. Sami podpatrzyliśmy to u starszych „kolegów” z branży. Staramy się przy tym nie wymyślać niczego „na siłę”, dla samego szumu, tylko przygotowywać się do promocji książki tak by wszystko miało ręce i nogi, by jedno wynikało naturalnie z drugiego.

Dlatego przy okazji książki „O psie, który szukał” kilka razy zbieraliśmy karmę, organizowaliśmy bibliodogoterapię, spotkania z psim psychologiem, a do patronatu nad książką zaprosiliśmy fundację związaną z dogoterapią, co wydaje nam się uzasadnione, biorąc pod uwagę naszego głównego bohatera. Podobnie w przypadku współpracy z Czesiociuchem, marką odzieży nastawioną na promowanie indywidualności dziecka i oderwania go od infantylizacji i stereotypów. Nie zaprosilibyśmy Czesława Mozila z Dorotą Zielińską, do patronatu nad „Lalą Lolka”, a oni bankowo nie zgodziliby się go podjąć, gdyby wszystko nie zgrało się tak ideologicznie z przesłaniem książki, jak się zgrało. Kiedy przeczytałam filozofię marki na www.czesiociuch.pl, poczułam się jakby właśnie udało mi się połączyć dwa puzzle jednej układanki. Bardzo się cieszymy, że do tej współpracy faktycznie doszło i że tak dobrze się dla nas układa. Znowu mieliśmy dużo szczęścia, że propozycja wydawnicza od Kasi Boguckiej zgrała się dla nas z debiutem Czesiociucha na rynku. Z drugiej strony z każdą książką jesteśmy coraz lepsi w tym co robimy i coraz pewniej się czujemy, także w sferze promocji.

Pozostałe nasze działania trzeba przypisać specyfice miejsca w jakim pracujemy. Tego, że zobowiązaliśmy się współtworzyć na Off Piotrkowska życie kulturalne dla Łodzian i że lubimy to robić. Dlatego zaangażowaliśmy się w organizację  miejskiego letniska latOFFmieście w fabryce, czy nocy otwartych drzwi podczas łódzkiego Design Festiwalu. Takie akcje to zastrzyk pozytywnej energii i mobilizacja do działania, a poza tym dobra promocja.

LL: Ważne pytanie na koniec: co szykujecie dla czytelników i fanów w 2013? Każda Wasza kolejna publikacja trochę zaskakuje i różni się od poprzednich, czy kolejna książka również będzie zaskoczeniem? Może szykujecie jakiś komiks (zacieramy ręce)??
Maciek: Nie chcemy zapeszać, bo wszystko zależy od tego jakie fundusze uda nam się pozyskać i odłożyć we własnym zakresie, ale mamy w głowie kilka projektów do których się przymierzamy. Najdalej posunięty jest nasz wspólny z Asią pomysł na picture book’a, którego tematu nie chcemy jeszcze zdradzić. Myślimy też o pewnym projekcie książki obrazkowej dla dorosłych, który chcielibyśmy wydać przed łódzkim festiwalem komiksu. Ogłoszenie roku 2013 Rokiem Tuwima, też kusi nas jako wydawnictwo z Łodzi, gdzie planowane są główne obchody. Zobaczymy, które z tych pomysłów uda się zrealizować, a które będą musiały poczekać

Z planów niekoniecznie wydawniczych, chcemy w tym roku rozruszać nasz nowy internetowy projekt portalu poświęconego ilustracji. Póki co działa on na facebooku pod nazwą Ilustrada. Z założenia ma być platformą wymiany myśli, inspiracji i nowinek dla ilustratorów, ale i osób zainteresowanych ilustracją. Z czasem chcemy skompletować redakcję i zacząć publikować artykuły, wywiady i inne ciekawostki. Może Wy macie jakiś pomysł na fajny materiał? :)

LL: Fajny pomysł, na pewno dorzucimy coś od siebie na Ilustradę :)

Ładne Halo możecie odwiedzić w pracowni w Off Piotrkowska przy ul. Piotrkowskiej 138/140 w Łodzi.


Zaglądajcie też na stronę http://www.ladne-halo.pl/
oraz na facebookowe fanpage: https://www.facebook.com/ladne.halo

Poczynania Macieja w szerszym graficznym aspekcie możecie zobaczyć tu: https://www.facebook.com/studio.ladne.halo

Śledźcie także uważnie rozwój Ilustrady: https://www.facebook.com/pages/Ilustradapl/273285062766957?fref=ts

Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo
Ładne Halo

Wypytała: Weronika Kołodziej, a zdjęcia cykał Grzegorz Teszbir

2 komentarze:

  1. tak sobie myślę, że ktoś powinien przeprowadzić wywiad z Lupusem :)
    wywiad ciekawy, pracownię widziałam - robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jesteś nawet na dwóch zdjęciach

    OdpowiedzUsuń

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined