wtorek, marca 29, 2011

dodano: wtorek, marca 29, 2011

Pamiętacie jeszcze amerykańskie wydawnictwo Image Comics? To może trochę źle sformułowane pytanie, zwłaszcza, że wydawnictwo to funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Już nie w tej samej formie co na początku lat 90, kiedy powstawało, ale nadal bardzo dobrze prosperuje i wydaje świetne komiksy, chociażby Walking Dead czy Invincible.
Interesuje nas jednak wydawnictwo ze złotej ery swojego istnienia, czyli od początku ale w skrócie. Todd McFarlane, Jim Lee, Rob Liefeld, Marc Silvestri, Erik Larsen, Jim Valentino, Whilce Portacio oraz Chris Claremont, czyli ósemka twórców którzy zmęczeni polityką wydawniczą Marvela, razem powiedzieli: "Mamy dość!". Otóż, kreując nowych bohaterów dla Marvela, twórcy automatycznie tracili prawa do nich. Trudno się dziwić ich frustracji, zwłaszcza, że większość z wymienionej ósemki to były prawdziwe gwiazdy mainstreamowego rynku komiksowego. Tak powstało wydawnictwo Image Comics, czyli spółka artystów która gwarantowała, że:
- wydawnictwo nie będzie rościć praw do prac twórców oraz, że
- żaden z partnerów nie będzie ingerował w pracę pozostałych członków.
Tak otrzymaliśmy kultowe postaci, takie jak: Spawn (McFarlane), Witchblade/Darkness (Silvestrii), Savage Dragon (Larsen), Wild C.A.T.S (Lee) jak i trochę mniej znane: Youngblood, Wetworks, Gen 13, Fathom (wydany w PL). Komiksy, które tworzyli reprezentowały typowy nurt masowego komiksu rozrywkowego, ale ... nieskrępowanego niczym poza wyobraźnią twórców. To nie koniec, edytorsko postawiono poprzeczkę bardzo wysoko: lepszej jakości papier (kreda), lakierowane okładki, komputerowa separacja kolorów.
Powoli zbliżamy się do komiksu, który przywołał sentymentalna falę wspomnień. Shadowhawk, ponieważ to o nim mowa, jest dzieckiem Jima Valentino, czyli chyba najmniej znanego ojca założyciela Image Comics. Nie stworzył on zastępów superherosów dla IC, czy jak to zrobił Todd Mcfarlane, nie uczynił ze swego bohatera kultowej postaci. Może sam Shadowhawk nie ma wystarczającego potencjału by stać się "kultowym". Przyjrzyjmy się mu bliżej: adwokat, który zostaje zakażony wirusem HIV, ma dość skorumpowania i rosnącej fali przemocy, otrzymuje zbroję/kostium i staje się "pogromcą". Tak w skrócie wygląda historia tego bohatera, czy raczej antybohatera. Ponieważ przez swoje brutalne metody jest zarówno celem przestępców, jak i władz. Brzmi znajomo? Owszem, oklepane lekko. Niestety, to co pomagało kolegom Valentino to to, że graficznie ich komiksy były ciekawsze. W przypadku Shadowhawka kreska jest za bardzo nijaka. Chociaż w całej serii jest coś, co nam się spodobało. Większość supebohaterów ukrywa prawdziwą tożsamość przed całym światem, prawda? Shadowhawk dodatkowo ukrywa ją także przed czytelnikiem. Przynajmniej w początkowych numerach. To by było na tyle jeżeli chodzi o zachwyty.
Komiks, który prezentujemy wygrzebaliśmy z kolekcji komiksów rezydujących u "grzegorzowych" rodziców.
Mamy wrażenie, że kiedyś bardziej popularne były zeszytówki ze specjalnymi okładkami - wytłaczane, wycinane, hologramowe, chromowane, rozkładane itd. Nasz egzemplarz wzbogacony jest o podwójną okładkę, zewnętrzna jej część jest wtłaczana i wycinana, natomiast wewnętrzna okładka jest chromowana. Prawdę mówiąc lepiej to wygląda na żywo niż na zdjęciach, a jeszcze lepiej wyglądało kilkanaście lat temu, kiedy to komiks ten przyszedł w paczce zza oceanu.

Autor: Jim Valentino
Wydawnictwo: Image Comics 


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined