wtorek, stycznia 31, 2012

dodano: wtorek, stycznia 31, 2012

James Kochalka po raz kolejny udowadnia, że komiks nie musi mieć wybujałej, nadętej, rozdmuchanej i nie wiadomo jak poważnej  fabuły, by stał się świetną lekturą rysującą uśmiech na twarzy. Czytając jego komiksy ma się wrażenie, że za ich powstaniem stoi mały dzieciak z zestawem mazaków i potrzebą wystrzelenia słodkich świnek w kosmos, by tam odbyły swoją niebezpieczną przygodę.
Świnie w kosmosie?! Serio? To jest ten pomysł na komiks? Jasne, dlaczego nie. Może tak trafiamy, ale wszystkie albumy Kochalki jakie mamy, można streścić jednym banalnym zdaniem. Okazuje się jednak, że autor ten potrafi przekształcić je w pełnometrażową fabułę. Prawdę mówiąc, komiksy Jamesa były dla nas wielkim zaskoczeniem. Po pierwsze zaskakuje dziecięca pasja, z jaką tworzy swoje komiksy. Po drugie dziwi podejście wydawnictwa, które jest skłonne wydać kilkuset stronicowy albumik, że tak brzydko napiszę, "o niczym". Jest to określenie jak najbardziej nie na miejscu, ale wyobrażamy sobie, że tak właśnie może być postrzegany Pinky & Stinky przez polskiego czytelnika (sorry ludzie) - jako infantylny komiks stricte dla (bardzo) młodego czytelnika.
Dopóki nie przeczytaliśmy przygód Pinkego i Stinkiego, nie zdawaliśmy sobie sprawy jak bardzo brakuje nam komiksów czysto rozrywkowych. Takich, które można sobie przeczytać w przerwie od pracy, w toalecie ( a co!?), w tramwaju. Nic zobowiązującego, górnolotnego, coś, co nie będzie brało udziału w plebiscytach "top", "best" i innych "naj". Taki zwyczajny "odmóżdżacz", jak napisał na okładce Frank Miller - komiks, który sprawi, że poczujesz się tak, jak wtedy gdy miałeś 6 lat.

Naszym zdaniem Frank trochę przesadził z tym sześciolatkiem, ale ogólny sens zachował.

Autor: James Kochalka
Wydawnictwo: Top Shelf Productions



Autor tekstu: Grzegorz Teszbir

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined